Linia przez piekło, czyli o nagrodzonych Bookerem "Ścieżkach Północy" [RECENZJA]

Kolej Birmańska to 415 kilometrów prowadzących przez dżunglę. Strategiczny odcinek transportowy podczas II wojny światowej miał połączyć ze sobą miasta Bangkok w Tajlandii i Rangun w Birmie i zapewnić wojskom japońskim udaną ofensywę na Indie Brytyjskie. Przy jej budowie zginęło łącznie ok. 100 tys. cywili i 16 tys. jeńców. Richard Flanagan w nagrodzonych prestiżową nagrodą Man Booker Prize 2014 "Ścieżkach Północy" ukazuje los australijskich jeńców wojennych zmuszonych do budowania tej linii i dramatyczny okres, w którym żyli.
"Ścieżki Północy" w formie ebooka są dostępne w Publio.pl >>

Wydarzenia, które rozegrały się podczas II wojny światowej na Pacyfiku, są dla Europejczyków cały czas bardzo odległe. Wiemy dużo o walkach japońsko-amerykańskich, zbombardowaniu Pearl Harbour czy bitwie o Okinawę, ale fakt, że w największym konflikcie w dziejach nowożytnego świata brała udział Australia, umyka naszej uwadze.

Nie jest to jednak żaden grzech zaniechania. Tamten okres długo funkcjonował w świadomości Australijczyków jak swego rodzaju tabu - okupili te walki ogromną ofiarą. Ofiarą, która - co zaznacza sam Flanagan - w świadomości wielu pokoleń bynajmniej nie była tą honorową.

Biała Australia

Australia u progu wojny liczy około 6 milionów mieszkańców. Białych mieszkańców - co trzeba dobitnie zaznaczyć. Jest jednym z najbardziej rasistowskich i hermetycznych krajów na świecie, hołdującym wciąż brytyjskim ideałom kolonialnym i z tym właśnie państwem związana sojuszami wojskowymi. Kiedy wybucha wojna, Australia staje w obliczu realnego zagrożenia - w przeciwieństwie do czasów wielkiej wojny 1914-18, w której odgrywała raczej rolę wsparcia wojsk brytyjskich. Zwycięska ofensywa wojsk japońskich, jej efektywność i fanatyzm, niosą ze sobą ogromne prawdopodobieństwo desantu na teren kraju, zwłaszcza że lotnictwo nieprzyjaciela zaczyna regularne naloty na australijskie miasta. Do walki zostaje wysłane wojsko, a głównym jego militarnym partnerem stają się Stany Zjednoczone. Żołnierze australijscy walczą na wielu frontach, między innymi w Singapurze - i tu właśnie przychodzi pierwszy z ciosów, które wstrząsnęły tym krajem w czasie wojny.

Podczas walk o miasto do niewoli japońskiej dostaje się ponad 1/3 australijskiej armii - w ówczesnej świadomości tamtego społeczeństwa - niewoli haniebnej, ponieważ dotychczas Azjatów uważano za rasę niższą, barbarzyńców, wręcz niegodną walki. Tak wielka liczba jeńców wojennych stanowi więc pewnego rodzaju wstyd, o którym jeszcze długo będzie się milczeć. Los tych, którzy się poddali, jest okrutny, w większości zostają skierowani do robót inżynieryjnych wspomagających pochód japońskiego agresora. Wtedy spada drugi cios - podczas prac umiera ponad 30% uwięzionych.

Piekło

Richard Flanagan swoją książkę zadedykował jeńcowi o numerze 335 - swojemu ojcu. Jako jeden z tych, którzy przetrwali tamten okres, mógł opowiedzieć, jak wyglądało życie w japońskiej niewoli. Wiele z jeńca 335 jest w Dorrigo Evansie, głównym bohaterze i narratorze "Ścieżek Północy". Jest nim młody lekarz w randze pułkownika, który skierowany został wraz ze swoim oddziałem do budowy "kolei śmierci". Na "Linię", jak o torowisku przez dżunglę mówili sami jeńcy. Czytelnik dzień po dniu poznaje razem z Evansem życie w niewoli. Patrzy, jak stara się przetrwać. Zaznaczyć tu trzeba, że już pierwszego dnia japońscy zarządcy obozu jasno określają status swoich więźniów. Niewola to hańba dla żołnierza, a zmyć ją może tylko praca na chwałę Cesarstwa. Tylko że praca, którą wykonują jeńcy, z czasem przeradza się w obsesję. Cel, do uświęcenia którego potrzeba jest ofiar, bez względu na ich cenę. Pułkownik Evans stara się w otaczającym go piekle zachować przynajmniej resztki człowieczeństwa, chociaż wśród jego żołnierzy z dnia na dzień rośnie ilość tych, których zabrały choroby, głód i nieludzkie traktowanie przez strażników. To ostatnie jest szczególnie ważne, ponieważ wcześniej wspominane okrucieństwo Japończyków zdaje się nie znać granic. Na długo w pamięci pozostaje postać oficera, który samurajskim mieczem ścina głowy jeńcom, deklamując przy tym jisei no ku - wiersze śmierci.

Bez patosu

Czytając "Ścieżki Północy", trudno nie zauważyć jednej bardzo ważnej rzeczy. Autorowi, mimo tak de facto trudnego tematu, udało się uniknąć niepotrzebnego patosu, który na ogół jest nieodzowny w literaturze wojennej. Nie ma także znanej z amerykańskiej literatury swoistej apoteozy heroizmu znanej chociażby z "Króla Szczurów" Jamesa Clavella. Flanagan nie tworzy moralitetu, tylko pięknym językiem opisuje niepiękną historię. I robi to w rozbrajająco ludzki sposób. Pozwala, aby w jego powieści znalazło swoje miejsce to wszystko, na co miejsce jest w prawdziwym życiu. Na wątpliwości, egoizm, refleksję, żołnierskie, dosadne żarty i na miłość. Na uczucie, które sam autor nazywa miłością ponad moralnością, do kobiety, której główny bohater nigdy mieć nie może. Na afekt, który spala, ale jednocześnie daje siłę i nadzieję.

Robert Flanagan w "Ścieżkach Północy" dokonał rzeczy bardzo trudnej. Z niesamowitą wrażliwością rozliczył się z przeszłością, która dla wielu Australijczyków od kilkudziesięciu lat była swoistą plamą na honorze. "Linią", którą ciężko było przekroczyć.

"Ścieżki Północy" w formie ebooka są dostępne w Publio.pl >>