Pratchett powiedział kiedyś, że gdy wymyślał i pisał "Kolor magii", sam nie wiedział, co robi [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

Jest jednym z najbardziej lubianych twórców na świecie. Jego powieści są wydawane na całym świecie w 37 językach, sprzedane w nakładzie 65 milionów egzemplarz. Niedawno na księgarskie półki trafiła fascynująca biografia "Terry Pratchett. Życie i praca z magią w tle", która pozwala przyjrzeć się z uwagą wielkiemu twórcy i jego dziełom. Poniżej publikujemy obszerne fragmenty książki.
Książkę "Życie i praca z magią w tle" w formie ebooka znajdziesz w Publio.pl >>

Fragmenty pochodzą z rozdziału "Kolor magii"

Naukowiec Stephen Hawking zaczął swą książkę "Krótka historia czasu" od anegdoty mówiącej podobno o matematyku i filozofie Bertrandzie Russellu, który podczas wykładu opowiadał o tym, jak Ziemia obiega Słońce i jak Słońce orbituje wokół centrum wielkiej gromady gwiazd, zwanej naszą galaktyką. Pod koniec tego wykładu pewna drobna staruszka wstała z miejsca i oświadczyła, że wszystko to, co mówił, to stek bzdur, bo tak naprawdę świat jest płaski i spoczywa na skorupie ogromnego żółwia. Co więcej, żółw ten jest podtrzymywany przez kolejne żółwie aż do samego dołu, który kto wie, gdzie się znajduje.





"Dla większości ludzi obraz świata jako nieskończonej wieży z żółwi może się wydać śmieszny, ale czemu właściwie uważamy, że sami wiemy lepiej? Co wiemy o Wszechświecie i jak się tego nauczyliśmy? Jak Wszechświat powstał i dokąd zmierza?".
Stephen Hawking
("Krótka historia czasu", przeł. Piotr Amsterdamski)





Czwarta powieść Pratchetta, "Kolor magii", ustaliła wzorzec na kolejne trzydzieści lat. Zmieniała kierunek prac autora, a prolog kształtował całkiem nową Narnię. Pomysł, że płaski, dyskowy świat może być ułożony na grzbietach czterech ogromnych słoni, które z kolei stoją na skorupie międzygwiezdnego morskiego żółwia, wyrwał całkiem inną planetę z bezpiecznej strefy science fiction i umieścił ją stabilnie w fantasy przez duże F.

Pratchett połączył tu średniowieczną zachodnią wiarę w to, że świat jest płaski, ze starożytną mitologią hinduską mówiącą o tym, że słonie i żółwie dźwigają go na swoich grzbietach. Zwierzętom nadał imiona: żółw to Wielki A'Tuin, słonie to Berilia, Tubul, Wielki T'Phon i Jerakeen, ale nie zajmował się tymi istotami. Poza dwoma głównymi postaciami, Rincewindem i Dwukwiatem (oraz Bagażem Dwukwiata, zbudowanym z myślącej gruszy), w ogóle nikim ani niczym nie zajmował się zbyt długo. Jeszcze bardziej podkreśla to wykorzystanie bogów, którzy żyją ponad światem i toczą gry postaciami, które zamieszkują w dole. Wprawdzie naśladują tu Zeusa i innych bogów z opowieści o Jazonie i Argonautach, jednak bogowie ci nie są zbyt ważni i nie zajmują dużo miejsca w powieści. Pojawiają się, żeby akcja wydała się jeszcze bardziej szalona.

Dysk jest zaczarowaną krainą - ma bogów, którzy grają istotami z dołu, ma magów i czarownice, barbarzyńców i smoki, ale ma też umiejętność śmiania się z siebie. Sam fakt, że Pratchett nazywa drugoplanową postać Ślepym Hugh (podobnie do Ślepego Pew z Wyspy skarbów Roberta Louisa Stevensona), wystarczy, by przekazać czytelnikowi, że autor nie traktuje siebie zbyt poważnie. Akcja toczy się szybko przez wymyślone sceny, w których występuje mnogość różnych, pojawiających się tylko na moment postaci. Wzbudza to u czytelników chęć, żeby dowiedzieć się więcej. Fabuła jest bardzo skromna, jako że to wyobraźnia jest siłą napędową książki, podobnie jak to jest w Klubie PickwickaDickensa. Pratchett określa "Kolor magii" jako film drogi, zanim wymyślono drogi, co oznacza, że Klub Pickwicka to film drogi, gdy tylko wymyślono komercyjny transport.

Pratchett powiedział kiedyś, że gdy wymyślał i pisał "Kolor magii", sam nie wiedział, co robi. Przyznaje jednak, że pisał go dla siebie, to znaczy dla kogoś, kto wychował się na gatunku fantasy (przyp. autora. Nie całkiem wierzę, że Pratchett nie wiedział, co robi. Warstwy wszechświata stały się Dyskiem i musiał wiedzieć, w jakim kierunku zamierza podążać.)

Fantasy martwym gatunkiem?

Powieści ze Świata Dysku są wielowarstwowe i poruszające i dlatego właśnie przetrwały ponad czterdzieści książek w ciągu prawie trzydziestu lat. Podobnie jak Władca Pierścieni, Dysk tworzy własną historię, prawa i legendy, dodając koloru i blasku czemuś, co było ginącym gatunkiem, a co teraz, częściowo dzięki popularności i wpływom Pratchetta (a częściowo dzięki J.K. Rowling) znów wraca do łask.

Pratchett powiedział też, że "Kolor magii" został napisany jako protest przeciwko fantasy kwitnącej w latach siedemdziesiątych, gdzie czytelnicy ulegali wpływom całej grupy pisarzy, którzy z kolei nieodmiennie ulegali wpływowi J.R.R. Tolkiena. Silmarillion opublikowano w 1977 roku, więc obecność Tolkiena odcisnęła się na gatunku, lecz sądzę, że to analiza po fakcie - Pratchett przyznał bowiem, że wtedy sam nie wiedział, co chce osiągnąć.

Na początku lat osiemdziesiątych Pratchett uważał fantasy za gatunek martwy. Twierdził, że brakuje mu wyobraźni - tej, która powinna go napędzać - i że tylko przeżuwa wypróbowane i sprawdzone scenariusze. Bardzo wyraźnie zademonstrował to w swojej drugiej powieści, Blasku fantastycznym. W książce występuje bardzo stary osobnik, niejaki Cohen Barbarzyńca, parodia podstarzałego Conana Barbarzyńcy z klasycznych opowieści Roberta E. Howarda. Wojowniczka Herrena rozmyśla o problemach swojej kariery: mężczyźni nie traktują jej poważnie, dopóki ich nie zabije, a tradycja każe jej nosić skórzaną odzież, od której dostaje wysypki. Pratchett stwierdza, że w powieściach fantasy wszystkie barbarzyńskie wojowniczki są skąpo odziane w skórę, i oczywiście ma rację, dowodząc przy okazji lenistwa innych pisarzy.

Wtedy właśnie zaczynamy lepiej rozumieć "Kolor magii". Książka została napisana po wielu latach intensywnego zgłębiania gatunku fantasy, co zaowocowało wiedzą, że magowie są potężniejsi od czarownic - seksizm dominuje - i wszyscy ubierają się zgodnie ze schematem. O tym zresztą Pratchett wspomina pod koniec Wolnych Ciut Ludzi, gdzie bohaterka zgadza się, by chłopięcej postaci przypadła wszelka chwała za wszystko, co robi sama, ratując jego i swojego młodszego brata przed królową Krainy Baśni. W "Kolorze magii" Pratchett postanowił rozbić ten schemat, dlatego bohaterem jest mag, wyraźnie zaskoczony, gdy jego czary rzeczywiście zadziałają. W zbyt wielu powieściach fantasy wystarczy wyciągnięcie palca, by mag rozerwał kogoś na strzępy; wyjątkiem jest oczywiście Gandalf, którego moc we Władcy Pierścieni jest zwykle ukryta.

W cyklu Świat Dysku Pratchett postanowił zająć się gatunkiem, który już zastygł, i wykpić go od wewnątrz. Jaki inny pisarz wprowadziłby do swojego wymyślonego świata fabrykę prezerwatyw? Na pewno nie Tolkien czy Lewis, dla nich takie rzeczy znajdowały się poza granicami strefy bezpieczeństwa. Pratchett jednak nawet nie mrugnął okiem, kiedy posunął się do tego w Świecie Dysku.

Oktaryna kolorem magii

Ale choć dobrze jest pisać satyrę na gatunek ze środka opisywanych przygód, trzeba też zaoferować czytelnikowi coś nowego. Dla Pratchetta i "Koloru magii" był to właśnie kolor magii. Częścią prawdziwej nowości w tej książce był ósmy kolor tęczy - oktaryna, powstający w wyniku "silnego rozproszenia światła słonecznego w polu magicznym o wysokim natężeniu". Pratchett użył tego koloru jako tytułu książki: Księga oktarynowych baśni, składając hołd kolorowymKsięgom Wróżek Andrew Langa (patrz "Ważniejsze lektury").

Co zatem mówi Pratchett o "Kolorze magii"? Że to zabawna książka i że cały cykl wyrósł z tego solidnego fundamentu. Ale co było kamieniem milowym kanonu Pratchetta? Co zainspirowało kolejne czterdzieści książek? Skąd się wzięły? Przekonaliśmy się, że ten pomysł był naturalną kontynuacją poprzednich trzech powieści, więc spróbujmy teraz zastanowić się nad samą opisywaną historią.

Kiedy po raz pierwszy spotykamy Rincewinda, "rynsztokowego maga", który nie wierzy we własną magiczną moc, cierpi on na przedawkowanie grozy, więc w efekcie nie czuje już lęku. Swobodnie zachowuje się w konfrontacji z dwoma rabusiami, choć przyznaje, że jest wystraszony. W tym lekceważeniu zbliżającego się niebezpieczeństwa przypomina czytelnikowi Zaphoda Beeblebroksa z Autostopem przez galaktykę Douglasa Adamsa, który miał specjalne okulary, ciemniejące, gdy zbliżało się zagrożenie. Sytuacja Rincewinda jest równie bezsensowna, ponieważ próg strachu został podniesiony do zupełnie bezużytecznego poziomu.

Śródtytuły zostały dodane przez redakcję

"Terry Pratchett. Życie i praca z magią w tle"
Craig Cabell
Prószyński Media
Ebook jest dostępny w Publio.pl >>