Stworzenie jednej godziny materiału to średnio 50-60 godzin pracy łącznie - mówi Krzysztof Czeczot, reżyser słuchowiska "Filip"

Woody Allen w swoim filmie "Złote dni radia" oddał hołd geniuszowi tego medium, z rozrzewnieniem wspominając czasy, kiedy niepodzielnie rządziło ono w domach, a słuchowiska takie jak "Wojna Światów" zrealizowane przez Orsona Wellesa potrafiły poruszyć słuchaczy. Jednakże myliłby się ten, kto sądziłby, że ta sztuka odeszła w niepamięć.
Doskonałym tego przykładem są produkcje studia Osorno, z ostatnią - "Filipem" Leopolda Tyrmanda na czele. Z jej twórcą - aktorem, reżyserem i założycielem Osorno - Krzysztofem Czeczotem, o magii słuchowisk i malowaniu dźwiękiem rozmawiał Mateusz Uciński.

Mateusz Uciński Panie Krzysztofie, zacznę od szczerych gratulacji. Doskonałe słuchowisko. Mam szczęście należeć do tego starszego pokolenia, które wychowywało się właśnie na radiu, jego słuchowiskach i teatrze radiowym. I powiem szczerze, że trochę mi tego teraz brakuje. Zdarzają się takie perełki jak właśnie "Filip" lub Pańska wcześniejsza produkcja - "Blade Runner" wg Dicka, sporą popularnością cieszyła się "Błękitna pustynia" z udziałem Roberta Więckiewicza, ale tak naprawdę powstaje mało słuchowisk. Z czego to wynika Pańskim zdaniem? Czy Polacy przestali słuchać, koncentrując się wyłącznie na łatwiejszym przekazie, jakim jest film lub telewizja?

Bardzo dziękuję za dobre słowo na temat naszej pracy. Pańskie zdanie o tym, że w Polsce powstaje mało słuchowisk, jest smutną konstatacją kondycji teatru radiowego w Polsce, bo przypuszczam, że Polskie Radio produkuje około stu słuchowisk rocznie, tylko - co mówię z żalem - są to produkcje realizowane bardzo tradycyjnie, z mocno powtarzającą się obsadą, z tymi samymi dźwiękami w tle i w dużej części brzmią jak z lat dziewięćdziesiątych. To, co my robimy w Osorno (firma producencka założona przez Krzysztofa Czeczota), jest zupełnie inne od tego, co robi Duże Radio - choćby "Filip" jest tego przykładem: dobry rytm, sound design, współczesne aktorstwo, muzyka komponowana specjalnie do każdego fragmentu, dynamiczny montaż. My tworzymy nie słuchowiska, my tworzymy film bez obrazu. Do tego bardzo dbamy o promocję naszych produkcji - do każdej z nich tworzymy trailer filmowy oraz "making of".

Słuchowisko "Filip" jest dostępne w Publio.pl >>



Skąd u Pana zainteresowanie właśnie tą formą, jaką jest słuchowisko? Nie ukrywam, że ja, pomijając klasyczne czytanie, uważam, że słuchanie fenomenalnie wpływa na wyobraźnię, a Pan jest tym czarodziejem, który potrafi opowiadać dźwiękiem. Dlaczego właśnie na to się Pan zdecydował?

Na co dzień pracuję w swoim zawodzie, jestem przede wszystkim aktorem. Dziesięć lat temu zrozumiałem, że mój zawód daje szansę na inne zajęcia, na większe pole kreacji. I tu muszę wrócić pamięcią do płyty Stanisława Soyki "Sonety" Szekspira, którą po raz pierwszy usłyszałem chyba w '96 roku. Ta płyta, pozycja kultowa, kończy się utworem Ad Libitum, w którym pojawia się mały teatr radia - mianowicie wchodzą dźwięki ulicy - przejeżdża jakiś samochód, jakiś inny trąbi. I ja, idąc ulicą, słuchając tej kasety na walkamanie, zacząłem się oglądać - zostałem świetnie zmanipulowany dźwiękiem. Dzisiaj myślę, że to punkt wyjścia do mojej roboty, to znaczy - najpierw uruchom w słuchającym emocje, a potem otwórz jego wyobraźnię i nie ograniczaj jej, pozwól odlecieć. Dziś tworzymy film bez obrazu, czyli dźwiękami opisujemy cały świat, jaki jest w książce, ale każdy nasz widz/słuchacz sam w swojej głowie wyświetla własną projekcję, więc za każdym razem jest to zupełnie inny film, bo za każdym razem pobudzamy inną ludzką wyobraźnię. Świadomość tego mechanizmu jest motorem napędowym naszej pracy.

Co powodowało, że wybór padł właśnie na "Filipa" Leopolda Tyrmanda, ostatnią książkę, jaką ten prozaik wydał w Polsce przed emigracją i pozycję de facto mniej znaną niż kultowy "Zły" czy "Dziennik 1954"?

Kiedy z Jadwigą Juczkowicz, z którą prowadzimy Osorno, byliśmy w Kazimierzu Dolnym, w jednej z knajp grali młodzi muzycy. Grali "muzykę klezmerską", ale grali tak, że ja, który generalnie nie tańczę, nóżką tupałem. Zjawiskowo grali. Powiedzieliśmy sobie wtedy z Jadwigą, że kiedyś musimy coś z tymi chłopakami zrobić. Chodzi oczywiście o zespół NeoKlez. Potem przeczytałem "Filipa" - no i wszystko mi się w głowie złożyło w całość. Następnie namówiłem pięć Rozgłośni Regionalnych tj. Radio Szczecin, Radio Gdańsk, Radio Zachód, Radio PiK oraz RDC do współprodukowania tego dużego przedsięwzięcia i dzięki tym ruchom powstał nasz serial radiowy. To pierwsza w Polsce tak produkcja sfinansowana przez konkurujące ze sobą podmioty.

Tytułowy Filip jest postacią dość kontrowersyjną. Polak udający Francuza, pracujący jako kelner podczas II wojny światowej w jednym z najlepszych frankfurckich hoteli i czerpiący z tego duże profity. Czerpiący z życia i uwodzący Niemki. To obraz daleki od popularnego obecnie bohatera - patrioty, z bronią w ręku walczącego z okupantem. To tak naprawdę zupełnie inny obraz wojny, bliski temu z "Obsługiwałem angielskiego króla", Bohumila Hrabala. Nie obawiał się Pan trochę tego, jak to będzie odebrane? Myślę, że niektórych może to szokować.

Nie, nie obawiałem się tego. "Filip" to opowieść o potędze młodości i miłości, przedstawiana z dużym poczuciem humoru. "Filip" to taż świetna opowieść o wojnie opowiadana z innej perspektywy. Bardzo chciałem zrobić żywe, dynamiczne audio z młodymi ludźmi z żywiołową muzyką, efektami dźwiękowymi, które o pokaże tragizm wojny i spustoszenie, jakie ona sieje w młodych umyśle z innej perspektywy.

Słuchowisko niesamowicie oddaje klimat tamtych czasów, jest dopracowane perfekcyjnie. Imponująco też wygląda obsada aktorska - Olga Bołądź, Cezary Żak, Izabela Kuna, Jacek Braciak, w roli tytułowej - Antoni Królikowski. Jak współpracowało się w takim gronie? To musi być niesamowite uczucie patrzeć na kreację aktorską, czynioną de facto samym głosem.

Szczególnie lubię moment, kiedy nagrywamy nasze produkcje, bo to są zawsze świetne spotkania, ze świetnymi ludźmi. Przez nasze produkcje przewinęło się już ponad dwustu aktorek i aktorów i absolutnie z każdym chcielibyśmy spotkać się jeszcze raz. Niektórzy z nich biorą udział w niemal każdej naszej produkcji. Obsada "Filipa" jest ucieleśnieniem naszej filozofii dotyczącej produkcji audio. Obok uznany i doświadczonych aktorów są też młodzi artyści, często debiutujący w radio. I tak z jednej strony oprócz wspomnianych nazwisk mamy: świetnego Pawła Królikowskiego, Miłka Reczka, Włodzimierza Pressa, Marię Maj, Lecha Łotockiego czy Antka Pawlickiego, pojawiają się młodzi - zdolni jak Ania Próchniak, Józio Pawłowski czy Patryk Pietrzak, plus duża liczba moich studentek i studentów z łódzkiej filmówki. Przy "Filipie" pracowało około 50 osób, z czego około dwudziestu to debiutanci, w tym gronie jest realizatorka dźwięku, młoda dziewczyna, która zbudowała cały świat dźwiękowy Filipa. Bierzemy na siebie zawsze ogromne ryzyko, oddając część pracy w młode, często mało doświadczone ręce, ale dzięki temu ciągle zachowujemy świeżość i unikamy rutyny.



Właśnie o ten świat dźwiękowy chciałem zapytać. Jest niesamowicie dbały w szczegóły, słuchacz bezwiednie przenosi się do wojennego Frankfurtu. Naprawdę robi to wrażenie.

Szczegóły, o których Pan wspomina, decydują o charakterze naszych produkcji. Jeżeli scena dzieje się w niemieckiej restauracji, na niemieckich ulicach, w niemieckich barach, jak to jest w przypadku "Filipa", jedziemy do Berlina - co miało miejsce w zeszłym roku - i nagrywamy tam te dźwięki. Jeżeli książka dzieje się w Bangkoku, lecimy tam i nagrywamy dźwięki, których nie sposób wypreparować w Polsce, a nawet jeżeli udałoby się to zrobić, to zawsze będzie wykreowana przestrzeń, a nie autentyczne brzmienie danego miejsca, które jest niepodrabialne, ma swój smak, zapach, temperaturę. Nasze produkcje pachną autentycznymi miejscami. Teraz przygotowujemy się do realizacji "Krzyżaków" - już dogadujemy się ze stadninami, żeby nagrać dziesiątki galopujących koni, w lesie, na polach, na bruku itd. Już teraz szukamy grup rycerskich, które wezmą udział w nagraniu.

Wydaje mi się, że grzechem byłoby nie wspomnieć o muzyce do słuchowiska przygotowanej przez wspominany wcześniej zespół Neoklez. Muzyce świetnie zaaranżowanej i będącej, można powiedzieć, jeszcze jednym aktorem słuchowiska.

Muzyka to ważny element naszych słuchowisk. Zawsze komponowana specjalnie do przygotowanych wcześniej gotowych fragmentów audio. Pracowaliśmy z NeoKlezem kilka tygodni, wykorzystując ich wcześniejsze utwory, ale także nagraliśmy zupełnie nowe numery. Muszę wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, którą robi Osorno - są to koncerty audio na żywo z udziałem publiczności, czyli można zobaczyć, jak się robi teatr radia - aktorzy czytają tekst, nasi akustycy wypuszczają efekty dźwiękowe, jest muzyka na żywo, są efekty świetle. Zagraliśmy już około dwudziestu takich koncertów, gromadząc w sumie około 3 tysięcy widzo-słuchaczy. Po raz pierwszy w Europie zagraliśmy koncert w technice dolby surround. Z Filipem wystąpiliśmy w Radio Szczecin i Radio Gdańsk.



Pozwolę zadać sobie pytanie techniczne. Jak wygląda rejestracja takiego słuchowiska? Najpierw nagrywa się ścieżki aktorów, potem uzupełnia muzyką i efektami. Dialogi nagrywa się synchronicznie, w kilka osób? Przepraszam, może to głupie pytanie, ale zawsze słuchając tego typu przedstawień, mam gdzieś z tyłu głowy scenę z filmu "Skarb" Leonarda Buczkowskiego z 1948 roku, gdzie wszystko rejestruje się na raz, a Adolf Dymsza dwoi się i troi, robiąc "efekty specjalne".

Najczęściej aktorzy grają solo, ja z nimi dialoguję, potem montujemy to w całość. Choć oczywiście, jeżeli uda nam się zgrać kalendarze, to gramy aktorów w parach, czasami w trzy osoby. Potem obróbka nagranych partii dialogowych. Potem sound design. U nas każdy dźwięk jest preparowany specjalnie do konkretnego ruchu bohatera. U nas słychać jak szeleści koszula, kiedy bohater ruszy się na krześle. Korzystamy z bibliotek dźwiękowych, ale także sami produkujemy różnego rodzaju efekty z różnych komponentów. Następnie cały materiał leci do kompozytora, a potem wraca do nas na ostateczny mix. Stworzenie jednej godziny materiału to średnio 50-60 godzin pracy łącznie.

Swoisty hołd dla tej pracy oddał Pan w słuchowisku "Andy", notabene nagrodzonym Prix Europa 2013 w Berlinie. Słuchowisku szczególnym, bo zabrzmiał w nim "głos zza grobu"...

Nad tymi 45 minutami pracowałem około 9 miesięcy. Wykorzystałem głos Romana Wilhelmiego z audiobooka "Moskwa - Pietuszki". Wyciąłem poszczególne kwestie nieżyjącego od 20 lat Wihelmiego i wmontowałem je w swój scenariusz tak, że Adam Woronowicz dialoguje z Wilhelmim, a brzmi to tak, jakby spotkali się w studio. Ubrałem to w kryminalnym rytm, Adam Walicki zrobił świetną muzykę. Niestety "Andy'ego" łatwiej znaleźć na youtube i torrentach niż oficjalnych serwisach Polskiego Radia.

"Filip" w postaci audiobooka już do kupienia i słuchania. Co teraz? Ma Pan jakieś plany na kolejne słuchowisko?

Tak, właśnie skończyliśmy serial radiowy "Jan Karski", który produkujemy na zamówienie Radia Szczecin, dla którego zrobiliśmy już kilkadziesiąt godzin audio. W tytułowej roli Jakub Gierszał, narrator Wojciech Malajkat. Poza tym w obsadzie m.in. Adam Woronowicz, Jacek Braciak, Zbigniew Zamachowski, Mikołaj Roznerski, Julia Kamińska czy Joanna Osyda. Ciekawostką jest to, że stworzyliśmy nietypowy film bez obrazu, ponieważ "Karski" dzieje się w kilku językach, tam gdzie aktorzy mówią np. po niemiecku, listę dialogową czyta Janusz Szydłowski. Serial jest już gotowy, fragmenty można posłuchać na naszym Facebooku. Dopieszczamy jeszcze trailer filmowy. Premiera w styczniu 2016. W lutym 2016 ruszamy z produkcją "Krzyżaków" Sienkiewicza, która będzie brzmiała jak moje pierwsze duże audio: "Gra o Tron". To znowu będzie koprodukcja kilku Rozgłośni Regionalnych. Namówiłem już sześć spółek. Walczę jeszcze o jedną, dwie, żeby siła rażenia była większa, ale nawet jeżeli nie namówię kolejnych prezesów, produkcja ruszy.

Czy jest jakaś Pańska "książka marzeń", taka ulubiona, którą chciałby pan zaadaptować na słuchowisko?

Są trzy: "Biblia". "Lśnienie". "Zbrodnia i kara".

Przyznam, że to bardzo różnorodny zestaw. Dziękuję za rozmowę, mocno trzymam kciuki za następne produkcje studia Osorno i z całego serca polecam słuchowisko "Filip". Jest naprawdę lepsze niż film.

"Filip"
Leopold Tyrmand
Wydawca: Osorno
Słuchowisko jest dostępne w Publio.pl >>



Skomentuj:
Stworzenie jednej godziny materiału to średnio 50-60 godzin pracy łącznie - mówi Krzysztof Czeczot, reżyser słuchowiska "Filip"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX