Bestseller z Norwegii. Kryminał? Nie, podróż przez ostanie dekady rocka i czasy hippisów [RECENZJA]

Każdy, kto zna muzykę The Beatles, Leonarda Coena, ale też The Clash i Ramones, będzie zachwycony tą powieścią. Przesycona groteską ?Pieśni harfy? Leviego Henriksena już na półkach księgarń.
Kiedy rozczarowany życiem producent muzyczny spotyka troje uduchowionych artystów po osiemdziesiątce, jego życie całkowicie się zmienia. Choć rodzeństwo odniosło sukces z singlami zatytułowanymi "To krzyż, który mam dźwigać", Jim jest zachwycony ich muzyką i wieszczy im wielką karierę na miarę Leonarda Cohena czy The Clash. Postanawia im pomóc, ale czy jego misja się powiedzie? Tego dowiemy się z przesyconej groteską "Pieśni harfy" Leviego Henriksena, która właśnie trafiła na półki księgarń.

Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl >>

"Śpiew harfy" Leviego Henriksena - powieść o wyjątkowo pięknym brzmieniu

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak by to było, gdyby do każdej książki dołączona była ścieżka dźwiękowa? Gdyby w odpowiednim momencie słychać było tę właśnie, a nie inną muzykę? Widziałem już takie próby, jak dołączenie do książki płyty z CD z muzyką, ale nie było to najlepsze rozwiązanie - i raczej niezbyt rewolucyjne. Ten sposób łączenia muzyki z literaturą nie zmienił podejścia do literatury, były to dość nieudolne próby uczynienia książki multimedialną, zanim e-booki zadomowiły się na dobre. Każdy z nas ma swoje własne tempo czytania i sami lubimy sobie budować atmosferę wokół opowieści. Trudno wyobrazić sobie, że ścieżka dźwiękowa narzucona z góry wprowadzi nas w klimat książki, chyba że... muzyka płynie z kart powieści.

Książka z muzyką w tle

Po ostatnią powieść Leviego Henriksena "Pieśń Harfy" sięga się jak po płytę gramofonową. Okładka sugeruje nam wyraźnie, czego możemy się po niej spodziewać. To podróż przez ostanie dekady rocka, czasy hippisów, a także rozwój bluesa, jazzu i folka. Nad tym wszystkim góruje niesamowita muzyka Śpiewającego Rodzeństwa Thorsen, łącząca to wszystko, co wspomniane, z muzyką gospel.

Głównymi bohaterami tej niesamowicie ciepłej historii są dźwięki muzyki. Henriksen chce nas wciągnąć do swoistej gry, podczas której przypominamy sobie znane utwory, odkurzamy te, które mogły zostać już zapomniane, bądź sięgamy do tych, których jeszcze nie słyszeliśmy. Dzięki temu muzykę słyszymy cały czas, płynie prosto ze słów. I to jest jedyny sposób, w jaki można po mistrzowsku połączyć słowa z dźwiękami tak, byśmy mieli wrażenie, że towarzyszy nam szczególna ścieżka muzyczna. To, czego autentycznie brakuje, to lista utworów na tylnej części okładki. Mogłaby jeszcze bardziej podkreślić związek tej książki z płytą. Muzyka sprawia, że książka jest jak "ciastko z idealnym nadzieniem". Pisarz musi tylko popracować nad polewą.

Śpiew, który zmienia wszystko

Bohaterem powieści jest młody, ale doświadczony już producent muzyczny, który pewnego dnia, będąc w kościele i przeżywając ogromnego kaca, słyszy niesamowity śpiew rodzeństwa Thorsen. Śpiew, który nie daje mu spokoju i który zmusza go do zrewidowania spojrzenia na całe swoje zawodowe życie. Oto w głowie producenta muzycznego Jima kiełkuje pomysł, którego nie może wybić sobie z głowy. Rodzeństwo Thorsen powinno nagrać płytę. Świat bez muzyki rodzeństwa Thorsen będzie uboższy. Ale problem jest jeden - rodzeństwo Thorsen przekroczyło osiemdziesiątkę, a do tego dwie siostry i zrzędliwy starzec są członkami kościoła Zielonoświątkowców i do ewentualnych doczesnych korzyści podchodzą z ogromnym dystansem.

To jednak nie koniec historii. Kluczem do niej będą dawne uczucia, które miały wpływ na życie bohaterów. Każde z rodzeństwa odnalazło po drodze miłość swojego życia i niestety każde ją utraciło. Przed Jimem stoi teraz jedno wyzwanie - przywrócenie miłości z powrotem do ich życia.

Beatelsi to nie wszystko

Czytając tę powieść, nie można się oprzeć wrażeniu, że czytamy historię prawdziwego zespołu z lat 70., którego okładki płyt są nam znane. Te wszystkie muzyczne smaczki dla miłośników muzyki są nieocenione. Każdy, kto zna muzykę The Beatles, Leonarda Coena, ale też The Clash i Ramones, będzie zachwycony tą powieścią, która na drugim planie snuje się powoli, prześlizgując się po krajobrazie Norwegii - jak dom, który z jakiegoś powodu musi być przeniesiony na drugą stronę doliny. Ma w sobie głęboki sentymentalizm, ale też niepozbawiona jest humoru charakterystycznego dla Leviego Henriksena. Jest tu mieszanka brutalnego, choć pokazanego przez pryzmat groteski świata muzycznego, w którym z jednej strony pokłada się wielkie nadzieje w Bogu, a z drugiej - walczy z wszechobecnym dziś internetowym piractwem i innymi chorobami trawiącymi ten biznes.

Ta karkołomna mieszanka świetnie wpisuje się w surowy norweski krajobraz. To powieść w gruncie rzeczy obyczajowa, która wprowadza nas w nastrój niepokoju w bardzo przewrotny sposób. To poczucie zażenowania, które nie opuszcza czytelnika i bohatera powieści - producenta muzycznego - konfrontującego się co chwilę z sytuacjami ze wszech miar kłopotliwymi. Dzięki temu poznajemy siłę charakterów głównych postaci. A pieśń, którą słyszymy, jest donośna jak dzwony kościoła.

Książki Leviego Henriksena są dostępne w formie ebooków w Publio.pl >>







Skomentuj:
Bestseller z Norwegii. Kryminał? Nie, podróż przez ostanie dekady rocka i czasy hippisów [RECENZJA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX