Jak wyglądała biblijna apokalipsa i co w niej poszło nie tak? [RECENZJA]

Koniec świata. Chyba każdy go sobie kiedyś wyobrażał. Jego temat rozwijała literatura i obrazowały filmy - w nieskończonej ilości wariacji i wariantów. Tym bardziej zaskakuje wizja Michała Gołkowskiego. W swojej najnowszej książce ?Komornik? przedstawia on apokalipsę wręcz kanoniczną, która w zetknięciu z współczesnym światem rozchodzi się w szwach. Z autorem tej zadziwiającej książki, o aniołach biblijnych i apokryficznych, a także o świętych i paradoksie ikoniczności, rozmawia Mateusz Uciński.
"Komornik" w formie ebooka jest dostępny w Publio.pl >>

Mateusz Uciński: Panie Michale, koniec świata przedstawiano już na wiele sposobów, ale pański mnie naprawdę zaskoczył. Zestawił pan tę klasyczną, biblijną apokalipsę, rodem z wizji św. Jana, z współczesnością, w której te, nie okłamujmy się, dość archaiczne wyobrażenia napotkały wiele problemów. Że chociażby zacytuję: "co z tego, że pojawili się Jeźdźcy Apokalipsy, skoro można uciec przed nimi na rowerze". Ludzkość nie jest uległa wobec zagłady, usiłuje walczyć i się bronić.

Michał Gołkowski: Dokładnie o to mi chodziło. W obecnych czasach autorzy tak zwanego nurtu postapokalipsy prześcigają się w coraz to bardziej wymyślnych i - umówmy się - niedorzecznych scenariuszach naszej zagłady: a to uderzenie meteorytu, a to znów zatrzymanie ruchu obrotowego ziemi albo inwazja zombie, których nijak nie da się zniszczyć... Ich problemem jest jednak to, że wszystkie co do jednego są antropocentryczne: w sercu każdego z nich stoi człowiek, który musi być przyczyną swego własnego końca. Kiedy się nad tym zastanowić, jest to przejaw naszej ludzkiej pychy - żyjemy w przekonaniu o absolutności swojej władzy nad światem, o całkowitej bezkarności. Nikt poza nami samymi nie może nam zagrozić. Ja postanowiłem odejść od tego jak najdalej i odebrać człowiekowi nawet ten ostatni listek figowy: scenariusz napisano już dawno, a my nie mamy nic do gadania. Będzie dokładnie tak, jak nam to ułożono; co do joty - w taki sposób, jak sobie to wyobrażali nasi ojcowie i przodkowie; wedle litery Prawa i Pisma.

Co do naszej roli w apokalipsie - tak, ludzie próbują wierzgać przeciwko ościeniowi, nieustannie szukając furtek w przepisach i naginając dla siebie rzekomo żelazne zasady. Nikt nie ma ochoty umierać, nawet jeśli oficjalna propaganda rysuje nam życie pozagrobowe w jaskrawych barwach pasteli... Tym bardziej, że paździerz nieubłaganie wyłazi spod tandetnych dekoracji, a poczucie bycia po taniości oszukanym odzywa się goryczą w gardle każdego, kto patrzy na jednego z Wysłanników.

Pańskie wyobrażenie istot niebiańskich mocno odbiega od ogólnie przyjętego kanonu pięknych, mądrych istot, którymi karmi nas kultura, zarówno świecka, jak i religijna. W "Komorniku" są to na ogół byty, o ile nie bezrozumne, to o bardzo ograniczonym potencjale i samoświadomości. Jak by nie patrzeć, ma to bardzo realne konotacje biblijne, gdzie jasno określono funkcje istot służebnych. W "Komorniku" realizują one jakiś plan. Są pozbawione praktycznie samodzielności. Nie mówię tu o świętych, bo o nich zapytam za chwilę.

Greckie "angelos" oznacza właśnie "posłańca" - a ten z założenia powtarza tylko to, co zostało mu powierzone, nie posiadając przy tym ani własnej woli, ani w idealnym układzie tożsamości. Nie wyobrażam sobie, jak opisywana w Starym Testamencie istota miałaby być piękna albo mądra, zajmując się na co dzień wyrzynaniem pierworodnych... Jest poza tym taka stara zasada antropologii kulturowej - diminutiw oswajający... Już tłumaczę, o co chodzi: weźmy, na przykład pluszowe zabawki. Są to w większości misie, tygryski, pieski i lewki, a więc stworzenia z istoty rzeczy groźne i niebezpieczne, które jednak w ten sposób usiłujemy, na poziomie podświadomego szamanizmu, obłaskawić i udomowić. Może właśnie stąd wyobrażenie anioła jako pięknego i mądrego, bo tak naprawdę wiemy, że jest okrutny i bezmyślny?

Aniołowie apokryficzni i Komornicy. Bardzo mi się podoba ten układ. Ci pierwsi powołani zostali przez Górę, czyli Boga, kiedy okazało się, że prawdziwi biblijni aniołowie nie dają sobie rady z ludzkim sprytem, są naiwni jak dzieci i potrzeba istot znających psychikę człowieka. Komorników - ludzi do wykonywania wyroków, aniołowie apokryficzni, będący bliżej ludzi mentalnie, powołali z lenistwa.

Skoro powiedzieliśmy "A", to musi pojawić się "B" - jeśli aniołowie wyglądają dokładnie tak, jak ich sobie przedstawialiśmy, to i nasze na ich temat wyobrażenia muszą mieć przełożenie na rzeczywistość. To klasyczny paradoks ikoniczności, gdzie ikona odwzorowuje rzeczywistość, która z kolei dostosowuje się do naszego o niej pojęcia... Platonizm w czystej postaci.

Oczywiście, Platon pisał o świecie idei, więc jego teoria musiała zostać wtłoczona w ramy ludzkiego umysłu, odbijając się echem i prowadząc do nie-do-końca zamierzonych efektów - właśnie w postaci Apokryficznych, mających szansę lepiej (albo w ogóle!) zrozumieć psychikę człowieka. Na tej samej zasadzie, o ile Apokryficzni mogli człowieka skutecznie pojąć, o tyle Komornicy zostali zatrudnieni po to, żeby go znaleźć i zutylizować.

W pańskiej książce po apokalipsie na ziemię wracają Święci. I tutaj miałem naprawdę masę radochy, bo sięgnął pan po dość nieszablonowe postacie, takie jak dawny germański władca wykrzykujący coś w zapomnianym języku, św. Guinefort będący psem - patronem chorych dzieci, czy mój faworyt Szymon Słupnik. Czy jest to pokłosie tego, że ostatnimi czasy kilku świętych zniknęło z religijnego panteonu, tak jak na przykład Św. Jerzy - pogromca smoka, św. Barbara, św. Krzysztof czy nawet Św. Mikołaj.

Każdy święty był kiedyś człowiekiem. Wbrew temu, co sobie wyobrażamy, nawet oni miewali zgagę, hemoroidy i brzydko pachniało im z ust - a często o tym zapominamy. Tak, postanowiłem celowo wyciągnąć z otchłani zapomnienia tych bardziej ludzkich, a przez to też mocno absurdalnych, świętych i patronów. Sam na bierzmowaniu wziąłem sobie Jerzego, i to nie bez powodu.

W "Komorniku" występuje "koszerność". Ludzie, którzy przeżyli, muszą ubierać się w szaty i używać tylko przedmiotów, których odpowiedników używano w pierwszych stuleciach chrześcijaństwa. Intryguje mnie, dlaczego.

Powód jest prosty - jeśli dana norma prawna powstaje w określonych uwarunkowaniach, to opisuje ona zasady odnośnie do pewnego zestawu danych. Wszystko, na co prawo nie zezwala, jest zabronione... A przecież Apokalipsa świętego Jana powstała nie później niż w drugim wieku naszej ery, ergo: wszystko, co powstało potem, nie mogło być uwzględnione w umysłowości jej autora, a więc nie mieści się w ramach jego światopoglądu. Krótko mówiąc: zamiast się zastanawiać, co jest dobre, a co nie, łatwiej po prostu zakazać wszystkiego.

Skąd czerpał pan inspirację do tej książki, bo widzę, że chyba nie tylko z Biblii.

Biblia, antropologia, muzyka, wiersze... Jest w ogóle miłośnikiem historii, więc inspiracją była suma mojej wiedzy i doświadczeń. Pisząc coś tak groteskowo absurdalnego, ciężko jest trzymać się jakiejkolwiek zasadnej linii tylko jednego źródła.

Zostawmy na chwilę "Komornika". Zaczynał pan od książek do uniwersum gry Stalker, potem napisał cykl "Stalowe Szczury". Mam wrażenie, że cały czas pan poszukuje, co jest bardzo cenne u pisarza.

Nienawidzę bycia ograniczonym. Chronicznie, alergicznie, całym sobą, do bólu nienawidzę. Mam głowę pełną pomysłów, ogranicza mnie wyłącznie fizyczna prędkość, z jaką mogę przelewać je na klawiaturę.

Kiedy czytam pańskie książki, mam wrażenie, że bardzo rzetelnie się pan do nich przygotowuje. Niedawno czytałem "Drogę donikąd" i zastanawiałem się, czy rzeczywiście bywał pan na Białorusi, czy jest to kwestia dotarcia do odpowiednich źródeł.

Mieszkałem na Białorusi prawie trzy lata we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, więc spora część tego, co opisuję, to moje własne wrażenia i wspomnienia. Lubię bardzo, kiedy czytelnik całym sobą zanurza się w mój świat, kiedy przestaje czuć granicę pomiędzy rzeczywistością a książką, kiedy zaciera się przejście od faktu do fantazji. Najlepsze kłamstwo to takie, którego nie widać [śmiech].

Wracając do pańskiej ostatniej książki. Nie obawia się pan trochę, że w takim kraju jak Polska, w którym dość łatwo o obrazę uczuć religijnych, "Komornik" może wywołać sporą burzę?

Nie wiem. Nie myślałem o tym. Nawet gdybym myślał, to w niczym by mi to nie przeszkodziło. Jeśli kogoś po lekturze "Komornika" coś zaboli, to... to znaczy, że to on ma problem, nie ja - zgadza się? Mocna wiara, podobnie jak mocny kręgosłup moralny, nie boją się słów na papierze. Niewiele są warte przekonania, którymi może zachwiać albo które zaboli napisana dla zabawy książka. Ja sam pochodzę z rodziny humanistów, jestem czwartym pokoleniem wychowanym na wartościach chrześcijańskich. Mój dystans wynika właśnie stąd, że doskonale znam to, o czym piszę. Jeśli ktoś jest tego dystansu pozbawiony, to cóż - polecam profesjonalny coaching albo walidol.

Kończąc "Komornika", napotkałem napis - Koniec Tomu Pierwszego. Zdradzi pan, co będzie w kolejnej części? Może trochę więcej o Rewersie? Na razie poznaliśmy domenę, gdzie działają głównie siły Góry.

Idziemy dalej po naszego Dłużnika - tam, gdzie pójść będzie trzeba. Tak, będzie Rewers; tak, będzie więcej dziwnych miejsc, opinii i istot. Niech czytelnikowi nie wydaje się, że w pierwszym tomie pojawiły się jakiekolwiek puste przebiegi w fabule. Wszystko rozwinie się w swoim czasie, i to w sposób, który... nie chcę spojlerować, ale raczej się tego nie spodziewacie.

A inne plany na przyszłość? Może nowy Stalker? Przyznam, że ciekaw jestem co dalej będzie z obydwoma pańskimi bohaterami.

Teraz tłumaczę kolejną książkę z rosyjskiego, tym razem jest to "Antimir" Andrieja Lewickiego. Następnie dokonam ostatecznej redakcji nowo napisanego tekstu, potem kończę "Konigsberg". Jeszcze w tym roku wyjdzie książka, która na pewno mocno wstrząśnie niejednym światopoglądem.

Jest zatem na co czekać. panie Michale, muszę spytać o coś jeszcze. "Komornik" miał premierę 18 marca, ale kilka dni przed terminem w sieci zaroiło się od kopii elektronicznej książki. To chyba pierwszy "przeciek" książkowy, o którym słyszałem w Polsce.

To fakt - Fabryka Słów jako bodajże pierwsze wydawnictwo w Polsce odważyła się na zupełnie bezprecedensowy ruch, czyli kontrolowane wypuszczenie do sieci tzw. baitu. Niekompletny, ale stwarzający wszelkie pozory pełnej wersji ebook hula po Internecie już dobre półtora tygodnia i zyskuje coraz większą popularność.

Założenie było bardzo proste - nie można z piractwem walczyć, więc należy je wykorzystać. Zresztą, sama sieć podchwyciła pomysł; natknąłem się już na dwie wersje "modowane" - w jednej zamiast tekstu jest copypasta i memy, w drugiej tekst powoli przechodzi w bezsensowny bełkot. Kreatywność internautów jednak nie zna granic.

Idea była czytelna - wykonać uderzenie uprzedzające sektor piracki, jednocześnie docierając z tekstem de facto promocyjnym do o wiele szerszej i niestandardowo sprofilowanej grupy odbiorców.

Co tu dużo mówić - Fabryka Słów, jak zwykle, wytycza trendy i narzuca tempo. Jestem autentycznie dumny, że to właśnie mój wydawca się na coś takiego odważył.

Przyznaję, że odważny krok. Byłem ciekaw, skąd ten przeciek i podejrzewałem, że może to być bait. A kreatywność internautów faktycznie nie zna granic. Bardzo dziękuję za rozmowę i wszystkich ciekawych tego, jak wygląda biblijna apokalipsa i co w niej poszło nie tak, zapraszam do lektury "Komornika" Naprawdę warto.

Książki Michała Gołkowskiego w formie ebooków są dostępne w Publio.pl >>








Komentarze (1)
Jak wyglądała biblijna apokalipsa i co w niej poszło nie tak? [RECENZJA]
Zaloguj się
  • episkopatszatyna777

    0

    Jakieś to wszystko nieludzkie i ponure. Raczej nie przeczytam, choć wydaje się, że skojarzenia i wnioski autora są bardzo podobne do moich, co świadczy o jakimś stopniu wewnętrznej uczciwości. Myślę jednak, że konstruując fabułę należy pamiętać zawsze o Orygenesie i Celsusie, samoreplikującym się memie, rozmaitych sprzężeniach, odpowiedzialności pisarza, i rozmaitych aspektach teorii skryptu i psychodramy, mowa przede wszystkim o rytuale wyjścia z roli po uwcześniejszym zidentyfikowaniu się np z podmiotem lirycznym. Dobry przykład to lektury szkolne, z którymi pozostawia się czytelnika w traumie i fikcji, co oznacza nic innego, jak masową produkcję wariatów z objawami przynajmniej myślenia nadwartościowego. Mało który polonista jest przygotowany do właściwego poprowadzenia uczniów i umożliwienia im powrotu do rzeczywistości po katharsis. Jasnym jest chyba, że w podejściu komercyjnym nie ma nawet pozorów kontroli.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX