Każda opowieść ma koniec. Ostatnia książka Terry'ego Pratchetta [RECENZJA]

Są książki, po które trudno sięgnąć. Bynajmniej nie dla tego, że są nieciekawe, nudne albo po prostu złe. Wręcz przeciwnie, są doskonałe, a tym, co powstrzymuje od sięgnięcia po nie, jest fakt, iż zamykają pewną historię i wiemy, że dopóki ich nie przeczytamy, aż po słowo "koniec", opowieść będzie trwała nadal, nie zakończy się. Paradoksalnie, każdy chce poznać to zakończenie i ostatecznie sięga po taki tom, docierając w końcu do ostatniej strony. Chociaż na ogół pozostaje po nich niedosyt i wiele pytań. "Pasterska korona" - ostatnia książka Terry'ego Pratchetta jest tego szczególnym przykładem. Jej autor zmarł w zeszłym roku i nie uraczy nas już żadną opowieścią. Zamyka to wrota do jednego z najpiękniejszych i najinteligentniejszych, fantastycznych światów - Świata Dysku.
"Pasterska korona" i inne książki Terry'ego Pratchetta są dostępne w Publio.pl >>


Pamiętam, jak w latach 80-tych i na początku lat 90-tych ubiegłego wieku, czasopismo "Fantastyka" (a może już "Nowa Fantastyka", proszę wybaczyć, jeśli się mylę) drukowało powieści w odcinkach. Teraz to może dziwić, jednak wtedy było to jedno z nielicznych źródeł dostępu do zachodniej fantastyki. Na ogół klasycznej, dzisiaj stanowiącej klasykę i kanon gatunku. Właśnie wtedy, może w 1991 albo 1992 roku, w magazynie tym zaczęto publikować "Kolor Magii" Terry'ego Pratchetta. Powieść tak inną od wszystkiego, co czytałem dotychczas, że z niecierpliwością czekałem na kolejne numery gazety. Połączenie surrealistycznego świata zaludnionego przeróżnymi rasami, dodatkowo okraszone inteligentnym, chociaż momentami absurdalnym humorem. Kiedy od 1994 roku książki Pratchetta zaczęły się regularnie ukazywać na polskim rynku, zdobyły od razu rzeszę wiernych i oddanych czytelników. Wśród nich i mnie. Dlatego zaznaczam, to może nie być obiektywna recenzja. Ale jak pisać obiektywnie o książkach, które czyta się od prawie ćwierć wieku, nawet jeżeli już bez tego pierwszego zachwytu, to jednak zawsze z przyjemnością. Myślę, że zrozumie mnie każdy, kto chociaż raz sięgnął po te książki.

Świat na grzbietach słoni

Zanim skupię się na "Pasterskiej koronie", kilka słów wprowadzenia dla tych, których przygoda z twórczością tego pisarza może zacząć się właśnie teraz, chociaż de facto staje się już zamkniętą historią. Moim zdaniem Świat Dysku jako konstrukt na zawsze pozostanie jedną z najoryginalniejszych wizji w historii szeroko pojętej literatury, nie tylko fantastycznej. Bo jak inaczej nazwać świat, który znajduje się na gigantycznym dysku leżącym na grzbietach czterech słoni, które z kolei stoją na skorupie wielkiego żółwia płynącego przez wszechświat. Chociaż to uniwersum na pierwszy rzut oka zaludniają zgoła fantastyczne stworzenia i rasy znane z bajek i legend, to po głębszym wczytaniu się odnajdujemy w kreacji Pratchetta doskonałe odbicie naszego świata tak naprawdę w każdej jego dziedzinie - od moralności, przez religijność, życie codzienne i rozterki duchowe. Nie, nie obawiajcie się, że to jakiś moralitet ubrany w fantastyczne ramy. Wręcz przeciwnie, to genialne krzywe zwierciadło, w którym odnajdziemy masę odniesień do naszej kultury, mitów, literatury, a przede wszystkim codzienności. A wszystko to podlane przepięknym, ironicznym i niebywale inteligentnym poczuciem humoru. Nie sposób wymienić wszystkich bohaterów ani wątków, każda z książek ze Świata Dysku to oddzielna, samodzielna opowieść, ale pewny jestem, że każdy, nawet ktoś kto nie lubi fantastyki, odnajdzie coś dla siebie. Bo to po prostu świetne, a co ważniejsze - mądre książki. Do tego autentycznie śmieszne.

Ostatni rozdział

Tak, jak napisałem we wstępie, obawiałem się sięgnąć po "Pasterską koronę". Z kilku powodów. Żeby nie kończyć historii, która towarzyszyła mi tyle lat. Żeby pozostawić w sobie niedomknięty rozdział. Poza tym obawiałem się formy pisarza, który zmagał się z chorobą alzheimera i mimo dzielności, jaką wykazywał, odbijało się to czasem na jego ostatnich książkach. Jednak kiedy w końcu zabrałem się za czytanie, wszystkie wątpliwości minęły. Autor, kiedy tworzył tę książkę, był w bardzo dobrej formie, a opowieść o nastoletniej Tiffany Obolałej, która w obliczu grożącego światu niebezpieczeństwa jednoczy wszystkie czarownice i staje do walki z elfami, ponownie wciąga i magnetyzuje. Jednak, co bynajmniej nie jest minusem powieści, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jest to książka pożegnalna, że autor wiedział, że nie napisze już nic więcej i w pewien charakterystyczny dla niego sposób rozliczył się ze swoją twórczością i z samym sobą. Nie zdradzę jak, bo tę przyjemność pragnę pozostawić czytelnikom, jednak proszę się nie obawiać, jest to rozliczenie piękne i pogodne, bez uciekania w tanią melancholię i grania na uczuciach tych, którzy będą czytali tę powieść. Poza tym, po przeczytaniu tej książki nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autor zadaje czytelnikowi bardzo ważne pytanie, a mianowicie, czy nasze marzenia są jednoznaczne z możliwością ich spełniania. Czy jesteśmy na tyle odważni, że kiedy nadarza się okazja, faktycznie chcemy je realizować. Oprócz tych refleksji nie zabrakło w powieści także tego, z czego Pratchett zawsze słynął, czyli humoru, może nawet bardziej ironicznego niż dotychczas. Zaznaczam tutaj, że warto czytać odnośniki tekstowe od autora, bo w nich kryje się wiele prawdziwych smaczków i perełek tego tekstu.

W "Pasterskiej koronie" spotkamy bohaterów z poprzednich książek, pojawią się także nowe postacie, wiele wątków połączy się ze sobą jak części dobrze spasowanych puzzli. Myślę, że wielu czytelników podobnie jak ja zastanowi się nad tym, jak bogatą i nieograniczoną trzeba mieć wyobraźnię, żeby pisać takie rzeczy i że wiele z tych pomysłów już od dawna tkwiło w głowie pisarza, czekając na opowiedzenie. Niestety zabrakło na to czasu. Bo, nie okłamujmy się, w ostatniej książce Terry'ego Pratchetta czuje się ten kończący się czas. Chęć stworzenia jeszcze jednej opowieści, zanim go zabraknie. Tym bardziej moim zdaniem warto sięgnąć po tą książkę, żeby dać się pożegnać, w przepiękny i mądry sposób.

Ostrzegałem, że będzie subiektywnie i bardzo osobiście. Jestem jednak pewny, że takich jak ja, oczarowanych twórczością i światem Terry'ego Pratchetta, jest wielu. Mam nadzieję, że wciąż pojawiają się nowi czytelnicy, którzy sięgają po książki tego genialnego Brytyjczyka. Mogę im tylko zazdrościć. Przed nimi cudowna podróż.

"Pasterska korona" i inne książki Terry'ego Pratchetta są dostępne w Publio.pl >>



"Pasterska korona"
Terry Pratchett
Prószyński Media
Ebook jest dostępny w Publio.pl





Komentarze (8)
Każda opowieść ma koniec. Ostatnia książka Terry'ego Pratchetta [RECENZJA]
Zaloguj się
  • mag-a

    Oceniono 23 razy 23

    Ech, łzy mi w oczach stanęły choć stara za mnie kobieta. I ja spędziłam ćwierć wieku z Pratchettem, pławiąc się w rozkoszy obcowania z tak błyskotliwym umysłem. Nie tylko stworzył genialny świat, przedefiniował - i to na stałe - większość pojęć i postaci fantastyki - ale lekko (wydawałoby się mimochodem) poruszył chyba wszystkie ważne kwestie życiowe i egzystencjalne. Jestem mu winna tak wiele, że do końca swoich dni będę jego dłużniczką. Gdzieś w połowie moich lat czterdziestych przeczytałam pierwszą z jego książek - akurat padło na "Trzy wiedźmy". Poza radością nurzania się w klimatach Szekspirowskich i pozytywnym szokiem spotkania pierwszych postaci ze Świata Dysku, doświadczyłam trwałej przemiany – ta książka uwolniła mnie od lęku przed starzeniem się. Każdy, kto poznał Babcię Weatherwax i Nianię Ogg zrozumie dlaczego. A takich olśnień było więcej niż tomów jego książek Cokolwiek i kiedykolwiek chciałabym powiedzieć o kobietach, ich mądrości i zdolności transformacji jest bardziej obecne w opowieściach o Tiffany Dokuczliwej (to jest naprawdę lepsze tłumaczenie jej nazwiska) niż w traktatach feministek (z całym szacunkiem dla nich). Czegokolwiek i kiedykolwiek życzyłabym mężczyznom jest u Pratchetta opiewane w każdym tomie. Wszystkie żyjące w jego świecie rasy, nawet jeśli właśnie mają szczery zamiar sobie przyłożyć, cechuje poziom „człowieczeństwa”, którego brakuje mi na co dzień. Każdą z jego książek czytałam wielokrotnie, po każdej wstawałam wzmocniona, z przyjemnym uczuciem, że świat – nawet nasz – ma solidne ramy a podstawowa przyzwoitość jest powszechnym zjawiskiem.
    Śmierć Pratchetta, chociaż opłakana przez miliony fanów, jest niepowetowaną stratą.
    RIP Terry, gdziekolwiek jesteś, mam nadzieję, że masz godne siebie towarzystwo.

  • l_zaraza_l

    Oceniono 10 razy 10

    [...] W jeziorku żyły sobie żaby.
    Bardzo, bardzo małe.
    Żyły sobie krótko i prosto - polowały na owady wśród płatków i składały jajka w jeziorku.
    Z jajek wylęgały się kijanki i stawały się następnie żabkami i tak dalej. Kiedy zdechły, opadały na dno jeziorka i zmieniały się w kompost stanowiący główne pożywienie rośliny.

    I tak było zawsze, odkąd żabki sięgały pamięcią.
    * [przyp.: Czyli od okolo trzech sekund - żaby nie mają specjalnie dobrej pamięci.]

    Tego dnia jednak jedna z żabek zgubiła się, polując na muchy, i nagle znalazła się na skraju zewnętrznych liści i dostrzegła coś, czego nigdy dotąd nie widziała.
    Zobaczyła bowiem wszechświat.
    A dokładniej, ujrzała gałąź ginącą we mgle. Obok, na tejże gałęzi, opromieniony pojedynczym promieniem słońca, rósł sobie drugi kwiat połyskujący kroplami wilgoci na płatkach.

    Żabka siedziała tak i patrzyła. [...]

    (Terry Pratchett - Nomów Księga Odlotu)

  • the_fading_tale

    Oceniono 5 razy 5

    Choć kupiłam już w dniu premiery, to jeszcze nie przeczytałam. Boję się tego ostatniego rozdziału i choć wiem, że zawsze można wrócić do Świata Dysku, wybierając tym razem inną trasę, to... jeszcze nie teraz. Jeszcze nie jestem na to gotowa.

  • theorema_leggero

    Oceniono 5 razy 3

    Nie mogę się zebrać do czytania "Pasterskiej korony", a każdą wcześniejszą pochłaniałam kosztem obowiązków.

    Pratchett dał mi mnóstwo wspaniałych przeżyć; świadomość, że za chwilę będą ostatnie (te świeże), jest bardzo, bardzo smutna.

  • bialeem

    Oceniono 4 razy 2

    Miałam nadzieję, że ta seria się nigdy nie skończy. Akwila leży na biurku i czeka na przeczytanie, a później tak już... nic?

  • Paulina Iks

    Oceniono 1 raz -1

    I ja cholernie bałam się zacząć czytać tą książkę, choć miałam ją już na kilka dni przed premierą. A potem pół książki przepłakałam jak głupia. Bo to jest pożegnanie i nie umiem się z nim pogodzić.
    I chociaż Pratchett i jego słowa towarzyszą mi od ponad 15 lat to nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jaką trzeba mieć wyobraźnię i niesamowity umysł, żeby coś takiego stworzyć, bo weszłam w ten świat jakby był mój od początku. Błyskawicznie go poznałam i pokochałam ani razu nie próbując sobie uświadomić, że to jest jedynie wytwór wyobraźni. To świadczy tylko i wyłącznie o kunszcie autora, który opowiada o świecie Dysku, świecie i zwierciadle światów, jakby był naocznym obserwatorem wszystkich wydarzeń i tworzył kroniki dla potomności.
    Terry zdecydowanie zostawił świat lepszym niż go zastał, a to nadaje mu wielkiej wartości.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX