"Nowi Medyceusze" są bajecznie bogaci i budują piękne muzea. Marszandzi zacierają ręce

Sztuka sprzedaje się ostatnio jak świeże bułeczki, tyle że za miliony. Będzie jeszcze lepiej. Na horyzoncie pojawili się bowiem nowi bogaci kupcy. Stać ich na każdy obraz czy wiekowy mebel - byle był piękny.
Jussi Pylkkänen, szef domów aukcyjnych Christie's na Europę, Bliski Wschód i Indie, mówił w tym tygodniu o pojawieniu się nowego typu kupców na londyńskiej scenie obrotu przedmiotami sztuki. Są bajecznie bogaci i nie wahają się lekką ręką wydać na znany obraz kilkadziesiąt milionów dolarów czy funtów. Interesuje ich nie tylko malarstwo. Może być piękne krzesło czy rzeźba.

Nazwano ich "Nowymi Medyceuszami", bo tak jak włoska rodzina sprowadzała co lepsze kąski w XV w. do Florencji, tak i oni muszą zapełnić nie tylko ściany swoich rezydencji, a także pomieszczenia nowo budowanych muzeów. Choćby nawet znajdowały się na piasku i pod palmami. "The Independent" pisze wprost o artystycznej bonanzie w Londynie: "Na aukcjach czuć, jak powietrze drga od sum jakimi operują super bogaci kolekcjonerzy" - pisze brytyjski dziennik.

- Mówimy o bardzo bogatych i bardzo wpływowych filantropach, których interesują tylko rzeczy z najwyższej półki. Nieważne, czy jest to sztuka najnowsza, czy słynni impresjoniści - mówi Pylkkänen. Wtóruje mu Helena Newman z domu aukcyjnego Sotheby's: "Kupcy mają obecnie dość rozbudowany gust i przybywają z coraz to nowych krajów. W swoim notesie mam zapisanych ponad 60 narodowości".

Muzea na piasku pustyni

Nadchodzą z trzech kierunków, ale prym wiodą bogaci arabscy szejkowie. Tylko w Zjednoczonych Emiratach Arabskich niebawem powstaną muzea sztuki w oszałamiająco futurystycznych budynkach. Sławy architektury Zaha Hadid, Tadao Ando czy Norman Foster mogą rozwinąć skrzydła wyobraźni, tyle, że same budynki to nie wszystko. Trzeba je zapełnić. Dlatego anonimowi, ze względów bezpieczeństwa kupcy, na nadchodzących w najbliższym czasie trzech londyńskich aukcjach, będą śmiało konkurować z tymi, którzy reprezentują muzeum Guggenheima czy Luwr. Obecnie jeśli kupiec jest anonimowy, można śmiało przypuścić, że pochodzi właśnie z Bliskiego Wschodu.

Marszandzi zacierają ręce i ściągają w trybie pilnym do Londynu podróżujące po muzeach świata obrazy. Kto by się jeszcze niedawno spodziewał, że za obraz "Häuser mit bunte Wäsche (Vorstadt II)" Egona Schiele z 1914 r. można będzie żądać 30 mln funtów? A za stosunkowo młodą i mniej znaną pracę "Big Baby" Rona Muecka z 1996 r. 1,2 mln?

Z magazynów wynoszone są kolejne obrazy. W tym tygodniu na przykład, na trzydniowej wystawie poprzedzającej aukcję, miłośnicy sztuki mogli zobaczyć obraz Michała Anioła "Bitwa pod Casciną", który był pokazywany publicznie dopiero raz. W Christie's spodziewają się za niego 5 mln funtów. Za dawno nie widziane w obiegu prace Claude'a Moneta z cyklu "Lilie wodne" spekuluje się, że nabywcy zapłacą 17 mln funtów, a za pracę Picassa "Jeune fille endormie" 12 mln funtów. W kolejce czekają następni malarze Goya, Stubbs i Renoir, których obrazy będą pokazywane po raz pierwszy. Prawdopodobnie i one zmienią niebawem właściciela.

Kupuje wschód bliższy i dalszy

Bogaci kupcy nadchodzą nie tylko z Półwyspu Arabskiego. Wśród nich coraz częściej pojawiają się nazwiska rosyjskie, czy nawet chińskie. I nie chodzi tu o Romana Abramowicza, który nie żałuje grosza na dzieła sztuki. Majętny Rosjanin, tak jak szejkowie, chce ze swoją kolekcją wyjść poza rezydencje, w których mieszka. Abramowicz zainwestował właśnie niemal 250 mln funtów w przekształcenie starej bazy wojskowej w centrum kultury na wyspie w Sankt Petersburgu. Właściciel klubu piłkarskiego Chealse'a podejrzewany jest o nabycie - znów za pomocą podstawionego kupca - obrazu Picassa "La Lecture" za 25 mln funtów, który sprzedano w lutym w Londynie.

Wśród nowych kolekcjonerów dzieł sztuki pojawił się ostatnio Aleksander Iwanow. - Znam całe spektrum sztuki i antyków bardzo dobrze i potrafię docenić, to co jest piękne - powiedział ostatnio w "The Independent". W tym roku Iwanow wydał około 1,5 mln funtów na londyńskich aukcjach. On również nie chce trzymać pięknych i drogich przedmiotów tylko we własnym domu. W Baden-Baden otworzył muzeum, w którym, obok słynnych carskich jajek Petera Carla Faberge, będzie pokazywał też inne dzieła sztuki. - Ostatnio zainteresowało mnie prekolumbijskie złoto i nefrytowa biżuteria. Niedługo pokażę ponad setkę tego rodzaju przedmiotów w swoim muzeum - zapewnia.

Na horyzoncie pojawiają się też kolejne nacje kolekcjonerów. Wspomniani Chińczycy coraz śmielej wchodzą na rynek. Właśnie im przypisuje się zakup obrazu "Nu au Plateau de Sculpteur" Picassa w 2010 r. za 66 mln funtów, co sytuuje to dzieło w pierwszej dziesiątce najdroższych na świecie.

Więcej o: