Ubu Tour 2015. Jan Klata na 250-lecie teatru publicznego w Polsce

Ubu Tour 2015 to plenerowa prezentacja spektaklu Król Ubu w reżyserii Jana Klaty w kilkunastu miastach Polski to oryginalna propozycja Narodowego Starego Teatru dla uczczenia uroczyście świętowanego w tym roku 250-lecia teatru publicznego w naszym kraju. 
Pragniemy brać wzór z wielkich poprzedników, którym nieobce było życie wędrownego komedianta - jak Wojciech Bogusławski, ojciec polskiego teatru, wielki Molier czy sam William Shakespeare, który, jak wieść niesie, właśnie do wędrownej trupy dołączył wyruszając ze Stratfordu na podbój Londynu Dlatego, nawiązując do wspaniałej tradycji aktorskich zespołów, przez lata przemierzających drogi i bezdroża, w deszczu i spiekocie, aby wystąpić nową, żądną wrażeń publicznością, wyruszamy w letnią trasę teatralną. 

Jan Klata w Królu Ubu rzuca wyzwanie wszelkich konwenansom; brawurowo łącząc styl miasteczka South Park z Monty Pythonem. 

Wszystkie spektakle odbędą się w specjalnie zaaranżowanym namiocie. W roli tytułowej występuje Zbigniew W. Kaleta, a obok niego wystąpią m.in. Paulina Puślednik, Krzysztof Stawowy, Zygmunt Józefczak i Błażej Peszek.

"Grówno!" i...

- Gdy ze sceny po raz pierwszy padło słowo "Grówno!", ów słynny pierwszy wers "Ubu Króla" zadziałał jak zapalnik skandalu, po którym, niczym po ataku kulturowego wirusa, nic nie miało być już takie jak przedtem - pisze Rafał Księżyk w programie spektaklu. - Paryska premiera z grudnia 1896 roku - najdobitniej spuentowana przez W. B. Yeatsa okrzykiem: "Po nas Bóg Bestia!" - uznawana jest za symboliczny początek XX wieku, wstrząs oznajmiający nadejście nowoczesnego barbarzyństwa, terroru potworności niedojrzałej i populistycznej. Grubym przeoczeniem byłoby łączyć ubizm wyłącznie ze sferą władzy i polityki, choć historia znów nie daje odpocząć od tych skojarzeń. W XXI stuleciu ten sam rodzaj terroru, w bardziej uwodzicielskim opakowaniu, funduje globalna popkultura. W inscenizacji Klaty wątek ów świetnie akcentuje plądrofoniczna muzyka Jamesa Leylanda Kirby. Wywiedziony ze sztubackiego żartu popis anarchicznej negacji to pierwszy akt rewolucji gówniarzy, która jest być może najlepszą odpowiedzią na ubiczny terror.

"Nie można powiedzieć, żeby Jarry specjalnie przejmował się teatrem przyszłości, lecz premiera Ubu Króla mimo to wydała osobliwe owoce" - zauważa J.L. Styan (Współczesny dramat w teorii i scenicznej praktyce). Jarry bronił teatru jako sztuki autonomicznej, pisząc po premierze przedstawienia, że "usprawiedliwia je jedynie fakt pokazania na scenie rzeczy, jakich nie można przeczytać w książce. Scena powinna stać się lustrem, które zniekształca postaci proporcjonalnie do ich wad, jak maski zniekształcają rysy twarzy". Nienawidził w teatrze realizmu, iluzjonistycznych dekoracji i wystawiania sztuk dobrze skrojonych, przeciwnie - był zwolennikiem groteskowego przerysowania, używania wyrazistych scenicznych znaków, a przede wszystkim - atakowania widowni, zwłaszcza tej, która przyszła na spektakl, by spokojnie i przyjemnie strawić kolację.

Jego rewolucyjny gest został dostrzeżony. Antonin Artaud - aktor, poeta i genialny wizjoner sceny - swój teatr, założony w Paryżu w 1926 roku, ochrzcił imieniem Alfreda Jarry. Do Potomków Króla Ubu w książce pod tym tytułem Małgorzata Sugiera zaliczyła - poza Artaudem - Becketta, Ionesco, Adamova, Geneta, Duras, Vinavera, Cixous i Koltesa.

Nabój nowatorstwa trzech sztuk o Ubu zdołał wykarmić ponad pół wieku awangardy teatralnej. Dłużnikami Jarry'ego są Craig, Meyerhold, Brecht, Ionesco i Bóg wie, kto jeszcze - pisał Jan Gondowicz w "Tygodniku Powszechnym". - Wszystko to wymyślił piętnastolatek. Miał ten dar bowiem - patrzył się inaczej. Słowo wymyślił ma tu sens o tyle, że miast wyrzucić szkolne papierzyska i zapomnieć dziecięce olśnienia, jak najstaranniej je chronił, w pełni zdając sobie sprawę z ich wagi, z myślą o narzuceniu ich treści kulturalnej stolicy świata.