Mika Urbaniak o nowej płycie: Jestem z nią zjednoczona [ROZMOWA]

- Nie boję się, że zaczną mnie pokazywać gazety plotkarskie. Zależy mi na graniu dobrej muzyki i koncertowaniu, to zawsze będzie na pierwszym miejscu - deklaruje Mika Urbaniak. Właśnie ukazała się druga solowa płyta wokalistki


Rozmowa z Miką Urbaniak

Jędrzej Słodkowski: "Follow You" zaskakuje różnorodnością. Pop, rock, country, ballada - nie ma chyba tylko klimatów, z którymi byłaś kojarzona: pogranicza r'n'b, jazzu, rapu. Zmęczyła cię ta stylistyka?

Mika Urbaniak: Z tą stylistyką najmocniej wiązali mnie dziennikarze, którzy pisali, że "córka wielkich jazzmanów śpiewa r'n'b i rapuje". A przecież i moja pierwsza płyta "Closer", i piosenki ze Smolikiem to były nagrania popowe. Ale zgoda, "Follow You" otwiera nowy etap. Ta zmiana przyszła naturalnie podczas współpracy z producentem Victorem Daviesem. Tworzyliśmy spontanicznie, nie zastanawialiśmy się i nie kombinowaliśmy. Poszczególne piosenki pasowały do różnych stylów. A ja lubię eksperymentować. Zmieniły się też moje zainteresowania. Kiedyś słuchałam przede wszystkim hip-hopu, dziś lubię melodyjną muzykę. Ostatnio słucham country. Wciąż szukam czegoś nowego i świeżego.



Jak poznałaś Victora Daviesa?

- Poznaliśmy się podczas pracy nad płytą Andrzeja Smolika. Zaprzyjaźniliśmy się. Zaprosił mnie na swój album z coverami. Gdy przygotowywałam się do pracy nad "Follow You", chodziłam na spotkania z różnymi producentami w Londynie, ale czułam, że to Victor jest odpowiednią osobą. Jego wyobraźnia, myślenie o muzyce i charakter mi odpowiadają. On stwarza dobrą atmosferę, słucha mnie, jest świetnym dyplomatą.

Jak wyglądało wspólne pisanie?

- Do części utworów napisaliśmy wspólnie melodie i tekst, część napisał sam Victor. Z każdą piosenką było trochę inaczej. Czasem najpierw rzucałam pomysł, mówiłam: "chcę, by ten utwór był o celebrytach". Victor brał gitarę, długopis i kartkę. Dwie pierwsze linijki on napisał, potem ja następne dwie i tak razem konstruowaliśmy utwór. Czasami rozmawialiśmy, Victor nagle przerywał: "Stop! Muszę wziąć gitarę, od razu to robimy". Innego razu Victor przyszedł i powiedział, że przyśniła mu się piosenka. I tak na płytę trafiło "All That I Want". W ciągu dwóch tygodni mieliśmy napisane wszystkie piosenki w wersji demo.

Płytę nagrywaliście w Londynie. To była ciężka praca?

- Victor większość instrumentów nagrywał sam, jest multiinstrumentalistą. Swoje uwagi przekazywałam na etapie miksowania. Jeśli chodzi o wokale, mieliśmy chyba ze 30 sesji, co chwilę latałam z Warszawy do Londynu. Część spraw załatwiliśmy przez internet, rozmawialiśmy przez Skype'a. Pracowaliśmy krok po kroku. Trwało to rok.

W "Celebrity" śpiewasz, że nie chcesz sławy w celebryckim wydaniu. Czyżby istniało takie ryzyko?

- Na razie nie. Dotychczas byłam artystką niszową. Nie lansowałam się, nie chodziłam na imprezy. Nie umiałam odnaleźć się w sztucznej części medialnego świata. Myślę, że ta płyta dotrze do szerszej publiczności i być może zacznę się pojawiać w gazetach plotkarskich, ale za bardzo się tego nie boję. Zależy mi na graniu dobrej muzyki i koncertowaniu, to zawsze będzie na pierwszym miejscu.



W singlowym "Pixaleted" opisujesz problemy z miłością na odległość przez internet. Czy to twoje osobiste doświadczenia?

- Tak, to autobiograficzny utwór. Technologia ułatwia komunikowanie z całym światem, ale nic nie zastąpi kontaktu z drugim człowiekiem.

Kilka lat temu mówiłaś "Gazecie": "W moich nowych tekstach wychodzi tyle pokręconych, ciemnych rzeczy. Nie mam ochoty pisać dłużej, jaki piękny dzień i wszystko jest super". Chyba ten etap masz już za sobą? Nowa płyta nastraja optymistycznie.

- Miałem okres, że byłam skupiona na ciemniejszej stronie. Mam na pececie zapisanych ze sto smutnych, melancholijnych pomysłów sprzed kilku lat. Ale zmieniło mi się w życiu i nie mam dziś potrzeby, by o tym śpiewać. Jest tego za dużo w nas i w świecie. Dziś czuję się zupełnie inaczej, tak jak na płycie. Jestem z nią zjednoczona.

Poprzednią płytę produkował Troy Miller, współpracownik Amy Winehouse czy Adele. Nie myślałaś, by wyraźniej podążyć w rejony retro?

- Kocham te wokalistki, wiem, że jest na nie moda, ale nie myślę o tym, jakie są trendy. Inna sprawa, że kocham lata 50. i 60., myślę, że trochę to słychać na mojej płycie. Słucham mało nowoczesnej muzyki, nie oglądam MTV. Żyję w swoim świecie, zamykam się w nim z Sinatrą. Myślę, że powinnam się urodzić w tamtych czasach.

Okładka albumu jest jak najbardziej retro.

- O tak! Uwielbiam tamten styl, dobrze w nim wyglądam, czuję się w nim bardzo kobieco.

O twoich rodzicach zrobiło się ostatnio głośno. Oboje wydali biografie. Lądują na okładkach pism, są zapraszani do mediów, ich muzyka jest grana w rozgłośniach, i to nie tylko "Papaya". Czy zauważyłaś to wzmożone zainteresowanie?

- Jasne. Jestem z nich dumna i cieszę się, że są doceniani. Odnosić sukcesy w muzyce przez tak długi czas - to niesamowite osiągnięcie. Były takie okresy w życiu, kiedy moja mama nie wierzyła w swój śpiew. Uwierzyła i odniosła sukces. Podobnie z książką - długo myślała, że jej się to nie uda, ale w końcu napisała i teraz odbiera gratulacje. Wszystko jest możliwe, nie należy wierzyć wątpliwościom. To dla mnie ogromna inspiracja.

Czytałaś ich książki?

- Jeszcze nie zdążyłam. Teraz byłam przez dwa tygodnie w Maroku i zdążyłam przeczytać sto stron książki mamy. Jak skończę, zabiorę się za biografię ojca.

"Follow You" ukazała się tylko w Polsce?

- Na razie tak. Teraz rozmawiamy z dystrybucją Sony, na pewno ukaże się w różnych krajach Europy, w Japonii.

A co z koncertami?

- Premierowy koncert gram w Warszawie 16 maja. Budujemy trasę koncertową, na pewno przyjadę do Łodzi.



Do dziś moim pierwszym skojarzeniem na hasło "Mika Urbaniak" jest twoja rapowana zwrotka w piosence Dżambli "Wymyśliłem ciebie" zaśpiewanej przez Grzegorza Markowskiego w filmie "Spona - sposób na Alcybiadesa". W 1998 r. to był kapitalny zabieg: połączenie klasyki polskiej muzyki z nierozumianym wówczas przez starsze pokolenia hip-hopem. Jak to wspominasz?

- Miałam 17 lat, mieszkałam w Nowym Jorku, a Polska była dla mnie nowa, byłam w niej zaledwie kilka razy. Nie myślałam o sobie jako o raperce czy wokalistce, nie miałam planów, by się tym zajmować. Napisałam swój tekst błyskawicznie, nagrałam go w studiu na pełnym luzie. To była wspaniała i bardzo ciekawa przygoda.



Płyta

Mika Urbaniak

"Follow You"

Sony Music

Więcej o: