"Teatr, który się wtrąca". Rozmowa o przyszłości Powszechnego

- Mamy poczucie, że tematem do opowiedzenia jest tożsamość stolicy. Chcemy rozwijać temat Pragi, Grochowa - mówi Paweł Łysak, nowy dyrektor Teatru Powszechnego.
Paweł Łysak w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, gdzie był dyrektorem przez ostatnie osiem lat, stworzył silny zespół aktorski, wyrazisty profil teatru i zebrał wierną widownię. Oficjalnie dyrekcję w Teatrze Powszechnym obejmie dopiero jesienią, ale już teraz - wraz z Pawłem Sztarbowskim, który jest jego zastępcą w Bydgoszczy (i będzie też w Warszawie) - intensywnie pracują nad programem sceny.

Rozmowa z Pawłem Łysakiem i Pawłem Sztarbowskim

Izabela Szymańska: Teatr Powszechny w latach 90. był teatrem gwiazd, mocnych aktorskich nazwisk, występowali tu: Krystyna Janda, Joanna Szczepkowska, Janusz Gajos, Zbigniew Zapasiewicz. Czym dziś przyciągnąć widza do tego miejsca?

Paweł Łysak: Powszechny w pewnym momencie stał się teatrem gwiazd, ale wcześniej był teatrem ważnych spraw. Jak pisał Zygmunt Hübner, to "teatr, który się wtrąca". Nawiązaliśmy do tej myśli w naszej aplikacji konkursowej. Chcemy, żeby Powszechny inicjował debatę na ważne tematy.

Paweł Sztarbowski: Naszym celem jest przywrócenie temu teatrowi oblicza ideowego. Nie chcemy, żeby była to kolejna scena rozrywkowa. W naszych marzeniach Powszechny powinien być teatrem repertuarowym, który regularnie gra spektakle, ale odbywają się tu również inne wydarzenia, które towarzyszą kolejnym tytułom. Marzy nam się żywe miejsce - przyjazne, otwarte na różnorodnych widzów, nie tworzące pozorów elitarności i niedostępności. Powinien to być Teatr Powszechny nie tylko z nazwy.

PŁ: Zaproponujemy bloki tematyczne, które zostaną zbudowane wokół konkretnych problemów. Najważniejszym elementem będzie przedstawienie, ale zaprosimy widzów także na spotkania, dyskusje, performance'y. Chcemy na dany temat spojrzeć z różnych stron, na różnym poziomie trudności, powagi i zwracając się do różnej widowni.

Przeglądając ofertę konkursową, zaciekawił mnie wątek, który jest właściwie nieobecny w warszawskich teatrach, czyli lokalność. Chcecie wystawić "Grochów" Stasiuka, pokazać kolejny odcinek "Pożaru w burdelu" czy przygotować projekt wokół piosenki "Warsaw" Davida Bowiego. Dlaczego jest to dla was ważne?

PŁ: Byliśmy długo poza Warszawą i jesteśmy jej spragnieni. Ja stąd pochodzę.

PS: Ja studiowałem i przez kilka lat pracowałem w Warszawie.

PŁ: I tu mieszkamy. Przez 8 lat patrząc na Warszawę z Bydgoszczy, zobaczyliśmy ją w nowej perspektywie. Mamy poczucie, że tematem do opowiedzenia jest tożsamość stolicy. Żeby naprawdę ją zrozumieć, zastanawiać się, w jaką stronę powinna pójść, jakie życie mogą wieść jej mieszkańcy, musimy postawić pytanie, jakie oblicze ma to miasto. Objęliśmy teatr w Warszawie, ale na Pradze, w świadomości wielu warszawiaków, to nie jest do końca Warszawa. Chcemy rozwijać temat Pragi, Grochowa.

PS: Wielkim wyzwaniem jest podejmować tematy lokalne, najbliższe ludziom, ale w taki sposób, by za ich pomocą zrozumieć mechanizmy rządzące całym społeczeństwem, spojrzeć na nasze problemy w szerszej perspektywie.

Hübner pisze, że teatr powinien się wtrącać w problemy społeczne, w politykę, ale też w intymne sprawy widzów. Będziemy próbować połączyć na scenie te wszystkie poziomy. Nie chcemy sprzyjać jakiejś określonej ideologii, ale opowiadać o świecie w całej jego wielobarwności. Nadrzędnym celem powinno być prowokowanie różnorodnych dyskusji.

Program rozpisaliście na trzy sceny. Czym będą się różnić?

PŁ: Duża scena to miejsce ważnych nazwisk, tekstów. Rozmawialiśmy o współpracy z Krystianem Lupą, Piotrem Cieplakiem, Mają Kleczewską, Michałem Zadarą, Moniką Strzępką, Marcinem Liberem, Grażyną Kanią.

Średnią nazwaliśmy sceną nowej dramaturgii i eksperymentu. Chcemy wystawiać nowe teksty, bo nimi można mówić o sprawach aktualnych.

PS: Będzie tam również miejsce na poszukiwania nowych form i eksperyment sceniczny. Mamy narastające przeczucie, że język współczesnego polskiego teatru, który jeszcze kilka lat temu był świeży i nowy, zaczął się wyczerpywać i dziś spektakle stają się do siebie podobne. A obowiązkiem publicznej sceny powinno być także wypracowywanie nowych dróg.

PŁ: Ważnym elementem naszego programu jest edukacja. Mam na myśli nie tylko współpracę ze szkołami, bo przecież człowiek uczy się całe życie. Planujemy więc programy edukacyjne również dla dorosłych, seniorów, studentów. I na to przeznaczymy najmniejszą scenę.

To zamierzenia, plany. Teraz trzeba spojrzeć na sytuację finansową i zdecydować, w jakiej kolejności będzie można realizować program. Na razie jesteśmy na fali entuzjazmu, ale przyjdzie nam zmierzyć się z twardą rzeczywistością.

Finanse to był powód, dla którego poprzedni dyrektor Robert Gliński zdecydował, że nie będzie ubiegał się o dalsze prowadzenie teatru. Powszechny ma 7,5 mln zł dotacji, z czego 7 mln zł zabierają koszty stałe. Skąd zdobyć pieniądze na realizację premier?

PŁ: W Bydgoszczy robiliśmy bardzo dużo koprodukcji, pozyskiwaliśmy środki zewnętrzne, mam nadzieję, że tu też się to uda. Wiele instytucji, z którymi już współpracowaliśmy, zadeklarowało chęć dalszej współpracy jako nasi partnerzy. Mamy dużo pomysłów, ale póki co wolałbym o nich nie mówić, żeby nie rzucać słów na wiatr.

A co z aktorami z Bydgoszczy? Część z nich mieszka w Warszawie. Mają szansę pojawić się na scenie Powszechnego?

PŁ: Przez te lata zżyliśmy się, czuję się za nich bardzo odpowiedzialny. Ale również w tej kwestii pośpiech jest złym doradcą. Powszechny ma duży zespół, trzeba mu się przyjrzeć. Cieszę się, że konkurs na dyrektora był ogłoszony wcześnie, bo dzięki temu do jesieni możemy wiele spraw przeanalizować.

Cały czas poważnie i serdecznie zajmujemy się Teatrem Polskim w Bydgoszczy. Do końca sezonu mamy jeszcze wiele planów do zrealizowania.

Jakie jest największe wyzwanie przed wami?

PŁ: Skomunikowanie się z publicznością Warszawy. W Bydgoszczy udało się stworzyć dużą, silną grupę widzów. Sala, większa niż w Powszechnym, jest pełna. Oczywiście zajęło to trochę czasu. Przekonaliśmy widzów, że, jak mówił Tadeusz Kantor, do teatru nie wchodzi się bezkarnie. To nie tylko miła forma spędzenia czasu, zobaczenia aktorów z telewizji. To miejsce, w którym się rozmawia poważnie.

Ludzie w Warszawie są bardziej zabiegani, mają większą ofertę kulturalną i są przyzwyczajeni, że zabiega się o nich czymś łatwym. Ale mam nadzieję, że nam się uda. Bo wierzę, że jednak każdy w swoim życiu chociaż czasami zadaje sobie poważne pytania, każdy musi pomyśleć o swojej przyszłości, miłości, życiu, śmierci.

PS: Chcielibyśmy stworzyć w Powszechnym miejsce ważne, a jednocześnie takie, które nie da się przyporządkować określonym środowiskom czy ideologiom, tylko pozostanie niezależne.

PŁ: Przed nami czas ciężkiej, wytężonej pracy. Podchodzimy do tego wyzwania z pokorą.