Kiedyś nad Wisłę nie przychodził nikt. Dziś? Nieprzebrane tłumy. Polskie miasta wreszcie otworzyły się na kulturę!

Sztuka w przestrzeni publicznej, oddolne inicjatywy, alternatywne centra kultury - w ostatnich latach kwestia obecności i form kultury w dużych polskich miastach przeszła prawdziwą rewolucję.
W ciągu ostatnich kilku lat szerokie zjawisko, które określić można "kulturą miejską" zmieniło się w Polsce nie do poznania. Gdyby próbować określić ogólny kierunek tych zmian, trzeba zwrócić uwagę przede wszystkim na coraz szersze uzupełnianie oferty tradycyjnych instytucji: muzeów, galerii czy ośrodków kultury przez inicjatywy alternatywne, bardzo często - oddolne, obywatelskie. W praktyce oznacza to bardzo często daleko idące zmiany na płaszczyźnie personalnej i infrastrukturalnej - mówiąc krótko: za animację kultury coraz częściej biorą się pasjonaci-amatorzy, a przygotowywane przez nich przedsięwzięcia odbywają się z dala od tradycyjnych centrów kultury. Co dzieje się z tym później, to już inna historia...

Kliknij tutaj, żeby zobaczyć więcej zdjęć z Miejskiego Grania w Warszawie >>


Jelenie w Warszawie

W Warszawie tę rewolucję - bo zważywszy na rozmach i dalekosiężność skutków tego fenomenu, trudno go nazwać inaczej - wywołała w zasadzie jedna organizacja: mała fundacja Bęc Zmiana. To inicjatywa powołana do życia w 2002 roku przez Bognę Świątkowską, wcześniej znaną przede wszystkim jako dziennikarka i redaktorka. Fundacja zaczynała od małych pomysłów i skromnych realizacji, które okazywały się na tyle nośne i na swój sposób spektakularne, żeby ich autorom dodawać napędu do dalszego działania, a na dodatek zachęcać do tego także licznych naśladowców.

Stwórz własną zwrotkę i zawalcz o nagrody - zaśpiewają, jak im zagrasz >>

- Wszystko wzięło się z tego, że te 13 lat temu wyraźnie widoczny był brak reprezentacji współczesnej kultury, zdarzeń artystycznych odnoszących się do naszych czasów - opowiada Świątkowska. - Miasto w przestrzeni wspólnej nie miało śladów energii, która wyczuwalna była w powstającej aktualnie sztuce, architekturze, projektowaniu. Napędzała nas nadzieja, że wkraczając na terytoria nietknięte, pokażemy innym, że można je wykorzystywać, że nadchodzi zmiana narracji o mieście i roli jaką odgrywają mieszkańcy.

Jedną z najbardziej znanych wczesnych inicjatyw fundacji Bęc Zmiana był projekt pod nazwą Nowy Dizajn Miejski. Tym hasłem opatrywane były akcje o różnym charakterze i z udziałem różnych artystów, które miały jednak jeden, bardzo wyrazisty, wspólny mianownik: polegały w uproszczeniu na ingerowaniu w przestrzeń publiczną i upiększanie jej, często w sposób zaskakujący, a nawet nieco prowokacyjny. Świetnym przykładem były Różowe Święcące Jelenie, projekt Hanny Kokczyńskiej i Luizy Marklowskiej - były to rzeczywiście wykonane ze sztucznego tworzywa figury tych zwierząt w nader nienaturalnym kolorze, które na początku pojawiły się w jednym z parków na warszawskim Powiślu, a potem powędrowały w świat i prezentowane były w innych miastach, na różnych kontynentach. Były one znakomitym, bardzo wyrazistym manifestem tego, w jaki sposób Bęc Zmiana chce zmieniać miasto.


Różowe jelenie w Warszawie / Fot. Łukasz Zandecki, AG

Ale nie chodziło przecież tylko o tego typu, mocno symboliczne, gesty. Chodziło także o konkretne działania, mające na celu odzyskiwanie przestrzeni publicznej do wspólnego użytku mieszkańców. W Warszawie takim skrawkiem przestrzeni, zaniedbanym, a jednocześnie - obiecującym wielkie możliwości, były tereny nad Wisłą.

- O wielkim potencjale Wisły mówiliśmy już 10-12 lat temu, kiedy nad rzekę nie przychodził nikt, oprócz oczywiście Przemka Paska - opowiada Świątkowska. - Dziś siedzę tu w prawdziwym tłumie i widzę, że na drugim brzegu jest równie dużo ludzi. To świetny dowód na to, że udało nam się zadziałać tak, jak zawsze chcieliśmy: poruszyć pierwszy kawałek domina, które potem już samo zaczyna się przewracać.

I rzeczywiście - bardzo zauważalne i szeroko komentowane działania fundacji Bęc Zmiana pociągnęły za sobą prawdziwą lawinę podobnych ingerencji w przestrzeń publiczną, podobnych przedsięwzięć i projektów, podobnych inicjatyw, często inspirowanych jak najbardziej oddolnie. Efekt jest taki, że Warszawa jest dziś zdecydowanie w pierwszym szeregu polskich miast, w których inaczej zaczęło się myśleć o obecności kultury w przestrzeni publicznej.

Sztuka na ulicach Trójmiasta

Inne świetne przykłady można znaleźć w Gdańsku. Udział w rywalizacji o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, choć przegranej, okazał się dla tego miasta mocnym impulsem do zmian w zakresie funkcjonowania miejskiej kultury. W krótkim czasie powstało kilka większych i mniejszych imprez, które oparte były na zupełnie nowym modelu funkcjonowania kultury w mieście. Wyprowadzały sztukę z jej tradycyjnych twierdz, prosto na ulicę: miejskie skwery, ulice, plaże, pustostany, nie używane od dawna sklepy i upadłe restauracje, a nawet osiedlowe trzepaki. Te wszystkie miejsca nagle okazały się znakomitymi przestrzeniami do prezentacja sztuki: prowizoryczne galerie sztuki powstawały w sklepowych oknach wystawowych czy w prywatnych mieszkaniach, zespoły grały koncerty choćby i na podwórku przy śmietnikach.

Trzy kluczowe imprezy tego typu, które powstały mniej więcej w tym samym czasie - kilka lat temu - i do dziś radzą sobie znakomicie, przyciągając z roku na rok coraz większą publiczność, to gdańskie festiwale Streetwaves i Narracje oraz sopocki ArtLoop. Wszystkie trzy opierają się, w dużym skrócie, na tej samej zasadzie: prezentacji różnych rodzajów sztuki w przestrzeni publicznej, często w dzielnicach uznawanych przez długie lata za niebezpieczne czy wręcz "zakazane" - dzięki takim przedsięwzięciom znakomicie dawały się "oswoić".


Festiwal ArtLoop / Fot. RAFAŁ MALKO, AG

- Kiedy zaczynaliśmy realizować Streetwaves czy Narracje, czyli wydarzenia, których założeniem jest eksplorowanie nietypowych i nieodkrytych przestrzeni, spotykaliśmy się z klasycznym podejściem "nie da się" - wspomina Natalia Cyrzan, jedna z pomysłodawczyń i współorganizatorek tych wydarzeń. - Przez lata wypracowaliśmy jednak bardzo skuteczne mechanizmy wkraczania do miejsc wcześniej niewykorzystywanych do realizacji działań kulturalnych i w pewnym momencie o wiele łatwiej było wejść do takich przestrzeni.

Osobista historia Cyrzan sama w sobie jest dość znamienna - kilka lat temu zaczynała jako niezależna animatorka kultury, dziś pracuje w Instytucie Kultury Miejskiej, miejskiej instytucji, realizującej za miejskie pieniądze projekty, które jeszcze kilka lat temu w żaden sposób nie zmieściłyby się w miejskich planach dotyczących kultury. Dziś władze Gdańska z wielką uwagą przyglądają się tego typu inicjatywom, a część z nich mocno wspierają na poziomie infrastrukturalnym i finansowym.

Kultura na ulicach całej Polski

Podobne działania - w mniejszym lub większym zakresie - można było w ostatnim czasie zaobserwować także w innych dużych polskich miastach. W wielu z nich bardzo mocno zmienia się podejście do kultury i jej udziału w życiu miasta, powstają nowe inicjatywy, często oddolne, nowe centra kultury, kluby, lokale, władze powołują nowe instytucje albo wspierają grantami już istniejące.

Wrocław ma choćby Barbarę - nowocześnie pomyślane centrum informacyjne, skoncentrowane na przygotowaniach miasta do pełnienia zaszczytów Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku, Kraków ma Green Zoo Festival - miejską imprezę, poświęconą offowym gatunkom muzycznym, Łódź ma Dom - alternatywne miejsce spotkań, koncertów i innych przedsięwzięć związanych z niezależną kulturą. A to tylko kilka różnorodnych przykładów z całego, szerokiego wachlarza licznych lokalnych inicjatyw i przedsięwzięć.

W podobny model wpisuje się też impreza, która organizowana jest w różnych miastach, ale wszędzie według podobnej zasady: wpisując się w lokalną tkankę miejską i wykorzystując nie do końca typowe miejsca. Chodzi o Męskie Granie, cykl letnich koncertów rodzimych wykonawców, swego rodzaju objazdowy festiwal, gromadzący co roku całą śmietankę rodzimej sceny muzycznej i tłumy widzów. Śledząc tegoroczną trasę festiwalu bez trudu można zauważyć, że jego organizatorzy nader chętnie stawiają plenerową scenę, na której występują muzycy, w miejscach nietypowych, niecodziennych, pozwalających zbudować ciepły klimat, a jednocześnie - łatwo dostępnych dla tłumów widzów.


Miejskie Granie przy klubie Plażowa w Warszawie / Fot. Złe Misie Entertainment

Towarzyski i kulturalny rozkwit przestrzeni miejskiej w polskich miastach to świetny dowód na to, że oddolne inicjatywy procentują w przyszłości. Patrz cykl darmowych imprez Miejskie Granie firmowany przez Żywiec oraz jego flagowe wydarzenie: Męskie Granie. Poza głównymi koncertami, organizowanych w ramach letniej trasy koncertowej Męskiego Grania, odbywa się szereg mniejszych koncertów otwartych dla publiczności. Gdzie? W tym roku we Wrocławiu, Poznaniu i w Warszawie. Z letniego ożywienia bulwarów wiślanych w tej ostatniej skorzystali sponsorzy, miasto, publiczność oraz artyści - na scenie zagrali m.in. Smolik & Kev Fox, Pink Freud, Bokka i Natalia Przybysz.

Męskie Granie to już inna historia, sporej części publiczności doskonale już znana. We Wrocławiu koncerty gwiazd odbyły się na terenie słynnej multimedialnej fontanny miejskiej, w Chorzowie - w Rosarium, będącego częścią Parku Śląskiego, w Poznaniu - na Malcie, w stolicy zaś będzie można ich posłuchać w Forcie Bema. Wniosek? Organizatorzy tego przedsięwzięcia bardzo wyraźnie wzięli sobie do serca wszystkie zmiany, które w ostatnim czasie nastąpiły w podejściu mieszkańców wielkich miast do kultury. I nauczyli się bardzo skutecznie z nich korzystać.

Więcej o: