Michelle Obama: Za dużo jest stolików na świecie, przy których siedzą sami mężczyźni [RELACJA Z SXSW]

- Nie, na pewno nie będę chciała zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych - powiedziała Michelle Obama na zakończenie panelu. Przez cały budynek Austin Convention Center przeszedł bardzo głośny jęk zawodu.
To, co wydarzyło się na konferencji South By South West w środę rano było równie bezprecedensowe jak piątkowa wizyta prezydenta Baracka Obamy. I w jakiś sposób znakomicie ją uzupełniało: gościem specjalnym imprezy, uczestniczką panelu poświęconego społecznej aktywności kobiet i zwiększania ich szans edukacyjnych, była Pierwsza Dama, Michelle Obama.

Spotkanie - w sposób bardzo swobodny i zabawny - prowadziła raperka, aktorka i aktywistka Queen Latifah, a jego uczestniczkami były artystki znane z podejmowania w swojej twórczości tematów społecznych i politycznych, m.in.: Dianne Warren i Missy Elliot.

Pomóc móc się uczyć

Jednym z głównych tematów spotkania była inicjatywa "Let Girls Learn", podjęta przez Obamę w tamtym roku. Chodzi o wspieranie najróżniejszych projektów, za sprawą których dziewczęta na całym świecie, pozbawione z rożnych powodów dostępu do edukacji - ocenia się ich ilość na 62 miliony - będą mogły się uczyć.

- Każdy może się przyczynić do sukcesu tej akcji - mówiła Obama. - Chcemy zaktywizować jak najwięcej osób, wtedy w masie będzie siła i nawet jeśli każdy ofiaruje choćby drobną sumę, efekty mogą być imponujące. Już docierają do mnie opowieści o drobnych sukcesach, które mogą się przerodzić w wielki sukces - ktoś napisał, że namówił grupę swoich znajomych na rezygnację z jednej kawy dziennie i wpłacanie równowartości jej ceny na konto akcji. Dla jednych to tylko kilka dolarów dziennie, ale dla innych może to oznaczać, ze w ich miejscowości zostanie zbudowana szkoła, do której wcześniej musieli chodzić kilometrami.


Sophia Bush i Michelle Obama, fot. Rich Fury/Invision/AP

Co dalej, pani Obama

Podczas dyskusji żona prezydenta odpowiadała także na pytania nie związane do końca z proedukacyjną inicjatywą, ale ze swoją przyszłością. Obama kończy przecież właśnie pełnienie roli Pierwszej Damy i nie ujawniała wcześniej swoich dalszych planów. Queen Latifah, znana z ciętego języka i bezkompromisowości zapytała wprost: czy myśli o kandydowaniu na fotel prezydenta.

- Nie, na pewno nie - odpowiedziała Obama bez śladu wahania w głosie, wywołując głośny jęk zawodu w Austin Convention Center. - Kiedy zajmuje się jakiekolwiek publiczne stanowisko, trzeba kochać ludzi. Nie da się inaczej dobrze wykonywać swoich obowiązków. A ja kocham ludzi. I teraz, kiedy mam tyle zajęć, bardzo brakuje mi kontaktu z nimi. Dlatego czekam niecierpliwie, kiedy znów będę miała na to czas. Najpierw zajmę się tymi dwiema dziewczętami, które czekają na mnie w domu, a potem - innymi dziewczętami w różnych miejscach na świecie.

Kto siedzi przy stole

Choć spotkanie dotyczyło przede wszystkim spraw kobiet, jego bohaterki bardzo jasno mówiły o tym, ze nie można o ich problemach mówić bez udziału mężczyzn.

- Chciałam wyrazić wielki szacunek dla wszystkich mężczyzn, którzy popierają prawa kobiet - mówiła Bush. - Tym, którzy pytają mnie, jak pomagać kobietom w walce o ich prawa, a często słyszę takie pytania, odpowiadam zawsze: słuchajcie kobiet. One powiedzą wam, czego potrzebują. Może nie zawsze wprost, może nie od razu, ale słuchajcie ich uważnie i cierpliwie, a na pewno dowiecie się, co możecie dla nich zrobić.


Sophia Bush, fot. Rich Fury/Invision/AP

- Mam jeszcze jedną prostą radę dla mężczyzn - dodała Obama. - Niezależnie od tego, przy jakim stole siedzicie, rozejrzyjcie się dookoła i odpowiedzcie sobie na pytanie, czy jest przy nim wystarczająco dużo kobiet, czy panuje przy nim wystarczające zróżnicowanie płciowe, rasowe i inne. Za dużo jest stolików w tym kraju i na całym świecie, przy których siedzą sami mężczyźni. To na pewno trzeba zmienić, tak świat nie może działać, to nie jest w żaden sposób sprawiedliwe.

Śpiewając w tonacji życia

Choć rozmowa dotyczyła poważnych spraw i mocnych tematów, nie zabrakło w niej oczywiście miejsca na kwestie dużo bardziej przyziemne. Spore emocje wywołało pytanie, zadane przez jedną z dziewcząt, siedzących na widowni: poprosiła panelistki o wskazanie płyt, które miały w ich życiu największe znaczenie.

- Mój dziadek, stolarz, był wielkim miłośnikiem muzyki, zwłaszcza jazzu - wspominała Obama. - Miał wielką kolekcję płyt. To właśnie u niego w domu po raz pierwszy słuchałam piosenek, które potem kształtowały moją wrażliwość. Pierwszą płytą, którą od niego dostałam, był album "Talking Book" Steviego Wondera. To była płyta, w której zakochałam się natychmiast i słuchałam jej niemal bez przerwy. Potem dołączył do niej inny album Wondera: "Songs In The Key Of Life" - znałam ją na pamięć. Te płyty trafiały idealnie w moje emocje, w to co wtedy czułam.