Takie pojazdy już dawno pojawiał się w literaturze science fiction. Podróż bez kierowcy będzie możliwa? [relacja z SXSW]

Jeżdżą bezpieczniej, nie powodują korków i wypadków. Samochody bez kierowców już można spotkać na ulicach. Na razie - tylko wersje testowe.
Jednym z najgorętszych tematów tegorocznej konferencji South By South West, a dokładniej - jej części nazwanej Interactive, poświęconej nowym technologiom, były automatyczne samochody, pojazdy, które mogą poruszać się bez kierowców.

Na ich temat wypowiadali się w Austin inżynierowie, informatycy, urbaniści i kulturoznawcy, badając to zagadnienie z rożnych stron i próbując odpowiedzieć na najważniejsze pytania, jakie się z nim wiążą: jak tego typu pojazdy zmienią ludzkie przyzwyczajenia i styl życia, jak wpłyną na rozwój miast i masowej komunikacji.

Wraki na pustyni

Jedną z najważniejszych postaci, które zabrały głos w tej toczącej się przez kilka festiwalowe dni debacie, był Chris Urmson, przedstawiciel Google Self-Driving Car Project, finansowanego przez firmę Google przedsięwzięcia, które przyniosło dziś najbardziej zaawansowany projekt samochodu bez kierowcy.



Opowiadał o tym, że pomysł tego typu pojazdów już dawno pojawiał się w literaturze science fiction i naukowych wizjach futurologicznych - na dowód pokazał ilustrację prasową z 1956 roku, przedstawiająca rodzinę podróżującą samochodem, który porusza się bez ludzkiej kontroli. Uśmiechy słuchaczy skwitował krótko: ta wizja jest już bardzo bliska rzeczywistości.

Urmson opowiadał o trudnych początkach projektu: licznych prototypach rozbitych na pustynnych bezdrożach Kalifornii i Nevady podczas Konkursu DARPA Grand Challenge, ogłoszonego kilka lat temu przez Departament Obrony. Zwycięzca jego pierwszej edycji zdołał przejechać zaledwie 15 kilometrów. Początki nowej ery motoryzacji nie wyglądały więc różowo.

Z opuszczonej bazy do osiedla na przedmieściach

Kolejnym krokiem były testy najlepszych prototypów w warunkach zbliżonych do miejskich: w opuszczonej bazie wojskowej symulowano zwykły ruch uliczny i badano, jak samochody bez kierowców radzą sobie na skrzyżowaniach zatłoczonych autami, zarówno tymi kierowanymi przez ludzi, jak i zautomatyzowanymi. Radziły sobie całkiem nieźle. A więc kolejnym etapem było dopuszczenie ich do testów na prawdziwych ulicach.

- Zaczęliśmy testy od autostrad - relacjonował Urmson. - Potem przechodziliśmy na coraz mniejsze drogi, dochodząc koniec końców do małych ulic na przedmieściach. To było szczególne wyzwanie, bo przecież po nich chodzą ludzie, dzieci jeżdżą rowerami, bo przecież tam odbywa się nasze codzienne życie. Nasze samochody doskonale sobie poradziły w tych warunkach.

Po pierwsze: bezpieczeństwo

Urmson zwierzał się, że nieustannie musi odpowiadać na pytanie o sens tych wszystkich wysiłków. Mówił, że ma kilka mocnych argumentów za samochodami bez kierowców.

- Pierwszy to bezpieczeństwo - mówił. - W samych Stanach Zjednoczonych dziesiątki tysięcy osób ginie rocznie w wypadkach ulicznych. To mniej więcej tyle, jakby przez cały rok, przez pięć dni każdego tygodnia spadał na ziemię potężny pasażerski samolot odrzutowy. Nigdy w życiu nie zgodzilibyśmy się na coś takiego. Dlaczego więc godzimy się na tak fatalny stan bezpieczeństwa na drogach? Badania wykazują, że samochody bez kierowców znacznie poprawią statystyki wypadków.

Jeden z uczestników testów naszych automatycznych pojazdów, wrócił do nas załamany: "Zrozumiałem, że jestem fatalnym kierowcą. Co więcej: okazało się, że wszyscy dookoła są równie fatalnymi kierowcami". Nasze samochody nie robią błędów. Nasze samochody, nie boję się tego powiedzieć głośno, jeżdżą o wiele bezpieczniej niż te, kierowane przez ludzi. Ludzie za kierownica robią często rzeczy, które sprawiają, że ocierają się o śmierć. I nie mówię tu bynajmniej o jakichś niezwykłych sytuacjach. Mówię o sprawach, które zdarzają się na co dzień, które mogą się przytrafić każdemu - np. szukanie przez kierowcę podczas jazdy ładowarki w torbie na tylnym siedzeniu, bo bateria w smartfonie się wyczerpała.



Samochody dla niewidomych

Drugi powód to według Urnsona korki. Amerykanie marnują w nich codziennie niewyobrażalną ilość czasu. Zautomatyzowany ruch uliczny znacznie usprawni płynność przemieszczania się i w skali całych Stanów, nie mówiąc już o skali globalnej, pozwoli oszczędzić całe dekady spędzane na zatłoczonych ulicach. Trzecia rzecz to umożliwienie użytkowania samochodów ludziom, którzy dziś nie mają takich możliwości: osobom starszym, niepełnosprawnym ruchowo, niewidomym. Możliwość przemieszczania się bez pomocy znacznie zwiększy ich samodzielność.

- Jednym z ważnym wyzwań była odpowiedz na pytanie, jak powinien wyglądać taki samochód - opowiadał Urmson. - Projektując wnętrze musieliśmy odrzucić wiele z dotychczasowych doświadczeń i przełamać mnóstwo stereotypów, które mieliśmy w głowach: "zaraz, przecież pod nogami nie będzie pedałów". W skrócie rzecz ujmując, mogliśmy pozwolić sobie na poważne uproszczenie wnętrza, nie potrzeba w nim przewidywać miejsca na wiele urządzeń służących do kierowania autem.

Jak naprawdę działają automatyczne samochody?

Urmson opowiadał też o tym, jak tak naprawdę działają automatyczne samochody, jak to możliwe, że radzą sobie na ulicach w prawdziwym ruchu.

- Są dwa klucze do funkcjonowania tego typu aut w praktyce - mówił. - Po pierwsze: niezliczona ilość czujników zainstalowanych w samochodzie, po drugie: komunikacja między poszczególnymi pojazdami. Te pierwsze pozwalają dokładnie oceniać sytuację na drodze, ta druga pozwala na wymianę informacji. Bardzo ważnym zadaniem było "nauczenie" samochodu wszystkich sytuacji, które mogą się pojawić na drodze: od typowych, takich jak mijanie innych pojazdów i reagowanie na sygnalizacje świetlna, po zupełnie niecodzienne: zablokowane pasy ruchu czy rozłożone przez robotników na drodze worki z piaskiem. Szczytem zaskoczenia była chyba sytuacja, w której po wyjeździe z zakrętu jeden z naszych samochodów natknął się na... starszą kobietę na elektrycznym wózku inwalidzkim, goniącą po ulicy kaczkę. Samochód znakomicie sobie poradził. Pewnie dlatego, że mamy specjalny zespół, który zajmuje się właśnie programowaniem reakcji samochodu na nietypowe sytuacje.

Ważnym elementem tej "nauki" było rozpoznawanie różnych uczestników ruchu i wykazanie różnic między ich zachowaniami. Dzięki temu samochody "wiedzą", że inaczej trzeba reagować na ciężarówki, inaczej na autobusy, taksówki czy rowerzystów.