Steve Reich na żywo i na taśmach

Rytmiczna orgia, zapętlenia i wprowadzające w szalony trans powtarzane w nieskończoność frazy to główne cechy dzieł amerykańskiego minimalisty Steve'a Reicha. W nowohuckim teatrze Łaźnia Nowa odbył się kolejny maraton z jego muzyką.
Na ten kompozytorski pomysł Steve Reich wpadł przez przypadek. Nagrany wcześniej materiał dźwiękowy z ulicy chciał odsłuchać z dwóch magnetofonów jednocześnie. To miało być coś na kształt podwójnego stereo. Sprzęt, na którym postanowił go odtworzyć, był jednak stary, mocno zużyty i nie działał najlepiej. Jeden magnetofon grał więc wolniej od drugiego. - I właśnie to było odkrycie! Tak wpadłem na technikę przesunięcia fazowego - wspomina kompozytor.

Jak w praktyce wygląda muzyczne fazowanie? Biorąc za podstawę jeden, dwa, czasem więcej motywów, Reich daje je do wykonania na przykład dwóm pianistom. Zaczynają grać razem, równo, powtarzając kilkanaście razy jednakową frazę. Chwilę później jeden z pianistów zaczyna grać nieco szybciej, wychodząc z "fazy", podczas gdy drugi w kółko powtarza swoją partię w niezmienionym tempie. Po kilkunastu kolejnych przesunięciach, powodujących wrażenie muzycznego chaosu, spotkają się wreszcie w finale.

Czysto teoretyczne wyjaśnienie tej oryginalnej techniki brzmi sucho i nieciekawie. Ale kiedy napisaną według tych zasad kompozycję można usłyszeć, a na dodatek zobaczyć na żywo, wrażenia są niepowtarzalne.

Tak było podczas czwartkowego wieczoru w Łaźni Nowej, gdzie utwory Reicha wykonywał współpracujący z nim od lat znakomity amerykański zespół Bang on a Can All-Stars. Owacje wzbudził utwór "Video Phase", składający się z nagranego na taśmę wideo popisu perkusisty Davida Cossina oraz drugiej partii wykonywanej przez tego samego artystę, ale występującego na żywo. "Żywy" stanął tuż za ekranem, w ten sposób, że zza obrazu grającego na nagraniu muzyka przebijały się tylko podświetlone na czerwono ręce drugiego. Wystukując pulsujące frazy równo, ręce obu perkusistów pokrywały się ze sobą, w chwili przyspieszenia (przesunięcia fazowego) zaczynały się rozmijać, w efekcie czego widzieliśmy postać o czterech rękach. Oparta na jednostajnym schemacie rytmicznym i pięciu czy sześciu dźwiękach kompozycja wprowadzała w trans, połączona zaś z kapitalnym, choć ascetycznym obrazem okazała się szaloną muzyczną orgią.

Technikę muzycznego fazowania Reich zastosował także w brawurowo wykonanym tego wieczoru "Double Sextet", za który w 2009 roku otrzymał Nagrodę Pulitzera. Chwilę później usłyszeliśmy "New York Counterpoint", w którym kompozytor w sposób genialny wykorzystał dźwiękowy sampling i zapętlenia.

Utwór napisany jest na klarnet i taśmę z nagraniem 11 klarnetów. Rozpoczynają go dźwięki z taśmy, do których po chwili dołącza żywy instrumentalista. Ich frazy nakładają się na siebie, wymieniają, zderzają, zazębiają, a czasem zupełnie milkną, tworząc niebywałą, symfoniczną wręcz feerię barw. Interpretujący w sposób wirtuozowski partię solową Evan Ziporyn pokazał ponadto, że dla sprawnego instrumentalisty dzieło Reicha może być także dobrą zabawą.

Finałowym fajerwerkiem okazał się najnowszy w programie czwartkowego koncertu utwór Reicha "2x5" (z 2008 roku) o iście rockowej proweniencji, bo napisany na dwie gitary elektryczne, gitarę basową, perkusję i fortepian. Członkowie Bang on a Can All-Stars po raz kolejny udowodnili, że nawet najbardziej skomplikowane kompozycje nowojorskiego twórcy nie są wyzwaniem ponad siły. A to - jak przyznał sam autor - zdarzało się jeszcze kilkanaście lat temu klasycznie wykształconym muzykom.

Na tym tle prezentowany na samym początku utwór "Clapping Music" dla dwóch klaszczących muzyków zabrzmiał niczym żart. I pewnie nie wzbudziłby tak pozytywnych reakcji, gdyby jednym z wykonawców nie był sam Reich.