"Pijaństwo? W Polsce wszędzie się pije, nawet w kawiarni sejmowej. Dlaczego ludzie nie mieliby się poluzować?" [WOODSTOCK]

- Z jednej strony masa zbliżająca się do pół miliona osób, a z drugiej przyjaźń, pokojowa atmosfera, wszyscy dzielą się piwem - wspomina Spięty z Lao Che. - Goście z wydrążonymi arbuzami na głowie, przepaski na biodrach - w Polsce to może się zdarzyć tylko w tym miejscu - dodaje Glaca. Ile osób, tyle opinii na temat Przystanku Woodstock. My postanowiliśmy zapytać tych, którzy byli na pierwszej linii frontu - o festiwalu opowiadają m.in. Krzysztof Skiba, Paprodziad i Tomasz Grochola.

[Fot. Marzena Hmielewicz / Agencja Gazeta]

E - jak endorfiny na Woodstocku

* mówi Spięty z Lao Che

Nasz pierwszy Przystanek Woodstock to 2005 r. Wtedy wydaliśmy płytę o powstaniu warszawskim, przyjechaliśmy do Kostrzyna i to był nasz pierwszy tak duży występ z tym materiałem.

Zobacz FUGAZI FESTiwal. Mega przegląd polskiej muzyki rockowej i największy festiwal dla młodych kapel.REKORD ŚWIATA NA NAJDŁUŻSZY KONCERT (400 godzin NON STOP)!

Nasze pierwsze wrażenie? Średnie, żeby nie powiedzieć wstrząsające. Pomyliliśmy wjazdy i jechaliśmy do sceny przez tłum ludzi. Alkohol, masa ludzi, walające się tu i ówdzie trupy po imprezowej nocy. Ale posłuchaliśmy kapel i okazało się, że jest fajna komitywa, hipisowski klimat, nikt nikogo nie zaczepia. Z jednej strony masa zbliżająca się do pół miliona osób, a z drugiej przyjaźń, pokojowa atmosfera, wszyscy dzielą się piwem.



Na pewno to osoba Jurka Owsiaka spowodowała, że tam stworzył się ten ferment pozytywny. Wiem, że to jest wyświechtane słowo, dzisiaj każdy chce być pozytywny, ale zazwyczaj, za przeproszeniem, gówno z tego wychodzi. Tam muszą wyzwalać się jakieś endorfiny, ludzie siebie łakną, jest im dobrze. Tak, to doświadczenie było magiczne.


[Fot. ArmadaPixels / mat. prasowe]

R - jak republika wolnościowa

* mówi Krzysztof Skiba, Big Cyc

Dla mnie festiwal fenomen - już jego rozmiary są tak gigantyczne, że Przystanek bije na głowę wszystkie pozostałe imprezy w Polsce i chyba w Europie. Poza tym tak naprawdę, mam takie wrażenie, tam nie do końca chodzi o muzykę. Muzyka oczywiście jest ważna, bardzo ważna, ale ważniejsza jest sama atmosfera, radość z obcowania z podobnymi sobie.

Żyjemy w czasach, w których wielcy filozofowie snują teorie o samotności w tłumie. Niby otaczają nas telewizory, telefony komórkowe, internet, to gdzieś jednak tych ludzi samotnych nie brakuje - to właśnie o nich pisali piosenki od Beatlesów po zespoły metalowe.

Tymczasem tutaj rodzi się rodzaj specyficznej wspólnoty. Najważniejsze jest to, że ludzie przyjeżdżają na ten festiwal, żeby pobyć razem. Na innych festiwalach przyjeżdża się na gwiazdy, na tych wszystkich amerykańskich wykonawców, którzy posprzedawali miliony płyt, śpią na forsie, nawet nie chce im się grać, ale ponieważ potrzebują kolejnych milionów na operacje plastyczne, diety i kuracje antyalkoholowe, to grają w takich krajach, jak Polska. Jakie te imprezy by nie były - bo to mogą być w końcu świetne koncerty - tam nie ma tej atmosfery. Tu rodzi się rodzaj jakiejś republiki wolnościowej, a to element na każdym festiwalu bardzo istotny.

Zobacz FUGAZI FESTiwal. Mega przegląd polskiej muzyki rockowej i największy festiwal dla młodych kapel.REKORD ŚWIATA NA NAJDŁUŻSZY KONCERT (400 godzin NON STOP)!

Nawet jakbyśmy mówili, że to tylko wakacyjna historia, krótka przygoda, to jednak przez te parę dni ludzie są razem i może nawet dzięki temu stają się lepsi, może coś zrozumieją, może staną się bardziej wrażliwi. A pewnie część tylko się wyżyje, zresetuje i nie będzie to dla nich aż tak głębokie przeżycie.


[Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta]

B - jak brak dyktatu sponsorów

* mówi Maciej Kurowicki z zespołu Hurt

Niewiele jest takich miejsc w naszym świecie, które prowadzą nie do kolejnej galerii handlowej, tylko do przestrzeni wolności i fajnej kreacji między ludźmi. I taki jest Przystanek Woodstock. Graliśmy na jego pierwszej edycji i chyba nikt nie był w stanie wtedy przewidzieć, do jakich rozmiarów się rozrośnie. Ale wydaje mi się, że jego duch od tamtego czasu - od 1995 r. - do dzisiaj wcale się nie zmienił.

Największą zaletą Przystanku jest to, że to chyba jedyna w Europie impreza organizowana na tak wielką skalę, która nie jest podporządkowana żadnemu formatowi. Tu nie ma dyktatu sponsorów, rozliczania organizatorów z konkretnego profilu - ta impreza wciąż jest takim chowem ekologicznym na poziomie intelektualnym dla całego pokolenia młodych ludzi. Spontaniczne bycie razem tutaj jest najważniejsze i to ono zaszczepia taką naturalność w kontaktach na całe życie. To jest dokładna odwrotność tego, czego potem ludzie uczą się w korporacjach i w schemacie korporacyjnego myślenia.


[Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta]

W - jak woodstockowi wariaci

* mówi Paprodziad z zespołów Łąki Łan i Diady Kazimierskie

Jak tam pierwszy raz pojechałem, to byłem w ciężkim szoku. Zobaczyłem tę całą masę ludzi i poczułem się jak na innej planecie. Przystanek Woodstock to takie miejsce, gdzie nagle człowiek znajduje się w innej rzeczywistości. Rozumiem, że niektórzy narzekają na pijaństwo, ale z drugiej strony w Polsce i tak wszędzie się pije, nawet w kawiarni sejmowej się imprezuje, więc czemu na Woodstocku fajni ludzie nie mieliby się poluzować?

No i ten bardzo fajny klimat - ludzie siedzący na wersalkach na dachach samochodów, młodzi, starzy, całe rodziny... Kiedyś syn mojego przyjaciela oglądał na YouTubie filmik z 10 największymi woodstockowymi wariatami. Kiedy doszedł do 1. miejsca, do pokoju wszedł jego ojciec i woła: - Oooo, to mój kolega!



No i dobrze, że takie rzeczy się dzieją. Muszą się gdzieś dziać, a pamiętajmy, że nie w każdym miejscu na świecie byłoby to do pomyślenia. Aha, i proszę polubić na Facebooku zespół Dziady Kazimierskie!


[Fot. Tomasz Kowalewicz / Agencja Gazeta]

M - jak możesz tu wszystko

*mówi Glaca, wokalista My Riot i Sweet Noise

Przede wszystkim uważam, że ten festiwal współtworzą razem z Jurkiem po pierwsze wolontariusze i ludzie zaangażowani w WOŚP, zjeżdżający tutaj w liczbie wielu tysięcy, po drugie atmosfera, która tam panuje - atmosfera pokoju, miłości i takiego luzu, że tak naprawdę można wszystko, że każdy z nas może być kimkolwiek. Widziałem tam przeróżne historie i wcielenia, które na co dzień w Polsce pewnie byłyby wyśmiewane, nietolerowane, których na ulicach nie widzimy. Tam to wszystko jest zupełnie na miejscu i co więcej, ta atmosfera jest tak zaraźliwa, że nawet jednostki, które na co dzień być może uchodziłyby za agresywne, tam na tyle absorbują i wpasowują się w tę atmosferę, że stają się częścią tego jednego organizmu.

Co mnie urzekło i spowodowało, że jestem ambasadorem tego festiwalu, to przede wszystkim ludzie. Owszem, organizacja, ta potężna scena, na której może zamontować się zespół pokroju The Prodigy, skala - to wszystko robi wrażenie, ale to ludzie są najważniejsi i to jest ich festiwal.

Tutaj możesz chodzić o każdej porze dnia i nocy sam, z dziewczyną, z kolegami, w jakimkolwiek stanie i nic ci się nie stanie. Goście z wydrążonymi arbuzami na głowie zamiast czapek, przepaski na biodrach - według mnie, to się może zdarzyć w Polsce tylko w tym miejscu. I najlepsze jest to, że to promieniuje. Ci ludzie zabierają później tę atmosferę ze sobą, w jakiś sposób otwierają się na inność.




[Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta]

T - jak ten nieprzebrany tłum pod sceną

* mówi Tomasz Grochola, Agressiva 69

Niesamowite przeżycie stanąć na scenie i nie móc dostrzec końca publiczności. To są właśnie te niezapomniane chwile, niezapomniane też dlatego, że zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci, a od tego skrzydła rosną.

Fajnie, że cos takiego się odbywa, fajnie że Owsiak ma taką ekipę, która go wspomaga i fajnie, że niektóre zespoły mogą się tam pojawić. Oczywiście, na festiwale nie jeździ się tylko dla muzyki, tylko dla samej atmosfery. I nie widzę w tym nic złego. Ludzie chcą się zabawić, Love Parade w Berlinie polegało na tym samym, tutaj mamy co innego - wielki rockowy festiwal. Trzeba odreagować, pobawić się, ale jeśli wszystko jest w należytym porządku i nic nikomu złego się nie dzieje, to takie inicjatywy mają moje pełne poparcie.



Moje marzenie? Underworld na Przystanku Woodstock - uważam, że to byłoby niesamowite przeżycie. Pasują maksymalnie do tej imprezy, taneczne, ale wciąż alternatywne rytmy i ta rzesza ludzi. To mogłoby być wydarzenie. Agressiva 69 chętnie jeszcze zagra na Przystanku. Co prawda jesteśmy coraz starsi, ale Owsiak zapowiada, że będzie działał do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej, to może jeszcze się załapiemy.


[Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta]

O - jak okulary Ray-Bana

* mówi Łukasz Cegliński z Happysad

Przez długie lata jakoś nasze ścieżki nie krzyżowały się z Woodstockiem, nie licząc naszych żon, które opowiadały, że super impreza i byłoby fajnie, gdybyśmy tam kiedyś zagrali. No i zagraliśmy. I zobaczyliśmy przede wszystkim świetną organizację. Przy takim line-upie, przy tak różnych zespołach, tak wielkiej scenie, to jest coś naprawdę imponującego.

Ale mnie osobiście wzrusza jedność i to zarówno jedność ludzi pod scena, którzy sobie pomagają, noszą na rękach, ale też ten element solidarności, łączenia się przy muzyce. Na Woodstock nie jedzie się polansować, to się dzieje raczej na festiwalach, które kosztują po pięć stów. One też są OK, natomiast idea tego całego hipisowania, dzielenia się radością z przeżywania muzyki, z obcowania z drugim człowiekiem najbardziej widoczna jest na Woodstocku.

Komercja na Przystanku Woodstock? Szczerze powiem, że ja tego nie odczułem. Ja nie oczekuję od festiwali, żeby były nośnikami jakichś idei. Na festiwale jeżdżę słuchać muzyki i spotykać się z ludźmi. Jeśli gdzieś jeszcze dziś można szukać "spuścizny po Jarocinie", to właśnie na Przystanku Woodstock. Bo tu nikt się nie przejmuje, czy ma okulary Ray-Bana albo buty Pumy.