Roisin Murphy: Jeśli pop nie będzie przekraczał granic, to umrze

Roisin Murphy zadebiutowała w 1995 r. albumem "Do You Like My Tight Sweater?", który stworzyła z Markiem Brydonem w ramach duetu Moloko. Po trzech płytach i rozpadzie ich związku, Irlandka rozpoczęła solową karierę i niechętnie wraca dziś do tamtych czasów. Solowym debiutem była "Ruby Blue" z 2005 r. Dwa lata później pojawiła się przebojowa "Overpowered". Dopiero w tym roku fani doczekali się trzeciego LP wokalistki, "Hairless Toys" (w Polsce wydanej przez Mystic Production). Z Roisin Murphy rozmawiałem tuż przed jej piątkowym występem w ramach dziesiątej edycji płockiego festiwalu Audioriver.
Marek Kuprowski: Czym są "bezwłose zabawki"?

- To maleńkie nanoroboty, które... [Roisin wybucha śmiechem]

Dziękuję bardzo za rozmowę, właśnie na to liczyłem.

- No dobrze, ale tak naprawdę... Chcesz mi powiedzieć, że nie znasz jeszcze tej historii?

No tak, coś słyszałem, ale może uświadommy wszystkich czytelników?

- To wynikło z nieporozumienia. Eddie Stevens [producent] myślał, że śpiewam "hairless toys" [bezwłose zabawki], podczas gdy tekst brzmiał "careless talk" [beztroska gadka]. Uznałam, że to zabawne i tak już zostało.

Ale na płycie masz piosenkę pod tytułem "Hairless Toys"...

- Tak, bo nie mieliśmy dla niej tytułu, a jakoś trzeba było ją nazwać. Eddie zaproponował więc, żeby dostała właśnie ten tytuł.

W porządku, zapewne powtarzasz tę opowieść od miesięcy i masz jej już dość. To może sama powiedz, o czym chcesz dzisiaj porozmawiać? Może jest coś, o czym od dawna chcesz opowiedzieć?

- To kolejna rzecz, której nie umiałabym robić. Nie wiedziałabym chyba, o co pytać. Jestem kretynką, potrafię tylko odpowiadać. Nie umiem zadawać pytań. Po prostu, ta historia z nazwą mojego albumu przypomina mi czasy "Do You Like My Tight Sweater?", kiedy nie było wywiadu, w którym nie pojawiłoby się pytanie: "Skąd wziął się ten tytuł?".

Miałem nie pytać o Moloko, ale skoro sama zagaiłaś - co czujesz, gdy ktoś z tłumu krzyczy: zaśpiewaj "Sing It Back"!*

- Gdy śpiewam, to raczej nie docierają do mnie żadne krzyki, ale mam świadomość, że jeśli niektórzy na koncercie nie słyszą hitu za hitem, to nie potrafią skoncentrować się na jakiejś piosence, którą znają albo lubią mniej. Zdecydowana większość mojej publiki to jednak bardzo inteligentni ludzie, którzy cieszą się moim show. To przecież wielkie show! Może nawet nie jest najważniejsze, jaki kawałek akurat gram. Teraz muszę robić koncerty dla "Hairless Toys", nie mogę grać jakichś koncertów z przeszłości. Nie mogę znowu grać "Overpowered", nie mogę grać, jak gdybyśmy mieli czasy Moloko. Mogę tylko zaadaptować się do obecnych czasów.

Może pewnego dnia zagram jakąś retrospektywę, na której zaśpiewam to, czego wszyscy się domagają, ale to nie jest ten czas. Teraz jest era "Hairless Toys" i muszę dawać świadectwo tej erze. Jeśli nie jesteś w stanie się z tym pogodzić, to pewnie nie jestem artystką dla ciebie.



Czy nie jest ci gorąco w tych szalonych kostiumach?

- Och, bywa gorąco. Ale ja się łatwo nie pocę, więc nie stanowi to wielkiego problemu.

A skąd bierzesz pomysły na te wszystkie stroje? Jeśli chodzi o mnie, to nie wiem czy nie podobają mi się nawet bardziej od twojej muzyki. Są niesamowite. Nie myślałaś o tym, żeby, sam nie wiem... razem z Guillermo del Toro zrobić "Labirynt fauna 2"?

- Pomysły czerpię, skąd się da. Przychodzą do mnie absolutnie zewsząd. Jeśli chodzi o "Hairless Toys", to ta kobieta, która jest bohaterką albumu, wywodzi się z jakiejś historycznej przestrzeni - nie pochodzi stąd i nie pochodzi z teraz - to jakieś ponadczasowe miejsce, nie wiemy, czy to lata 60., 70. albo 80. Jest też zaprzeczeniem rock and rolla - bo i ja kontestuję go obecnie w sztuce wizualnej - więc nosi szaliczki, torebkę i próbuje "odzyskać" te rzeczy dla teraźniejszości. Wszystkie te kobiece rzeczy. Obecnie w kulturze jest tego strasznie mało. Wszystko stało się takie... matołkowate i nastoletnie. Moda też poszła w tym kierunku, cała kultura skręciła w stronę nastolatków. Chciałabym przypomnieć o prawdziwej KOBIECOŚCI niektórych elementów. Biorę więc te symbole, lekko skruszam je tymi szalonymi maskami, zaprojektowanymi przez mojego przyjaciela i opowiadam pewną historię. Nie wiem, skąd to wszystko się wzięło ani dokąd zmierza. Po prostu z tym płynę.

Powiedziałaś niedawno, że nikomu nie jesteś winna kolejnego popowego albumu. Naprawdę tak uważasz?

- Oczywiście! Jestem artystką. Muszę robić to, co podoba się mnie. Inaczej nie robiłabym niczego. Nie mogłabym tworzyć w sposób cyniczny. Od zawsze poszukuję. Nigdy nie robiłam niczego innego. I nigdy nie będę działać inaczej.

To jeszcze jeden cytat. Powiedziałaś, że jeśli pop ma pozostać żywy, to bez przerwy musi przekraczać granice i robić coś nowatorskiego. Ale czy to nie jest poniekąd... antyteza popu? To przecież coś, co powinno być bezpieczne, znajome, oswojone. Inaczej będziemy się z nim źle czuć i jego popularność osłabnie.

- Uważam, że jeśli pop nie będzie przekraczał granic, to umrze. Nie przetrwa kolejnych stuleci. Będziemy kojarzyć go jako fenomen z XX w. i początków XXI wieku. Ale potem wyparuje. Przecież pop narodził się właśnie dlatego, że ktoś zaczął przekraczać pewne granice. Tworzyć go zaczęli ludzie, którzy nie znaleźli innej strefy, w jakiej potrafiliby wyrazić siebie. Na początku, często, była to rzecz outsiderów. To fakt. A czy ja jestem artystką pop, czy ty jesteś artystą pop, czy ktokolwiek nim jest - to nieważne. Ważne, że pop umrze, jeśli nie będzie się zmieniać. Muzyka pójdzie w jakimś innym kierunku. Nie wolno zapominać, że przemysł nagraniowy ma nie więcej, niż sto lat. To bardzo mało czasu, jeśli spojrzeć na całą cywilizację.

Ostatni album zrobiłaś sama, bez pomocy wielkiej wytwórni. A nie myślałaś o tym, żeby pójść na Kickstarter? To przecież coraz bardziej popularne. No i można poprawić sobie nastrój: ludzie rzucają we mnie kasą, to chyba znaczy, że mnie kochają!

- Nawet tego nie rozważałam. Zrobiłam taką płytę, jaką chciałam zrobić. Mogłam ją zrobić tylko w taki sposób. Nie twierdzę, że Kickstarter nie działa, innym artystom na pewno taki model pasuje, ale... co ja miałabym finansować? Musiałabym zacząć się zastanawiać, może też czuć odpowiedzialność za te wszystkie pieniądze, a ja chciałam zrobić dokładnie to, co zrobiłam. I tylko na własną rękę mogłam tak zrobić.

Miałam już kiedyś ludzi, którzy dawali mi pieniądze. To byli ludzie z wytwórni płytowej. Dawali pieniądze na teledyski, piękne obrazki... Ale to też są rzeczy, które wolałabym robić sama! Klipy do piosenek z najnowszej płyty nakręciłam osobiście. Jestem artystką, chcę się tym wszystkim zajmować! To niesamowite uczucie.



No to który reżyser musiałby zaproponować ci wyreżyserowanie teledysku, żebyś zrzekła się tej przyjemności?

- W tej chwili? Ale tak... teraz? Bo, wiesz, naprawdę doskonale się tym bawię! Sprawia mi to obecnie ogromną przyjemność...

Czyli nikt?

- No tak, przynajmniej jeszcze przez jakiś czas. Nie oddałabym tego absolutnie nikomu.

Wydaje mi się, że jesteś znacznie bardziej związana osobiście ze swoimi tekstami i swoją twórczością od większości artystów. Mylę się?

- Nie jestem taka pewna. Jest przecież tylu szczerych, znakomitych artystów. James Blake, którego koncert niedawno widziałam albo FKA twigs. A bohaterowie moich czasów? Wiadomo: David Bowie, David Byrne albo Funkadelic... To kamienie węgielne, które mnie ukształtowały. Na samym początku zakochałam się jednak w Sonic Youth, muzyce eksperymentalnej... To muzyka mnie stworzyła, gdy byłam nastolatką. To, że kimś w ogóle zostałam, zawdzięczam właśnie określonej muzyce. Tak, jestem dziwadłem i bardzo mnie to cieszy. Lepiej być dziwakiem, niż nim nie być. Odkryłam to w bardzo młodym wieku. Musiałam zajmować się sobą już od 15. roku życia, więc pielęgnowałam to w sobie, bo właśnie to powstrzymało mnie przed zostaniem ćpunką albo prostytutką. To dziwactwo chroniło mnie całe życie, więc teraz ja muszę chronić je.

* Murphy od dawna nie śpiewa "Sing It Back". W wywiadzie w brytyjskim programie śniadaniowym ok. 1,5 miesiąca temu została zapytana czy na nowej trasie wykonuje tę piosenkę. Odpowiedziała: "musielibyście zapłacić mi niesamowitą furę pieniędzy, żebym to zaśpiewała. Niesamowitą furę". Gdy podczas występu na Audioriver zaskoczyła wszystkich, przechodząc (o ile mnie pamięć nie myli) z "Exploitation" w lekko eksperymentalną, jakby spontaniczną wersję "Sing It Back", poczułem się, jakbym to właśnie ja ją do tego sprowokował. Bez względu na to, jak było naprawdę, zamierzam tak myśleć.

Roisin Murphy jeszcze wróci w tym roku do Polski. Artystka zagra 16 listopada w Warszawie (Torwar) oraz 17 listopada w Poznaniu (Hala nr 2 MTP). Będą to występy promujące jej nowy album "Hairless Toys".



Więcej o: