To jest wiadomość! LCD Soundystem, At The Drive-In, The Last Shadow Puppets na Open'erze

Po najnowszym ogłoszeniu już wiadomo, że gdyński festiwal w 2016 roku będzie miał najmocniejszy line-up w swojej dotychczasowej historii.
I kiedy wydawało się, że po ostatniej serii ogłoszeń, pracownicy agencji Alter Art na co najmniej kilka tygodni zaszyją się przy swoich komputerach i o Open'erze nie będzie nic słychać, nagle gruchnęła prawdziwa bomba. Mikołaj Ziółkowski wybrał się do radiowej Trójki i wymówił kilka słów, na które fani muzyki bardzo czekali. Na plakacie tegorocznego gdyńskiego festiwalu pojawiły się nazwy: LCD Soundsystem, At The Drive-In i The Last Shadow Puppets.

Po pierwsze: nowojorscy mistrzowie muzyki nie poddającej się jakimkolwiek próbom zaszufladkowania, powracający na scenę po najgłośniejszym koncercie pożegnalnym świata, który odbył się raptem nie całe pięć lat temu, po drugie: jeden z najsłynniejszych zespołów, wywodzących się ze sceny niezależnej, pierwsza ważna formacja, w której występowała popularna w Polsce za sprawą grupy The Mars Volta para: Bixler i Rodriguez, po trzecie wreszcie: solowy projekt wielkiej gwiazdy, Alexa Turnera, znanego z Arctic Monkeys.

Taki zestaw chciałby mieć u siebie na plakacie każdy z organizatorów festiwali. To dziś jedne z najwyżej notowanych zespołów na festiwalowej giełdzie nazw. Wyżej są już chyba tylko Radiohead i Arcade Fire - pierwsi zaczęli ogłaszać koncerty, choć w Polsce mają nie wystąpić - niejasne słowa Ziółkowskiego na ten temat, zaraz po jego występie w radiu, stały się zresztą przedmiotem niekończących się internetowych egzegez, drudzy mają w tym roku prawie zupełnie nie pojawić się na scenach. Ale nawet i bez nich, za sprawą choćby dwóch pierwszych z ogłoszonych dziś zespołów, Open'er staje się festiwalem z najmocniejszym programem w swojej historii i jednym z ciekawszych line-upów pośród tegorocznych imprez tego typu.

Wielozadaniowy geniusz

Nowojorska formacja LCD Soundsystem, trochę nieoczekiwanie, wyrosła dziś na jeden z najważniejszych, jak dotąd, zespołów XXI wieku. To grupa, której muzyki nie da się w żaden sposób zaklasyfikować i przyporządkować do jakiegoś gatunku. To zespół, który na nowo wyznaczał granice tego, co można i czego za nic nie można robić w muzyce - przesuwał je bezpardonowo w stronę tego, co można i udowadniał, że można wszystko, jeśli ma się talent i bezczelność. To zespół, który odkurzył wiele stylistyk i pomysłów, przekonywał, że jeśli podejdzie się do nich w odpowiedni sposób, wcale nie muszą być obciachowe czy patetyczne. To zespół, który pokazywał, że można łączyć elementy, których nikt nigdy wcześniej nie odważył się łączyć.



Spiritus movens grupy jest James Murphy, wszechstronnie uzdolniony artysta: pisze piosenki, produkuje, śpiewa, przygotowuje porywające sety DJ-skie, a od czasu do czasu pojawia się też na ekranie w filmach. Ma na dodatek absolutnie zadziwiającą charyzmę - kiedy staje na scenie można odnieść wrażenie, że marzy tylko o tym, żeby się gdzieś schować przed wzrokiem widzów, a jednocześnie panuje nad nimi z jakąś magnetyczną siłą, tak że niemal jedzą mu z ręki.

Grupa istniała przez całą pierwszą dekadę nowego wieku, nagrywając niezliczoną ilość płyt: te długogrające były tylko trzy, ale w dyskografii grupy znaleźć można mnóstwo, zdawałoby się, pobocznych wydawnictw, na których nie brakowało momentów dorównujących tym z regularnych albumów, a czasem nawet je przewyższających. Grupa już w tamtym okresie wzbudzała bardzo duże emocje - choć niekoniecznie w Polsce. Jej pierwszy koncert, na Open'erze w 2007 roku, przeszedł niemal niezauważony. I tylko po części winę można zrzucić na fakt, że grupa występowała późną nocą - był ostatni dzień festiwalu, który miał wówczas chyba swoją najchłodniejszą edycję. Temperatura podczas występu grupy nie przekraczała chyba 10 stopni.

Wszyscy wiedzieli, że to nie może być koniec

Kiedy muzycy ogłosili, że kończą działalność, mało kto chciał w to uwierzyć. Bilety na pożegnalny koncert, który został zaplanowany na 2 kwietnia 2011 roku w potężnej nowojorskiej hali koncertowej Madison Square Garden, wyprzedały się w ciągu kilku sekund, a potem, na wtórnym rynku, osiągały niebotyczne ceny.

Nieprzyzwoicie wręcz długi - czterogodzinny - występ, z gościnnymi występami takich gwiazd jak choćby muzycy grupy Arcade Fire, uznawany jest dziś za jeden z najważniejszych dotychczasowych koncertów tego wieku. Doczekał się prawdziwego unieśmiertelnienia, wydany najpierw na DVD, a potem na elegancko opakowanych pięciu płytach winylowych.

Ale chyba nikt do końca nie wierzył, że to się tak skończy. A więc nikt nie był też chyba specjalnie zdziwiony, kiedy w internecie zaczęły się pojawiać plotki, że grupa zaczyna planować powrót na scenę. Urzeczywistniły się one w najlepszej możliwej postaci - jako nowa piosenka, będąca na dodatek idealnym prezentem pod choinkę dla fanów: miesiąc temu, w wigilię, muzycy opublikowali swój pierwszy od kilku lat premierowy utwór. Co się przecież nie zawsze zdarza w takich sytuacjach, okazał się bezdyskusyjnie znakomity. Mało komu udaje się w tak oryginalny sposób połączyć nieuchronny kicz świątecznych piosenek z nowoczesnymi pomysłami brzmieniowymi, przebojową melodią i zadziwiająco dużą dawką pozbawionych sentymentalizmu emocji. Takie rzeczy potrafi tylko Murphy i jego współpracownicy.

Kiedy pojawiały się pierwsze informacje o tegorocznych występach na festiwalach, fani w internecie wpadali w prawdziwy amok, a wszystkie imprezy, które mogły umieścić nazwę grupy na plakacie z miejsca potwierdzały swoje miejsce w światowej czołówce: Coachella, Primavera, a teraz Open'er.

To, co najlepsze z emo

A skoro mowa o niedocenionych koncertach w Polsce. Grupa At The Drive-in była tu już kiedyś. Był 2000 rok, ciepły kwiecień, klub Wagon w niezwykłej przestrzeni nieczynnego od dawna Dworca Świebodzkiego. Jeszcze nie było płyty "Relationship Of Command", która wyniosła grupę ciut ponad granice sceny niezależnej, winylową wersję poprzedniego albumu, "In/Casino/Out", z okładką przedstawiającą słynne pustynne obserwatorium astronomiczne nieopodal rodzinnego miasta muzyków, El Paso, miało może z sześć osób w Polsce. Kiedy okazało się, że zespół odwiedzi na swojej trasie Wrocław, wszystkie sześć absolutnie zwariowało i przyjechało do Wagonu nawet z drugiego końca kraju. W sumie pod sceną było może kilkadziesiąt osób. Ale żadna z nich nie żałowała ani trochę.

To był koncert, który zwalał z nóg i zostawiał niezapomniane wrażenie. Piątka młodych Amerykanów miała w sobie energię, której nie miał i pewnie nigdy nie będzie miał żaden polski zespół. Muzycy miotali się po mikroskopijnej scenie, jakby od tego, że się nie zatrzymają ani na moment, miał zależeć dalszy los świata. Wokalista więcej czasu spędził wisząc głową w dół czy stojąc na rękach, niż w normalnej pozycji.

Tych kilkadziesiąt osób, które widziało wtedy At The Drive-In już wiedziało: to jeden z najwybitniejszych zespołów, które wywodzą się ze sceny niezależnej. To kilku niezwykle zdolnych muzyków, którzy wzięli to, co najlepsze ze sceny emo-core'owej i przerobili to za sprawą swej nieokiełznanej wyobraźni i nieposkromionej energii w coś niezwykle oryginalnego i porywającego.



Tej energii starczyło na kilka lat aktywnej działalności i wydanie sporej ilości krótkich i pełnowymiarowych płyt. Potem drogi muzyków się rozeszły, ale dwóch z nich wspólne granie w At The Drive-In połączyło nierozerwalnymi więzami: to Cedric Bixler Zavala i Omar Rodriguez Lopez. To dziś jeden z najbardziej twórczych, ale i najbardziej kapryśnych i ekscentrycznych duetów muzycznych. Polskiej publiczności znani są przede wszystkim za sprawą zespołu The Mars Volta, ale to tylko jeden z ich wielu wspólnych projektów. Ostatnim była supergrupa - w jej składzie pojawił się m.in. Flea - Antemasque, najbliższa chyba muzycznie klimatom znanym z płyt At The Drive-In.

Igranie z legendą

Kilka lat temu muzycy postanowili powrócić na scenę pod starym szyldem. Grupa At The Drive-In zyskała wtedy niemal kultową sławę, jak wiele innych zespołów ze sceny niezależnej, które siłą rzeczy nie załapały się na udział w festiwalowej karuzeli i nawet w latach swej największej świetności grywały w klubowych salkach dla góra kilkuset osób. W 2012 roku zespół zagrał na kilku festiwalach w Stanach i Europie. Fani czekali na to, jak na mannę z nieba: to były pierwsze koncerty grupy od ponad dekady.

Niestety, wrażenie było co najwyżej mieszane. Owszem, piosenki nadal pozostały znakomite, owszem, "ten trzeci", najważniejsza postać w grupie obok Bixlera i Rodrigueza, Jim Ward udowadniał, że jest jednym z najbardziej żywiołowych gitarzystów świata, ale Bixler i Rodriguez bardzo wyraźnie dawali do zrozumienia, że nie traktują tego poważnie. Nie musieli, mieli bardzo mocną pozycję na scenie, grali w kilku ważnych zespołach. Dla Warda było to prawdziwe być albo nie być, bo kto słyszał kiedykolwiek o - swoją drogą: niezłym - zespole Sparta, który założył po rozpadzie At The Drive-In. Dla nich był to natomiast raczej kaprys i widzimisię, które wyraźnie znudziło im się, zanim się jeszcze na dobre zaczęło.

Czas na drugie podejście. Teraz dynamika sytuacji wydaje się nieco inna, ale rodzi równie duże obawy: muzycy zapowiedzieli bowiem, że chcą nagrać nową płytę i prezentować piosenki, które się na niej znajdą na tegorocznych koncertach. Może być różnie: nie można oczywiście wykluczyć, że Amerykanie nagrają płytę iście dziejową - w końcu mają już parę takich w swoim dorobku. Ale może być też tak, jak w przypadku ubiegłorocznej trasy Antemasque, podczas której muzycy wykonywali góra dwie piosenki z, niemal właśnie dziejowej, debiutanckiej płyty, skupiając się na bardzo marnych premierowych kompozycjach.

Jasne, zobaczyć ogień w oczach Warda, zobaczyć szaleństwo i bezlitosną autoironię Bixlera, zobaczyć niewyobrażalną warsztatową biegłość i rozczulającą duchową nieobecność Rodrigueza, po prostu trzeba. Oby więc ta trasa i open'erowy koncert nie okazały się tylko kolejnym sposobem tych dwóch gwiazd na igranie z własną legendą.

Festiwal Open'er odbędzie się w tym roku w dniach 29 czerwca - 2 lipca (środa-sobota) na terenie lotniska wojskowego Babie Doły w Gdyni. Wcześniej ogłoszone zostały występy takich gwiazd jak m.in.: Florence And The Machine, Red Hot Chili Peppers, Beirut, Sigur Ros, Foals i Tame Impala. Festiwalowy 4-dniowy karnet w przedsprzedaży, która trwa do 5 czerwca kosztuje 549 zł lub 629 zł z możliwością skorzystania z pola namiotowego, karnet weekendowy - 369 zł, karnet weekendowy i pole namiotowe - 429 zł, bilet jednodniowy - 239 zł.

Jesteśmy na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Jeśli chciałbyś nas zainteresować ciekawym tematem, pisz na: dyzur@gdansk.agora.pl



Więcej o:
Komentarze (15)
To jest wiadomość! LCD Soundystem, At The Drive-In, The Last Shadow Puppets na Open'erze
Zaloguj się
  • tspl

    Oceniono 20 razy 14

    Nie wiem ile lat ma pisący ale najlepszy skład artystów był w 2007.
    Zaite imponujący program z koncertami m. in. Sonic Youth, Groove Armada, Beastie Boys, Muse i Björk, Bloc party, Sonic Youth, Groove Armada, Laurent garnier, Gentleman i LCD Soundsystem w oryginalnym składzie.

    I tak dobrze nigdy już potem nie było, dojrzałą publicznośc zastapiły pijane dzieciaki, więc wycofał się Heineken i tak to trwa z lekkimi przebłyskami..

    Ale już od 3 lat beze mnie.

    Tauron mały ale bije ich na głowę.

    Rządzi Audioriver :)

  • 1maruti1

    Oceniono 5 razy 5

    Ile płacą Gazeta.pl za taki tekst?

  • morswin123

    Oceniono 7 razy 3

    line-up - zestaw zespołow wystepujacych na festiwalu, z uwzglednieniem swego rodzaju hierarchii miedzy nimi, wynikajacej z tego, ktory wystepuje na jakiej scenie oraz caloksztalt imprez dodatkowych, odbywajacych sie podczas festiwalu, takich jak m.in.: specjalne koncerty, spektakle teatralne, wystawy, pokazy, projekcje filmowe, prezentacje mody, występy stand-uperom, podpisywanie plyt, spotkania z muzykami albo innymi "ciekawymi ludzmi": rezyserami teatralnymi albo filmowymi, pisarzami, poetami, aktywistami miejskimi, politykami. dodatkowo w sklad line-upu wchodzi tez w jakims sensie wizualna strona festiwalu i to, co mozna znalezc w strefach gastronomicznych.
    no, wiec mozna przetlumaczyc, ale...

  • hleb

    Oceniono 2 razy 2

    czy autor potrafi pisać o muzyce bez przymiotników wartościujących?

  • white_lake

    Oceniono 18 razy 2

    czy ktoś mi przetłumaczy na polski line-up?
    naprawdę nie można tego inaczej wyrazić?

  • powiemcowiem

    Oceniono 5 razy 1

    Last Shadow Puppets to solowy projekt Alexa Turnera? widzę ktoś tu nie ogarnia tematu. Przecież ten zespół to duet Alex T. i Miles Kane, znany z zespołu The Rascals, a w ostatnich latach z solowej kariery.

  • blahblah69

    Oceniono 17 razy -3

    Prawdziwy lineup to jest na Primaverze na przyklad. Ten z Gdyni to żart.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX