Orange Warsaw Festival - drugi dzień to tańce w rytmie funk'n'soul! [FOTO/WIDEO]

Drugiego dnia Orange Warsaw Festival obejrzeliśmy tylko trzy koncerty (The Streets odwołali swój występ w sobotę rano). Ale za to jakie! Sistars pokazali, jak bardzo brakuje ich na polskiej scenie, a Plan B i Jamiroquai rozruszali całą publiczność w rytmach funku i soulu, choć nie zabrakło też mocniejszych akcentów.
Sobota nie zaczęła się dobrze: organizatorzy poinformowali, że do Warszawy nie dojedzie The Streets - Mike Skinner musiał zostać w Wielkiej Brytanii ze swoją ciężarną partnerką. Wielki zawód dla pragnących zobaczyć go w trakcie trasy koncertowej promującej album "Computers & Blues", który według zapowiedzi ma być ostatnią płytą The Streets. Na szczęście pozostali wykonawcy zrekompensowali tę stratę. Wyciągnięto też chyba wnioski z pierwszego dnia imprezy, bo sobotnie koncerty miały lepsze nagłośnienie i nie było wielkich kolejek przy wejściach. Wciąż jednak o pomstę do nieba wołała mikroskopijna strefa gastronomiczna - kilkadziesiąt metrów kwadratowych dla kilkudziesięciu tysięcy osób (a takie dane podają organizatorzy) to znak, ze komuś tutaj wyraźnie zabrakło wyobraźni.

Sistars - ****

Od początku koncertu można było zauważyć, że trzon zespołu - Natalię i Paulinę Przybysz oraz Marka Piotrowskiego i Bartka Królika, łączy coś naprawdę wyjątkowego. Dzięki temu nawet po 5 latach przerwy i z dwójką nowych muzyków, brzmią jak dobrze naoliwiona i świetnie grająca maszyna. Zaczęli od "AEIOU", ale zagrali wszystkie swoje najlepiej rozpoznawalne utwory m.in. "Spadaj", "Synu", "Freedom", "Sutra", czy "Inspirations". A my przypomnieliśmy sobie, że również Polacy potrafią robić świetnie "czarną" muzykę. Były hity, wzruszenie, gromkie "Sto lat" dla zespołu i wspólnie śpiewanie. Jedyne czego zabrakło to deklaracja, że nie było to wyłącznie jednorazowe wydarzenie.

Plan B - ****

Najpierw na scenie pojawił się beatboxer - Faith SFX. Jego zabawa z widzami, którzy wtórowali mu m.in. do "I like to move it", podniosła temperaturę. I tak zostało do końca koncertu. Pierwsza część opierała się na klasyczno-soulowym brzmieniu - od "Writing's on the Wall" przez "Love Goes Down", "Prayin'" aż do "She Said". Później usłyszeliśmy medley złożone z takich evergreenów jak "My Girl", "Stand By Me" i "Kiss From a Rose" (te dwa ostatnie, jak powiedział sam Ben Drew, w "dubstepowym remiksie"). A to tylko wstęp do szalonego finału, w którym znalazło się m.in. nawoływanie o "moshipt" (tzw. kocioł na widowni), z małym pokazem tego, jak to powinno wyglądać na scenie. "Mocniejsze" zakończenie pokazało, jak wszechstronnym artystą jest Plan B.

Jamiroquai - *****

Funkowy szaman w pióropuszu. Jay Kay robił z polską publicznością to, na co miał ochotę. Las rąk na stadionie machający w rytmie największych przebojów artysty robił wrażenie. Również na Jamiroquai, który kilkakrotnie zatrzymywał się, zamykał oczy i wznosił ręce do góry, aby delektować się hałasem powstającym specjalnie dla niego lub wychodził pod barierki, by przybić piątkę fanom. Zresztą trzeba go zobaczyć na scenie, żeby uwierzyć w to, ile ma w sobie energii. Prawie dwugodzinny set rozpoczął się od utworu "Rock Dust Light Star" z ostatniej płyty. Fani "Cosmic Girl", Deeper Underground", czy "Space Cowboya" nie czuli się jednak zawiedzeni. Świetnie zbudowana setlista była mieszanką tanecznych brzmień i kilku spokojniejszych kawałków. Czy można wyobrazić sobie lepsze zakończenie festiwalu niż wielka potańcówka przy bujających rytmach?

Koncertowa lista przebojów Kultury - dzień drugi

1. Jamiroquai - *****

2. Plan B i Sistars - ****

***** - "widzieliśmy, słyszeliśmy - możemy umrzeć", **** - "perfekcja, koncert bliski ideału", *** - "nie zawiódł, nie zachwycił", ** - "a miało być tak pięknie...", * - "ciesz się, że cię tam nie było!"

Korzystaj z festiwalowego lata! WIDEO z największych festiwali >>