"A może ja właściwie nie mam czasu ani miejsca na kobietę życia w moim życiu?" czyli wszystkie miłości Adasia Miauczyńskiego

U Woody'ego Allena wszyscy mówią kocham cię, u Koterskiego Adaś Miauczyński w końcu ma szansę powiedzieć "Ajlawju". W każdym z filmów całe życie czeka na miłość na całe życie, aż wreszcie pojawia się ona - Katarzyna Figura, którą kocha już pół Polski lat 90. Uczucie napada go jak morderca w zaułku i zaciąga do lasu, skąd płynąć będą komplementy zakochanych - "dobrze mi się z tobą chodzi" podczas spaceru i "prowadzisz jak Szczurkowski" w czasie jazdy na rowerze.
Przy akompaniamencie "Do Moniki L." Lady Pank, w filmie pojawiają się dwie megagwiazdy polskiego kina lat dziewięćdziesiątych. Nie po raz pierwszy Pazura i Figura występują razem na ekranie, widzowie już mieli okazję oglądać ich wspólne poczynania m.in. w "Kilerze" czy "Szczęśliwego Nowego Jorku". W tym ostatnim grali rodzeństwo, u Koterskiego wykreowali parę kochanków.



Reżyser dobrze wiedział, że ten duet ściągnie do kin miliony - "Ajlawju" przypadło do gustu nie tylko stałej widowni reżysera, ale przede wszystkim młodej publiczności (chociażby ze względu na zawarte w filmie treści erotyczne). Koterski wykazał się więc świetną intuicją, nie po raz pierwszy zresztą - postacią Adasia Miauczyńskiego doskonale wstrzelił się w świadomość i podświadomość tzw. przeciętnych Polaków. Jego klucz do sukcesu? Zawsze pisać o sobie. Tworząc słynną serię, zapewniał sobie, jak sam wielokrotnie podkreślał, autoterapię - na życie rodzinne, na obsesyjną numerologię (siada zawsze w siódmym albo trzynastym rzędzie w kinie), wreszcie na niespełnioną młodzieńczą miłość, Elę. Brzmi znajomo?



Adasiu, ajlawju

Ja mówię Adasiowi Miauczyńskiemu ajlawju przy każdym seansie, on słowa te, w którejkolwiek wersji językowej, wypowiada niezwykle rzadko. Jedną z cech bohaterów czy też raczej bohatera filmów Marka Koterskiego jest właśnie niespełnione uczucie. Dokłada się ono do codziennych frustracji, będąc jednocześnie jedynym złudnym ratunkiem od codziennego bezsensu. - Żeby tak spotkać Elę, byłbym ocalony. To jeszcze wszystko mógłbym zacząć raz od nowa, wszystko by było wciąż możliwe jeszcze - powtarza Adaś we wcieleniu Marka Kondrata z "Dnia świra".

Bez względu na to czy Adaś mieszka samotnie, czy z byłymi żonami, to ucieka myślami do Tych Jedynych, wzdycha do licealnej miłości Asi (jak bohater "Porno" leżący w łóżku obok obojętnej żony) lub wyobraża sobie zbliżenia z przypadkowo spotkanymi kobietami, jak w "Życiu wewnętrznym" (co bowiem pozostaje, gdy znajduje się w szufladzie sekretarzyka wypełniony przez partnerkę formularz do programu "Żona dla obcokrajowca"?). To oraz wszelkie inne niepowodzenia z płcią przeciwną sprawiają, że Miauczyński Cezarego Pazury powie, że nie spotkało go w życiu "Nic śmiesznego". A przecież każdemu z nieuleczalnych humanistów Koterskiego zależy na spotkaniu Małgorzaty, tej z "Mistrza i Małgorzaty", i miłości takiej samej - nagłej, jedynej, prosto z książkowych kart.

Małgorzato, gdzie jesteś?

Dlatego Adaś z "Ajlawju" wytrzeszcza szeroko oczy, gdy widzi, jak podchodzi do niego piękna blondynka ze snów i na dodatek zagaja: "Też tu jesteś?". Logika pytania może oznaczać tylko jedno, na dodatek "facetka" ma na imię nie inaczej jak właśnie Gosia. Wreszcie ziściło się marzenie wszystkich Miauczyńskich - oto staje przed nimi szansa, której życzyłby sobie bohater "Dnia świra" i o której śni Adaś z "Porno".

Mimo że "Ajlawju" jest filmem środkowym z serii Koterskiego, to stanowi niejako klamrę do pozostałych - daje odpowiedź na nadzieje wszystkich Miauczyńkich. Wreszcie widzimy, co zmieniłoby się, gdyby bohater Marka Kondrata spotkał Elę, postać grana przez Zbigniewa Rolę nie rozstała się ze szkolną miłością, a partnerki Adasia Cezarego Pazury z "Nic śmiesznego" nie wybierałyby ostatecznie jego przyjaciela. Odpowiedź, która była już widowni Koterskiego znana od początku - nie zmieniłoby się nic. Jak może udać się związek, nawet z wyczekiwaną Małgorzatą, jeśli Mistrzem jest neurotyk, którego nie zawahałby się obsadzić sam Woody Allen?

Na smutki i żale - pomidorowa

Miauczyńscy są bowiem ulepieni z frustracji małych i dużych oraz rytuałów, które mają być na owe frustracje skutecznym antidotum. Emocjonalną równowagę pomaga utrzymać im: chodzenie spać o określonej porze ("Jeszcze siedem minut" - myśli bohater podczas kluczowego dla ich związku monologu Małgorzaty), pilnowanie godzin spotkań ("Zniszczyłaś wszystko, zanim się zaczęło!" przy piętnastominutowym spóźnieniu), rozsznurowywanie butów, a nie ściąganie przez piętę, noszenie "papci", bo przecież skarpet nie można nastarczyć! Skrupulatne przesypywanie kawy do kubka, powtarzające się w każdym filmie nerwowe układanie pościeli, planowanie randki z Małgorzatą co do minuty.

Mimo że każdy z Miauczyńskich serdecznie nienawidzi serwowanej przez mamusię pomidorowej dobrej, to w swej przewidywalności przynosi przecież ona znacznie większy spokój umysłu niż ta wyczekiwana miłość, co poraża jak wspomniany wyżej morderca. - A może ja właściwie nie mam czasu ani miejsca na kobietę życia w moim życiu? - skomentowałby starszy od Adasia z "Ajlawju" Adaś z "Dnia świra".

Miauczyński, polonista-macho

Kobiety w filmach Koterskiego, mimo że pełnią wydawałoby się centralną funkcję, są jedynie katalizatorem bezradności i bierności, uwikłanego w obezwładniające stereotypy, Miauczyńskiego. Znajdujące swoje ujście w atakach zazdrości i złośliwości kompleksy bohatera "Ajlawju" dotyczą zawsze mężczyzn postawnych, jak spotkany na peronie Rysiek (Cezary Żak), bądź hojniej obdarzonych przez naturę Afroamerykanów.

Adaś nie raz wypomina Małgorzacie, że naoglądała się filmów o "prawdziwych" mężczyznach, czym obraca całą krytykę przeciwko sobie. Tym samym pokazuje, że jest uwikłany w wizję macho, zagryzającego na zimno wczorajszą pizzę, bardziej niż w codzienne neurozy. Uważa, że nie jest w stanie sprostać narzuconemu sobie modelowi męskości - z zawodem krytyka/polonisty/reżysera, z niekontrolowanymi wybuchami płaczu czy wreszcie relacją z mamą i jej nieśmiertelną pomidorową, która stanęłaby w gardle niejednemu genderyście, gdyby słyszał jego wewnętrzne monologi. Zrywa więc w "Porno" z Asią, bo lepiej on niż ona i nigdy nie pożegna się z Elą w "Dniu świra". Swoimi zachowaniami tworzy hipotezę, że być może szanse, które Adaś Miauczyński uważał za stracone, nigdy szansami nie były?

Zaplątany w traumy tradycji polsko-romantyczno-malkontenckiej bohater powtarza w niemal każdym filmie, że jeszcze swej wybranki nie zna, ale już ją kocha - i prawdopodobnie to wyobrażenie w niezrealizowanej formie potrzebne jest Miauczyńskim tak, jak psioczenie na uruchamiany o siódmej w sobotę młot pneumatyczny.