Bo tutaj jest jak jest. Paweł Kukiz w polskim szambie

Największe przeboje Pawła Kukiza? Jedni wymienią "ZCHN zbliża się", inni "Skórę", "Całuj mnie" czy "Bo tutaj jest jak jest". Znajdą się też pewnie tacy, którzy widzieliby na tej liście kampanię "Potrafisz Polsko!". A czy jest ktoś, kto pamięta jeszcze "Girl Guide", "Poniedziałek" i "Wtorek"? Tak, zgadza się - to tytuły popularnych filmów. Nie ma tu żadnej pomyłki. Kukiz to w końcu nie tylko muzyk i polityk, ale też aktor.


Na początku była oczywiście muzyka. Zespoły CDN, Hak, Emigranci, Aya RL, wreszcie Piersi. Współpraca z Janem Borysewiczem i Maciejem Maleńczukiem. Występy w Jarocinie. Wielkie przeboje, sukcesy, ale i skandale, za które grożono mu kryminałem.

Swego czasu udało mu się osiągnąć sukces i na innym polu - jako aktor. Jego krótka, acz błyskotliwa kariera w kinie, pozwala sądzić, że może poradzić sobie z każdym zadaniem aktorskim. Byle tylko mógł pozostać przy tym buntownikiem.

Czy to żart?

Pierwsze doświadczenia jako aktor zebrał na scenie Teatru Rozrywki w Chorzowie, gdzie grał w spektaklu "Evita". Na zmianę z Michałem Bajorem i Krzysztofem Respondkiem wcielał się tam w Che Guevarę. Potem przyszła propozycja udziału w filmie "Girl Guide" (1995). - Gdy odebrałem telefon i głos w słuchawce zaoferował mi główną rolę w filmie, myślałem, że któryś z moich kolegów robi sobie żarty - mówił. Wszystko było jednak na poważnie. Operator Witold Adamek kupił prawa do książki Michała Szczepańskiego pod tym samym tytułem. Napisanie scenariusza zaproponował Juliuszowi Machulskiemu, który podjął się też reżyserii.

Kukiz wcielił się w Józka Galicę, młodego górala, który udziela lekcji angielskiego. Pewnego dnia zgłasza się do niego Kinga (w tej roli modelka Renata Gabryjelska), chcąca błyskawicznie opanować język - zakochała się w Amerykaninie, z którym ledwo może się porozumieć. To początek historii, która zaowocuje nie tylko uczuciem tej dwójki, ale i gangstersko-szpiegowską aferą na międzynarodową skalę.



"Girl Guide" nakręcono niemal w tajemnicy, szybko (zdjęcia trwały zaledwie 18 dni) i za rekordowo małe pieniądze. Machulski i Adamek tak naprawdę jedynie wypełniali sobie czas w przerwie pracy nad serialem "Matki, żony i kochanki". Jednak gdy film pojawił się na festiwalu w Gdyni, okazało się, że widownia oszalała na jego punkcie. Był to najdłużej oklaskiwany tytuł w konkursie. Mało tego, jury pod przewodnictwem Andrzeja Wajdy postanowiło przyznać mu Złote Lwy, a Kukiz otrzymał nagrodę dla najlepszego debiutanta. Gdy pół roku później "Girl Guide" wszedł do kin, przyciągnął ponad 300 tysięcy widzów. Publiczności spodobał się mix gatunków i zabawa konwencjami. Scenariusz łączący w sobie romans, sensację i szpiegowską intrygę, to niby historia rodem z Hollywood, ale w "Girl Guide" wszystko jest polskie aż do bólu. Dodając dwójkę przerysowanych, acz wciąż autentycznych i wzbudzających sympatię bohaterów, twórcy strzelili w dziesiątkę. To był sukces, jakiego nikt się nie spodziewał.

Piersi, Pepsi i Jaguar

"Girl Guide" pojawił się w idealnym momencie. Kilka miesięcy wcześniej Kukiz stwierdził, że ma dość grania rocka i środowiska, jakim się otaczał. Zespół Piersi zawiesił działalność. Występy w "Evicie" również zaczęły go nudzić. I to już po drugim spektaklu Jak mówił, "to tak, jakby codziennie kopać rów - no to w końcu chcesz postawić most na przykład lub cokolwiek innego". Rola u Machulskiego była jego mostem, ale nie chciał budować kolejnych. Piersi reaktywowano. Kilka ich piosenek znalazło się też w filmie. Po wystrzale, jakim była premiera w kinach, Kukiz osiągnął większą popularność niż kiedykolwiek. Wraz z zespołem nagrał kolejną płytę, wyruszył w trasę koncertową, występował na przeróżnych festiwalach. Cytując samego zainteresowanego, kasa płynęła ciurkiem. Najwięcej pieniędzy zarobił jednak, biorąc udział w reklamie Pepsi. Choć był wyszydzany przez środowisko (Kazik nawiązał nawet do tej sytuacji w swoim utworze "Pozory często mylą"), nie przejmował się tym. Bez ogródek przyznawał, że zrobił to dla pieniędzy.



Zespół Piersi wybrał się wtedy w krótkie tournee po Stanach Zjednoczonych dla sympatycznej, acz równie nawalonej jak my Polonii. Po jednym z koncertów podszedł do Kukiza młody chłopak mówiący po polsku z wyraźnym "hamerykanskym" akcentem. Z pewnym politowaniem zapytał muzyka, czy w Polsce można dostać Coca-colę. Kukiz odpowiedział mu, że owszem, ale woli Pepsi, bo dzięki zareklamowaniu jej mógł kupić sobie Jaguara XJ6. Chłopak ponoć szybko odszedł, dławiąc się hot-dogiem. Zespół zaś powrócił do kraju, gdzie nagrał płytę "Raj na ziemi" z hitami "Całuj mnie" i "O, Hela". Pasmo sukcesów muzycznych Kukiza trwało.

Bieda, syf, polskie gówno

Kino upominało się jednak o niego. W 1998 roku na ekranach pojawił się "Billboard" - thriller, w którym Kukiz zagrał u boku Bogusława Lindy. Mniej więcej w tym samym czasie na festiwalu w Gdyni pokazano "Poniedziałek". Muzyk po raz kolejny współpracował z Witoldem Adamkiem, dla którego film ten był reżyserskim debiutem. To historia 24 godzin z życia Mańka i Dawida (raper Bolec i Kukiz) - kumple z wojska mieszkają w zabitej dechami dziurze i próbują odnaleźć się w polskiej rzeczywistości. Gdy hurtownia, w której pracuje jeden z nich, upada, szef w ramach zapłaty daje mu notes z adresami dłużników. Uzbrojeni w łom i pistolet młodzi mężczyźni postanawiają wyegzekwować od nich pieniądze.

W Gdyni film spotkał się z mieszanymi opiniami. Zarzucano mu propagowanie patologii i nadmierne użycie wulgaryzmów. Film pokazywał ludzi z marginesu społecznego - blokersów, prymitywów, narkomanów. Głównego bohatera poznajemy, oglądając, jak odlewa się w krzakach. Mówiąc krótko: bieda, syf, polskie gówno. Gdy kilka miesięcy później "Poniedziałek" trafił do sekcji Forum festiwalu w Berlinie, zagraniczni widzowie odebrali go inaczej - jako społeczne kino na wzór Kena Loacha, autentycznie pokazujące ciemne strony procesu transformacji w naszej części Europy.

Herbatka z Korwinem-Mikke

Trzy lata później, nieco na przekór krytykom "Poniedziałku", Adamek postanowił nakręcić "Wtorek". Choć to naturalna kontynuacja historii pokazanej w poprzednim filmie, mamy tak naprawdę do czynienia z zupełnie inną bajką. Maniek i Dawid, prześladowani przez profesorów Miodka i Bralczyka, już nie przeklinają. Zdobyte w poniedziałek pieniądze, we wtorek postanawiają zainwestować w klub go-go. Rzeczywistość się nie zmieniła - nadal jesteśmy na szarym, smutnym zadupiu, gdzie nie ma perspektyw. Pojawia się tu jednak nadzieja. Reżyser opowiada o tym w lekkim, wręcz komediowym tonie. Absurdalny humor połączony tu jest z intrygą sensacyjną niczym z "Żądła". Poza tym "Wtorek" to wysyp postaci znanych z życia publicznego, przy których nie sposób się nie uśmiechnąć. Jerzy Pilch sprzedaje krasnale ogrodowe, Shazza nalewa piwo, a Janusz Korwin-Mikke radzi, jak zainwestować pierwszy milion. I tu pojawia się słynna scena, która kilka miesięcy temu stała się hitem internetu - siedząc przy herbatce z Kukizem, Korwin-Mikke stwierdza: Jak porządku nie zrobimy w tym kraju, to nic z tego nie będzie.

Adamek, który we "Wtorku" odpowiadał za reżyserię, zdjęcia i scenariusz, stwierdził, że odda innym produkcję filmu. Okazało się, że nie był to dobry pomysł - na planie ciągle występowały problemy. - W życiu nie spotkałem się z tak fatalną organizacją pracy. Rozumiem, że film jest niskobudżetowy, ale to nie znaczy, że można poniżać ludzi. Jeśli "Środa" będzie traktowana przez produkcję tak jak "Wtorek", to poproszę reżysera, aby uśmiercił moją postać - mówił wprost Kukiz. "Środa" nigdy więc nie powstała. Ostatecznie muzyk w 2006 roku jeszcze raz zagrał u Adamka. W jego "Samotności w sieci" wcielił się w księdza. Ten tytuł zamyka jego filmografię.

Dlaczego Kukiz nie zagrał już w niczym więcej? Być może po prostu miał dosyć - sam wielokrotnie przyznawał, że gdy robi coś dłużej, okropnie się nudzi i od razu szuka czegoś nowego. Ma się jednak wrażenie, że rola naczelnego polskiego buntownika nie znudzi mu się nigdy. Nawet występy w "Poniedziałku" i "Wtorku", tak jak kiedyś jego piosenki, były manifestem społeczno-politycznym. Kukiz chciał pokazać "Warszawce", co się dzieje na prowincji. Wszelkie krytyczne głosy wobec filmów ostro kontrował, zarzucając dziennikarzom, że nic nie wiedzą o przedstawionym w nich świecie.

I chyba nikogo to nie dziwi. W końcu Kukiz chyba już na zawsze pozostanie buntującym się głosem ludu.