"The Shield" - "Świat gliniarzy" bez znieczulenia. Mocny serial, który odmienił telewizję

Mówi się, że to właśnie ten serial otworzył drogę do sukcesu takich tytułów jak "Breaking Bad" czy "Dexter" - niejednoznacznych, wzbudzających sprzeczne emocje, pokazujących bohaterów nie tylko w czerni i bieli, ale przede wszystkim w trudnych do oceny szarościach. "Świat gliniarzy", czyli "The Shield", to mocna, bezkompromisowa produkcja o policjantach, którym daleko do przykładnych stróżów prawa. Moralność i etyka zawodowa przyjmują tu bardzo specyficzną formę. I to chyba jest w tym serialu najbardziej fascynujące.


Seriale o gliniarzach to właściwie samograj. Mamy w telewizji sporo lekarzy czy prawników, ale bez dwóch zdań to policjanci stanowią najczęściej portretowaną grupę zawodową małego ekranu. Od "Miami Vice", przez wszelkie wersje "CSI", "Prawo ulicy", "Detektywa", aż po Columbo, Luthera i Borewicza. Wymieniać można by długo. Policjanci to wdzięczny temat zarówno dramatów kryminalnych, jak i komedii. Coraz trudniej jednak im się wyróżnić.

"The Shield" się to udało - dziś tytuł ten ma status niemalże kultowy. Realistyczny, miejscami brutalny, niezwykle wciągający serial nie tylko przekonał do siebie widzów, ale też krytyków i gremia przyznające branżowe nagrody. Już pierwszy sezon spotkał się z ciepłym przyjęciem, a potem - co rzadkie - było tylko lepiej. Aż do finału, uznawanego przez wielu za jedno z najlepszych serialowych zakończeń w historii telewizji. Fani "The Shield" zgodnie twierdzą, że pozostawia widza z szeroko otwartą buzią i długo nie daje o sobie zapomnieć.

Miasto gniewu

Tej produkcji zdecydowanie udało się wyjść poza policyjno-serialową sztampę. Nie ma tu kryminalnej zagadki, która staje się osią fabuły dla całego sezonu. Nie jest to tzw. "procedural", w którym każdy odcinek prezentuje nową sprawę, od początku do końca. Mimo świetnej dynamiki i sporej dawki napięcia, daleko też "The Shield" do miana sensacji czy akcyjniaka. To tak właściwie dramat rozgrywający się w środowisku policjantów, w którym różne motywy fabularne i gatunki płynnie przechodzą z jednego w drugi. Obserwujemy cały posterunek i zachodzące w nim interakcje pomiędzy kapitanem, specjalną jednostką, parą detektywów oraz zwykłymi mundurowymi. Dołączając do tego ostre tempo i kamerę z ręki, "The Shield" często przybiera wręcz dokumentalny charakter.

Rzecz dzieje się w Los Angeles - nie ma chyba drugiego miasta, które tak często byłoby tłem dla historii o policjantach. Niby wielki świat, pieniądze, blichtr, Hollywood, ale też bieda, brud, narkotyki, siedlisko zła. Nie bez powodu o LA mówi się "Miasto gniewu". W "The Shield" staje się ono właściwie osobnym bohaterem serialu. Mamy tu bowiem do czynienia z policjantami wykonującymi swoją pracę nie w stylowych biurach czy laboratoriach, ale na ulicach. Prym wiedzie w tym tzw. Grupa Uderzeniowa - specjalna jednostka do trudnych zadań. Jej szef, Vic Mackey, to klasyczny przykład niejednoznacznego bohatera, który walcząc z przestępczością, sam staje się zbrodniarzem. Mackey wzbudza u widza zarówno odrazę, jak i sympatię - widz cały czas zastanawia się, czy to dobry glina, robiący złe rzeczy, czy może zły glina, który czasem postępuje dobrze. Nie wiadomo, czy jest to pozytywny bohater historii, czy może po prostu czarny charakter. Niezwykle intrygująca postać.



Nowe życie Michaela Chiklisa

W roli Mackeya wystąpił Michael Chiklis, który dzięki "The Shield" rozpoczął nowe aktorskie życie. Choć w latach 1991-1995 grał w całkiem niezłym serialu ABC "The Commish", po zakończeniu jego emisji propozycje nie przychodziły. Gdy w końcu otrzymał angaż u boku Kurta Russella w "Galaktycznym wojowniku", film okazał się finansową klapą. Czekały go słabe produkcje, małe role, seriale, które szybko anulowano. W 2002 roku zdecydował się nawet na użyczenie głosu w marnej animacji "Przygody Tomcio Palucha i Calineczki". Aż w końcu pojawiła się propozycja od Shawna Ryana, przygotowującego nowy serial dla stacji FX.

Taka postać jak Vic Mackey to właściwie marzenie każdego aktora. Chiklis świetnie wykorzystał daną mu szansę - za swoją rolę otrzymał m.in. Złoty Glob i Emmy. Zdobyta popularność pomogła w nadejściu nowych ofert. Udało mu się trafić m.in. do kinowej superprodukcji, jaką była seria "Fantastyczna czwórka". W dwóch filmach z 2005 i 2007 roku wcielił się w Bena Grimma, czyli Thing (Rzecz/Stwór w zależności od tłumaczenia). Ostatnio mogliśmy go też oglądać w jednym z najlepszych sezonów "American Horror Story" - "Freak Show".

Występek zakończony sukcesem

Twórca serialu twierdzi, że do dziś nie może uwierzyć w to, jak udało się przemycić na ekrany telewizorów taką fabułę. - Czułem się, jakbyśmy robili coś złego, podchodzącego pod kryminał - może nie była to zbrodnia, ale przynajmniej występek - mówił Shawn Ryan w jednym z niedawnych wywiadów. Rzeczywiście, "The Shield" to pewien fenomen w historii telewizji. Główni bohaterowie jako niemoralni policjanci, sami mający sporo na sumieniu, wykorzystujący w pracy pięści, przekręty, fabrykowanie dowodów... - twórcy takim tematem podjęli spore ryzyko. Poza tym postawiono na realizm. Kamera nie wycofuje się, gdy na ekranie widać krew, przemoc lub seks. To zdecydowanie "brudny" serial, który niczego nie udaje, taki, w którym granice między dobrem a złem są niemal niewidoczne.



Stacja FX postawiła wszystko na jedną kartę. Ale drżała do samego końca. "Czy powinniśmy zrezygnować z przekleństw, jeśli chcemy zainteresować reklamodawców? Czy możemy pozwolić sobie na zatrudnienie po prostu najlepszych aktorów, a nie dużych nazwisk? Czy możemy szokować i uśmiercać postaci już w pierwszym odcinku?" - takie pytania rodziły się w głowach producentów. Zdecydowano się jednak nie kalkulować i ta postawa się opłaciła. "The Shield" zdobył dwa Złote Globy - nie tylko dla Chiklisa, ale i za najlepszy serial dramatyczny, sensacyjnie pokonując takie hity jak "Rodzinę Soprano" oraz "Sześć stóp pod ziemią".

Rosnąca popularność sprawiła, że w kolejnych sezonach występowały gwiazdy, jak Glenn Close czy Forest Whitaker. Wpływ "The Shield" na telewizję był tak duży, że magazyn "Time" zaliczył go do 100 najlepszych seriali w historii, a stacja FX, ze skromnej kablówki nadającej powtórki, stała się potężnym graczem. Dziś do jej najpopularniejszych tytułów należą m.in. "Układy", "Synowie Anarchii" czy "American Horror Story".

Nie do zapomnienia

Czy jest szansa na to, że "The Shield" powróci w nowej odsłonie? Jeszcze kilka lat temu sporo mówiło się o filmie kinowym z detektywem Mackeyem - pomysłodawca serialu miał w zanadrzu ciekawą fabułę. Początkowo obsada i twórcy byli jednak zajęci innymi projektami, a później temat po prostu upadł. Czy jest szansa na jego reaktywację?

To już pewnie zależeć będzie od fanów. Przypadek "Z Archiwum X", "Miasteczka Twin Peaks" czy "Pełnej chaty" pokazują, że najbardziej ukochane produkcje zawsze mogą liczyć na wielki powrót, nawet jeśli od emisji ostatniego odcinka minęło już wiele lat. A w końcu o "The Shield" łatwo zapomnieć się nie da.