Bez przebaczenia, czyli kino w walce z terrorem. Plus Sean Bean w TV

"Chcecie pieniędzy? Co z was za terroryści?". To słowa jednego z zakładników skierowane do stojącego na czele ataku na Nakatomi Plaza Hansa Grubera w kultowej już "Szklanej pułapce" Johna McTiernana. Pobudki, jakimi kierują się filmowi złoczyńcy, trudno jednak wrzucić do jednego worka, wszak te okazują się najróżniejsze.


Od zwykłej chęci wzbogacenia się, przez politykę i najczęściej związaną z nią religię, nawet po ekologię. Chciałoby się powiedzieć, że tam, gdzie zawodzi wszystko inne, do głosu dochodzi brutalna siła. Tyle że w tym przypadku to "wszystko inne" najczęściej zostaje pominięte. Podobnie jak z genezą agresji, jest i z filmowymi wizerunkami zamachowców. Bo jakkolwiek poważny to temat, zaryzykować można stwierdzenie, że terrorysta terroryście nierówny.

Morderca z ludzką twarzą

Wizerunek tego z filmu Hadiego Hajaiga "Terrorysta" należy raczej w kinie do rzadkości. Bo Ash, młody Pakistańczyk mieszkający i kształcący się w Londynie, w pierwszej kolejności pokazany jest tu jako człowiek, a dopiero później jako zamachowiec. Widzimy jego twarz, przeżywamy jego upokorzenia, poznajemy motywacje i narastającą przez lata frustrację. Reżyser, choć nie pozostawia złudzeń co do finalnej oceny czynów chłopaka, stara się wzbudzić u widza odrobinę empatii, winę rozkładając także pomiędzy innych. W równej mierze dostaje się zatem islamskim fundamentalistom i brytyjskiemu wywiadowi, chroniącemu podejrzane grube ryby. Dla Hajaiga Ash to tylko jeden z elementów misternej układanki.

Drugim i tak naprawdę głównym bohaterem filmu jest Ewan, agent po przejściach, który po cichu rozpracować ma siatkę terrorystyczną. W tę rolę wciela się Sean Bean. Aktor znany przede wszystkim z ról Boromira we "Władcy Pierścieni" oraz Neda Starka w "Grze o tron", ale i świetnych kreacji teatralnych. Nota bene można go także zobaczyć w "Marsjaninie" Ridleya Scotta, który gości właśnie na ekranach polskich kin.



Narracja "Terrorysty" zbudowana jest na zasadzie konfrontacji, gdzie każda ze stron - zarówno agent jak i zamachowiec, ma swoje racje. A to, biorąc pod uwagę sam temat, wcale nie musi być takie oczywiste.

Polowanie

Często jest bowiem tak, że terrorystów przedstawia się jako mniej lub bardziej anonimowe cele, które po prostu należy zlikwidować. Takie zadanie przyświeca agentowi izraelskiego Mossadu Avnerowi (Eric Bana) w znakomitym filmie Stevena Spielberga "Monachium". Cała intryga zbudowana jest wokół krwawej wendetty na ludziach, którzy odpowiadali za zamach terrorystyczny podczas letnich igrzysk olimpijskich w 1972 roku. Członkowie palestyńskiej organizacji Czarny Wrzesień wzięli wtedy za zakładników, a następnie zamordowali 11 izraelskich sportowców i trenerów. Spielberga interesuje jednak przede wszystkim odwet, który ujął w formułę trzymającego w napięciu thrillera.

Choć film odniósł spory sukces zarówno artystyczny, jak i komercyjny, wzbudził wiele kontrowersji, zwłaszcza w Izraelu. Amerykańskiemu reżyserowi zarzucano przede wszystkim, że pod względem metod działania niemalże na równi stawia terrorystów i agentów Mossadu.


"Monachium" fot. materiały prasowe

Z podobnymi opiniami, jakoby agentów CIA od zamachowców odróżniała jedynie ideologia, spotkała się produkcja Kathryn Bigelow "Wróg numer jeden". Nie trzeba chyba dodawać, kim tytułowy wróg jest, a sam film zamienia się w polowanie na byłego przywódcę Al-Kaidy. Kontrowersje nie przeszkodziły jednak w uzyskaniu pięciu nominacji do Oscara (w tym za najlepszy film), a że bardziej za sam temat aniżeli wartość artystyczną, nikogo chyba nie trzeba specjalnie przekonywać.

O dwóch takich, co zabili Osamę

Alternatywną wersję tej historii zaserwował brytyjski reżyser Christopher Morris. Według niego Osamy bin Ladena nie zabili wcale Amerykanie, a dwaj niezbyt rozgarnięci mieszkańcy Sheffield. Dodajmy, zupełnym przypadkiem. Zrealizowane w 2010 roku "Cztery lwy" to może nawet nie tyle opowieść przedstawiona z punktu widzenia terrorystów, co bohaterów, którzy marzą o tym, by dopiero nimi się stać. A że przygotowują się do tego na własną rękę, uzbrajając w bomby kruki, kupując materiały wybuchowe na Amazonie czy połykając karty SIM, by uniknąć inwigilacji, to już inna sprawa.


"Cztery lwy" fot. materiały prasowe

Niewiele brakowało, by film Morrisa, który w terror uderza śmiechem i absurdem, w ogóle nie powstał. Z uwagi na jego, co tu dużo mówić, brytyjskie poczucie humoru, finansowania odmówiły stacje telewizyjne, bo początkowo projekt ten pomyślany był jako sitcom. Na wysokości zadania stanęli jednak fani reżysera, którzy w zamian za zrzutkę mogli postatystować i jak się później okazało, wziąć udział w brytyjskiej komedii roku.

Dla mnie masz stajla

Karl, Uli, Heinrich, Fritz i oczywiście Hans Gruber (w tej roli specjalista od czarnych charakterów Alan Rickman). "Stylowe" blond fryzury, długie szare prochowce i niemieckie rozmówki, które wydają się tu jeszcze bardziej szorstkie niż w rzeczywistości. Brzmi znajomo? Nic dziwnego, bo tak wyglądali terroryści pod koniec lat 80., w jednym z największych klasyków kina sensacyjnego w ogóle. Filmu, który z Bruce'a Willisa zrobił prawdziwą gwiazdę, a dla producentów zarobił blisko 140 milionów dolarów. "Szklana pułapka" to bez wątpienia jeden z najlepszych przykładów historii zbudowanej według schematu "sam przeciw wszystkim". Efektowne strzelaniny pomiędzy piętrami, dowcipy sypane jak z rękawa i skierowane w stronę zamachowców nieśmiertelne "przesłanie", które na dobrą sprawę łączy wszystkie wspomniane filmy: "Yipikaye, wydymańcu!".



Więcej o:
Komentarze (2)
Bez przebaczenia, czyli kino w walce z terrorem. Plus Sean Bean w TV
Zaloguj się
  • ulanzalasem

    Oceniono 2 razy 0

    Reklama, reklama, reklama...

  • hiszpan25

    Oceniono 1 raz 1

    nie rozumiem stawiania na rowni agentow z terrorystami. terrorysta jako osoba swiadomie naruszajaca prawo i mordujaca niewinnych ludzi nie moze podlagac ochronie ze strony prawa. odstrzelenie lba terroryscie ktory zabil i nadal ma chec zabijac niewinnych to nie odwet a zapobieganie dalszej przemocy... ofiary terrorysty nikomu gina niewinne natomiast terrorysta jest jak najbardziej winny i zasluguje na czape...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX