Wpadka Polsatu podczas emisji filmu "Życie Pi"? Nie, to standard zabójczej rutyny

Polsat wieczorem 1 listopada poszedł na całość. I to dwa razy. Pierwszy raz, kiedy ku uciesze wielu widzów do ramówki włączył rewelacyjny, filozoficzny i imponujący obrazem film "Życie Pi". A drugi raz, kiedy końcówkę filmu, a to scena dla niego i całej opowieści kluczowa, zagadał głosem swojego czytacza reklam, autopromocją kilku programowych pozycji, które zaplanował na później. To wpadka? Otóż nie. To zgubna moc rutyny.
Bo przecież zagaduje się od dawna wszystkie końcówki wszystkich programów we wszystkich już niemal telewizjach. Zagaduje i zasłania, bo przecież chodzi też o pajawiające się w różnej formie zachęcające napisy, które skutecznie odwracają uwagę od filmu. Albo w ogóle tnie się - tak, Polsat w tym jest "najlepszy" - ekran na połowę, i kiedy na jednej części przesuwa się lista płac, na drugiej już leci autopromocyjna zajawka jakiegoś niezwykle ważnego ciągu daleszego czegokolwiek.

I OK, i takie jest życie. Zwłaszcza, że tej listy płac ciekawych jest niewielu widzów. Gorzej jednak, że pod nią (czy na niej) leci często bardzo ciekawa muzyka, która jest przecież częścią filmu, albo - jak w przypadku "Życia Pi" - tuż przed "finałem" padają ważne słowa. Zdarzają się też jakieś sprytne reżyserskie zagrywki z tyłówką. Ot, choćby wplecione w nią wpadki z planu, albo zaskakujące dogranie jakiejś sceny. Telewizja jednak ma swoje prawa i obowiązki wobec ramówki, działu marketingu itd. No właśnie. I dlatego piszę o tym, że to nie jest żadna wpadka, bo to po prostu zabójcza moc rutyny codziennego układania klocków. Zawsze zagaduje, no to niech zagaduje.

Z tym jednak, że warto byłoby znać produkt - mówiąc po marketingowemu - żeby nie narobić sobie więcej gnoju niż pożytku. Wystarczyło znać film, który ma się wypuścić, żeby wiedzieć w którym momencie można wstawić gadacza. I go wstawić właśnie w to miejsce. Ale kto by tam sprawdzał. Lepiej wcisnąć przycisk, ten sam co zawsze, użyć tego samego schematu co zawsze, bo zawsze się sprawdzał. OTÓŻ NIE ZAWSZE. Oprócz narzędzi, trzeba mieć też rozum. Codziennie.

Szkoda, że to nie jest niegdysiejsza telewizja na żywo. Chętnie bym usłyszał aktora, który przerywa swoją kwestię i zwraca się do głosu z offu z tak uwielbianym przez widzów tekstem: "ja panu nie przerywałem".



Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Wojciecha Krzyżaniaka: Wtelewizji.pl

Przeczytaj książkę "Życie Pi". Ebook jest dostępny na publio.pl >>



Więcej o: