Sensacja i silnie dwuznaczny humor, czyli zakręcona historia o zwłokach, których pozbyć się po prostu nie można

Jak wiadomo nie od dziś - łatwiej doprowadzić widownię do łez, niż do śmiechu. A jeśli liczba produkcji komediowych miałaby stanowić wyznacznik, czy dany naród został obdarzony poczuciem humoru, czy też nie, to z nami Polakami zdecydowanie nie byłoby aż tak źle.
W jednym z odcinków popularnej serii telewizyjnej "Teoria wielkiego podrywu", główny bohater, złoty umysł fizyki teoretycznej Sheldon Cooper (Jim Parsons), próbuje określić uniwersalny przepis na komedię. Jeden z tropów prowadzi do stwierdzenia rodem z filozofii Arystotelesa, że komedia to nic innego jak "tragedia plus czas". Sheldon pojmuje jednak, że nie wszystkich można rozśmieszyć w ten sam sposób i nawet taki geniusz jak on, skazany jest ostatecznie na porażkę.



Jak wiadomo nie od dziś - łatwiej doprowadzić widownię do łez, niż do śmiechu. A jeśli liczba produkcji komediowych miałaby stanowić wyznacznik, czy dany naród został obdarzony poczuciem humoru, czy też nie, to z nami Polakami zdecydowanie nie byłoby aż tak źle. Komedia jednak komedii nierówna, a nas interesować będzie szczególna jej odmiana.



Siła czarnej komedii zasadza się na prowokacji

Czarna komedia ma to do siebie, że z dystansem podchodzi do spraw "wagi śmiertelnej". Nie wywołuje często głośnego, katarktycznego śmiechu spowodowanego jednorazowym gagiem, ale skrupulatnie buduje nić porozumienia z widownią, która rozkręca się przez cały film. Niewątpliwie siła czarnej komedii zasadza się na prowokacji (obyczajowej, religijnej, itd.), której towarzyszy zazwyczaj zgrabna wymiana dwuznaczności, groteska, surrealizm i obowiązkowy element zaskoczenia (nawiązując do mistrzów gatunku - "nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji!").

Komiczne jest z reguły to, co odbiega od normy i zaburza proporcje racjonalności poprzez wyolbrzymienie, przesadę czy wręcz karykaturę cech danej postaci czy sytuacji. Jednak niewspółmierność reakcji - całkowitej powagi, w momencie gdy wymagane jest zaangażowanie, czy wręcz przeciwnie, zdobycia się na wyżyny własnej emocjonalności przy nieznaczącej błahostce - byłaby kolejną stałą czarnej komedii.

Na gruncie polskiego kina warto zaznaczyć, że niewielu twórców cechuje takie "skrzywione" poczucie humoru. W przypadku kina autorskiego takie rozwiązania świadomie proponuje od zawsze Roman Polański ("Rzeź", "Wenus w Futrze"), czy też zdolna i zuchwała Małgorzata Szumowska ("33 sceny z życia", "Body/Ciało"). Reżyserka stara się zresztą udowodnić, że śmiech jest idealnym lekarstwem, który może pomóc w przezwyciężeniu traumy i zaakceptowaniu faktu, że będąc ludźmi, bywamy po prostu żałośni.

Groteska, komizm, PRL-owska historią i jej upiory

Warto zauważyć, że "Rewers" Borysa Lankosza na podstawie prozy Andrzeja Barta, okazał się udanym eksperymentem, w którym groteska i komizm trzymają się wesoło za ręce z PRL-owską historią i jej upiorami. Choć trudno uznać jego filmy za gatunkowe komedie, to niewątpliwie u Wojtka Smarzowskiego, w takich filmach jak "Wesele" czy "Dom zły", odnajdziemy masę humoru, który pozwala nam na inteligentną i konstruktywną krytykę szeroko pojętej polskości i patriotyzmu.

Wśród ostatnich debiutów warto natomiast wyróżnić "Kebab i horoskop" Grzegorza Jaroszuka, u którego "śmiertelna powaga" rodem z dzieł Akiego Kaurismakiego staje się poniekąd satyrą na współczesny, korporacyjny świat bezsensownych schematów pozbawiających człowieka człowieczeństwa.

"Galopada" jak w "Pół żartem, pół serio"

Ale pierwszymi twórcami, którzy zaproponowali interesującą kontrpropozycję do produkcji pokroju "Gulczas, a jak myślisz?", był niewątpliwie duet Saramonowicz i Konecki. Subwersyjny humor pojawił się już w debiutanckim "Pół serio" (2000), ale uległ krystalizacji w "Ciele" (2003). Co zainspirowało twórców do tak surrealistycznie zakręconej historii o zwłokach, których pozbyć się po prostu nie można?

- Na pewno wśród moich ulubionych opowieści jest "Pół żartem, pół serio" Billy' ego Wildera. Jest w nim podobna atmosfera "galopady", jak w "Ciele". A jeśli chodzi o konstrukcję "Ciała", na pewno zbliżone jest ono do takich alinearnych, "porwanych" konstrukcji, jak "Pulp Fiction" Quentina Tarantino - wspomina Saramonowicz w jednym z wywiadów.

Sensacja i silnie dwuznaczny humor

"Różnorodnych nawiązań filmowych w filmie Saramowicza i Koneckiego jest co nie miara - osadzenie początku intrygi w pociągu staje się niemalże parodią kryminalnego "Morderstwa w Orient Expressie", a w rolę śledczego Herculesa Poirot nie wpisują się bynajmniej "ślepi policjanci", a rezolutna kujonka, która przekonuje nas o tym, że "zwłoki w upale przez drobnoustroje rozkładają się o wiele szybciej".

"Ciało" łączy w sobie sprzeczności, sensację i silnie dwuznaczny humor, a między wierszami próbuje wyjaśnić tajemniczą naturę zjawisk, jak chociażby to, kto jest ojcem Maleństwa, pociesznego kangurka z przygód Kubusia Puchatka. Smaczkiem jest także rozległa obsada, która z dzisiejszej perspektywy jeszcze bardziej zyskała na popularności. Od Rafała Królikowskiego po Tomasza Karolaka, Roberta Więckiewicza czy Piotra Adamczyka, a po stronie pań - Iza Kuna i Edyta Olszówka, które stały się kilka lat później gwiazdami przeboju kinowego "Lejdis" (2008) , ale też Edyta Jungowska czy Emilia Krakowska, w roli wystrzałowej babci Wandy.

Tutaj kłania się kolejna żelazna zasada, o której warto wspomnieć - komediowy aktor będzie w stanie, niejako na kontrze, zagrać z przekonaniem rolę dramatyczną. Transfer w drugą stronę nie zawsze kończy się powodzeniem. Dlatego też, jeśli aktor znany z ról "poważnych" zabiera się za rozśmieszanie widowni, najczęściej dostaje kogoś do pary. Wówczas efekt komediowy kreowany jest wciąż przez jego powagę i stopniowe rozluźnianie sztywnego konwenansu. Zdarza się również, że satyra i czarne komedie powodują u widza poczucie obrzydzenia, pogardy i gniew. Tę różnorodność najtrafniej oddaje pewne spostrzeżenie Tadeusza Boy-Żeleńskiego - "Poszczególne elementy komizmu mają się do siebie jak chart do jamnika lub ratlerek do bernardyna, z trudem dochodzimy do konstatacji, że we wszystkim przypadkach mamy do czynienia z psem". A może Doktor Sheldon Cooper aż tak bardzo się nie mylił - czarna komedia rzeczywiście opiera się na tragedii i dystansie, który sprawia, że o wiele łatwiej jest ją okiełznać. W gruncie rzeczy jesteśmy tylko "śmiertelnie zmęczonymi ludźmi".



Więcej o: