"Preacher" - obrazoburczy, kontrowersyjny, "zbyt ostry nawet dla HBO"? Pierwsi widzowie zachwyceni [RELACJA Z SXSW]

To jeden z najbardziej oczekiwanych seriali tego roku. "Preacher", który okrzyknięto już mianem "zbyt mocnego dla HBO", został zaprezentowany na South By South West. I bardzo się spodobał.
Poniedziałek na filmowej części festiwalu South By South West należał bezsprzecznie do Setha Rogena. Na co dzień jest popularnym aktorem, specjalizującym się przede wszystkim w pogardzanych przez polskich krytyków komediach - choć zdarzyło mu się także zagrać bardzo poważne role, ostatnio choćby w w oscarowym "Jobsie".

Ale do Austin przyjechał w zupełnie innej roli: jako producent. Prezentował swoje dwa najnowsze projekty, które będą miały oficjalne premiery na przełomie wiosny i lata. Najpierw - pod koniec maja - światło dzienne ujrzy serial "Preacher". W Austin można było premierowo zobaczyć jego pilota - prezentacja została nagrodzona długą owacją.

Ksiądz, wampir i dziewczyna

Rogen, nie ukrywał, że "Preacher" jest spełnieniem jego marzeń sprzed lat, z czasów jeszcze nastoletnich. Bo fanem niemal kultowego komiksu "Preacher" był od czasu kiedy się ukazał w połowie lat 90-tych. Dziś, jako świetnie zarabiający aktor, mógł sobie pozwolić na ich realizację. I zrobił to ze sporym rozmachem.



"Preacher" to serial oparty na komiksie uznawanym za jedno z największych osiągnięć gatunku, łączącym z powodzeniem wartką akcję i głębszą refleksję, brutalną przemoc i czarny humor. To dzieło, które na dodatek w bardzo inteligentny i przewrotny sposób gra z wieloma toposami amerykańskiej popkultury.

- Zebrałem pomysły z wszystkich możliwych historii, mitów, legend, książek i filmów - celnie opisywał to na popremierowym spotkaniu autor komiksu, Garth Ennis. - Potem pomieszałem to wszystko i ułożyłem z tego zupełnie nową opowieść.

W pilocie serialu ta opowieść zaczyna się dość niewinnie: w Annville, typowym prowincjonalnym miasteczku w Teksasie, miejscowy kaznodzieja widzi, że sobie nie radzi: przerastają go problemy parafian, przerasta go walka z własnymi demonami. Na dodatek w miasteczku pojawiają się dwie osoby, które zwiastują problemy: była dziewczyna z dawnych czasów i... wiecznie pijany irlandzki wampir. Nieszczęście wisi w powietrzu.

Jednocześnie na całym świecie odnotowana zostaje seria krwawych wypadków, generowanych przez tajemniczą kulę energii, przybyłą z odległej części wszechświata. Kula trafia do Annville i wiadomo, że nic już nie będzie takie samo.

Czarny Tulipan

W pilocie pojawiają się wszystkie najważniejsze postaci z komiksu, choć nie jest on dokładną adaptacją pierwszego tomu. Tytułowego kaznodzieję gra Dominic Cooper, wampira - Joseph Gilgun, a dziewczynę - Ruth Negga. Autorom udało się zawiązać akcję, nawiązując do kilku wątków z oryginału, udało się też dość dobrze odtworzyć jego klimat, z pogranicza mrocznej makabry i groteski. Najwierniejsi i najbardziej dociekliwi fani komiksu odnajdą oczywiście w pilocie sporo różnic. Tą najbardziej jaskrawą jest postać Tulip - realizatorzy serialu zmienili jej nie tylko rasę i wygląd, ale w jakimś sensie także osobowość.

Ten serial był za ostry dla HBO, ale zobaczymy go w innej stacji. Jest zwiastun "Preacher" >>

- Tych wszystkich, którzy znają na pamięć komiks i teraz są nieco zdziwieni czy może rozczarowani tym, co zobaczyli w pilocie, śpieszę uspokoić - zapewniał Rogen. - W kolejnych odcinkach znajdą to wszystko, czego im zabrakło. Taki, a nie inny kształt pilota wyniknął ze względu na strukturę całego serialu. W kolejnych częściach mogliśmy już wkroczyć na szlak wytyczony przez Gartha.

Rogen opowiadał, jak doszło do tego, że powstał ten serial, którego współproducentami są obok niego Even Goldberg i Sam Catlin. Mówił, że to była bardzo długa droga.

- Myśleliśmy o tym od bardzo dawna, ale mieliśmy za krótkie ręce - opowiadał. - Prawa do ekranizacji od zawsze mieli twórcy od nas o wiele lepsi i bardziej utalentowani. Ale z ich planów wciąż nie wychodziło nic konkretnego. Ujmę to tak: koniec końców ten projekt wyślizgnął się im z rąk i wpadł w nasze. Pierwszy raz rozmawialiśmy o tym na bankiecie po premierze filmu "Superbad". Według pierwotnych planów film miał reżyserować Sam Mendes. Potem koncepcja zmieniała się wielokrotnie. Od filmu poszliśmy w stronę serialu - to był moment popularności "Kompanii braci", myśleliśmy o czymś, co pod względem konstrukcyjnym byłoby podobne. Potem z kolei zrobiła się moda na filmy z superbohaterami, więc wróciliśmy do planu filmu fabularnego czy może serii takich filmów, ale koniec końców znów stanęło na pomyśle serialu.