"Autor widmo": Roman Polański na przekór przeciwnościom

"Autora widmo" Roman Polański nakręcił w zasadzie w zastępstwie, początkowo planował bowiem wziąć na warsztat zupełnie inną powieść Roberta Harrisa. Zastępstwo czy nie - w rezultacie ta wymuszona zmiana wyszła mu na dobre.


Tak naprawdę Polański od dawna czaił się na powieść "Pompeje"; zamierzał przenieść ją na ekran i nakręcić, jak sam zapowiadał, jedno z największych i najdroższych europejskich widowisk. Plan musiał porzucić, ale nie ze swojej winy - w 2007 roku doszło do głośnego i paraliżującego branżę strajku aktorów. Hollywoodzkie gwiazdy, w ramach koleżeńskiej solidarności, przyłączyły się do buntu scenarzystów, którzy protestowali przeciwko zbyt niskim, ich zdaniem, zarobkom i ograniczonym udziałom w zyskach. Ucierpiały na tym głównie stacje telewizyjne, ale rykoszetem oberwało się też i filmowcom.



Polański porzucił więc swój pierwotny zamysł, skupiając się na znacznie mniej kosztownym i efektownym przedsięwzięciu. Ponieważ nawiązał już kontakt z Harrisem, skoncentrował się na innej jego powieści, kolejnym bestsellerze, który podbił rynek wydawniczy, "The Ghost", wydanym u nas jako "Autor widmo". Historia ghostwritera, który otrzymuje zlecenie na napisanie wspomnień byłego premiera Wielkiej Brytanii, Adama Langa (Pierce Brosnan), i zostaje wplątany w aferę polityczną, już wcześniej wzbudziła pewne kontrowersje; w fikcyjnej postaci Langa niektórzy widzieli Tony'ego Blaira, zresztą sam autor przyznawał, że do stworzenia fabuły zainspirowały go działania brytyjskiego polityka, który otwarcie popierał działania Stanów Zjednoczonych w Afganistanie i Iraku.



Polański i Harris wspólnie zasiedli do pisania scenariusza i ogłosili, że zdjęcia rozpoczną się już w drugiej połowie 2008 roku. Projektem udało się zainteresować Nicolasa Cage'a (wcześniej propozycję odrzucił Hugh Grant) i Tildę Swinton, jednak ostatecznie aktorzy zrezygnowali z angażu. Pospiesznie znaleziono więc zastępstwo; ich miejsce zajęli Ewan McGregor i Olivia Williams - ale i tak opóźniło to termin realizacji filmu o dobrych kilka miesięcy. Na tym problemy Polańskiego się jednak nie skończyły.



Kolejne opóźnienia wynikły już z osobistych kłopotów reżysera. Gdy jechał na festiwal filmowy w Zurychu, został zatrzymany przez policję i zamknięty w areszcie domowym (na podstawie nakazu wydanego w związku ze sprawą Samanthy Gailey, niepełnoletnią dziewczyną, o zgwałcenie której Polański został oskarżony w 1978 roku). Przebywał tam niemal rok; dopiero wtedy szwajcarskie Ministerstwo Sprawiedliwości uchyliło areszt, równocześnie nie wyrażając zgody na ekstradycję reżysera do Stanów. Uwięziony Polański jednak nie próżnował; dokończył swój film i pokazał go na festiwalu w Berlinie w lutym 2010 roku. "Musiałem go skończyć jak najszybciej - tłumaczył w jednym z wywiadów. - Od tego zależały losy wielu ludzi, na ten projekt przeznaczono mnóstwo pieniędzy. W swoim więzieniu miałem stary komputer, ale oczywiście bez dostępu do internetu. Cały proces był przez to bardzo skomplikowany".







Wreszcie jednak mógł triumfować. "Autor widmo" zebrał bardzo pozytywne recenzje; zachwycano się i psychologią postaci, i doskonałym tempem opowieści, i wyczuciem reżysera, który tak sprawnie stopniował napięcie, wciągając widza w snutą przez siebie historię (niektórzy przychylali się nawet do stwierdzenia, że to jeden z najlepszych filmów Polańskiego) - i, wreszcie, obsadą, w tym grającym pierwsze skrzypce Ewanem McGregorem. Oczywiście, zdarzyły się i negatywne opinie, lecz nie dotyczyły one samego filmu, co raczej jego wymowy - amerykańscy i angielscy, zazwyczaj bardziej konserwatywni dziennikarze zarzucali reżyserowi, że wziął pieniądze od niemieckiego rządu, a jego film był obrazem propagandowym (w końcu, jak podkreślali, "Autor widmo" zgarnął w Berlinie Złotego Niedźwiedzia), mającym na celu znieważenie Blaira i rządu.



Polański podobnych zarzutów nie komentował; zresztą przyzwyczaił się już do kontrowersji, które wzbudza zarówno on, jak i jego filmy. Wystarczy wspomnieć chociażby "Tess". W tytułowej roli obsadził szesnastoletnią Nastassję Kinski - prasa natychmiast zwietrzyła pismo nosem i rozpuściła plotkę o romansie reżysera z aktorką. Ich związek wzbudził ogromne kontrowersje nie tylko ze względu na znaczą różnicę wieku, ale i fakt, że kilkanaście miesięcy wcześniej żona Polańskiego, Sharon Tate, została brutalnie zamordowana. Po latach Kinski dementowała tę informację i zapewniała, że nie był to romans, tylko "drobna miłostka", a reżyser traktował ją z szacunkiem i wcale nie próbował uwodzić.



Zresztą i inni pracownicy Polańskiego wypowiadają się o nim nader pozytywnie; Ewan McGregor pracę na planie wspominał jako ekscytujące przeżycie. "On reprezentuje sobą to, czym Hollywood nie jest - zachwycał się. - Nie pozwala się nikomu kontrolować i robi swoje filmy tak, jak chce". Pytanie tylko, czy to dobrze, czy źle? Jak zauważyli bowiem krytycy, Polański, uważany, nie bez przesady, za reżysera wybitnego, nie ma ostatnio dobrej passy. Nosem kręcono już na "Olivera Twista", później była ciepło - ale nie gorąco - przyjęta "Rzeź" i wreszcie "Wenus w futrze", uważana za jeden ze słabszych filmów w jego dorobku. Ale wieszczyć koniec Polańskiego? Nie, na to jest, całe szczęście, jeszcze stanowczo zbyt wcześnie.