To ma być francuski "House of Cards". O kulisach serialu "Marseille" [WYWIAD]

?Marseille? to pierwsza francuskojęzyczna produkcja firmy Netflix. W obsadzie znaleźli się m.in. Geraldine Pailhas i Gerard Depardieu.

Producenci zapowiadają, że "Marseille" może być hitem na miarę słynnego już "House of Cards". W nowym serialu burmistrz leżącego na południu Francji miasta staje w wyborach przeciwko swojemu młodemu protegowanemu. A wszystko dzieje się w pięknej nadmorskiej scenerii. Serial, którego premierę zaplanowano w Netflix na 5 maja,  ma liczyć 8 odcinków. Twórcą i scenarzystą jest Dan Franck, a pierwsze dwa epizody wyreżyseruje Florent Siri. Rozmawiamy o "Marseille" z nim oraz z Geraldine Pailhas, odtwórczynią jednej z głównych ról. W tej najważniejszej zobaczymy Gerarda Depardieu.

Angelika Swoboda: Właśnie wróciłeś z planu. Zmęczony?

Florent Siri: - Trochę. Ale kiedy producent "Marseille" zaproponował mi, żebym wyreżyserował pierwsze epizody, nie mogłem odmówić. Zadzwonili do mnie i powiedzieli: masz totalną wolność, możesz wybrać muzykę, aktorów. Od razu pomyślałem o Gerardzie Depardieu i Geraldine Pailhas.

Dlaczego oni?

Florent Siri:- Bo są fantastyczni!

Jak poznawałeś Marsylię?

Florent Siri: - Wybrałem się tam, żeby na świeżo poczuć to miasto. Pochodzić po nim, zajrzeć do kafeterii, poprzyglądać się ludziom. To specyficzne miasto z niepowtarzalnym klimatem i miksem kulturowym. Idealne, by rozgrywały się w nim wydarzenia nowego serialu. Lubię to miasto, ponieważ jest unikalne i stworzone do tego, żeby w nim ustawić kamerę. Malownicze uliczki, różne poziomy, piękne budynki, port. I tyle różnych twarzy, różnych charakterów. Bardzo chciałbym je przenieść do serialu.

Co jeszcze zobaczymy w serialu?

Florent Siri: - Wielką miłość między bohaterami, nie zdradzę na razie, o których chodzi. Chciałbym też ciekawie pokazać to, jak świat polityki przenika się z biednymi dzielnicami miasta. To miasto pracuje, krok po kroku. Byliśmy tak parę tygodni temu. Po prostu wchodziliśmy w którąś z ulic z kamerą i kręciliśmy. Ale jednocześnie powtarzaliśmy sobie, że nie jesteśmy dokumentalistami, po prostu musimy pogadać o tym, co nakręciliśmy i jak to wykorzystać w serialu. To miasto naprawdę jest specyficzne.

 

 

Geraldine, dobrze się bawiłaś na planie?

Geraldine Pailhas: - Tak, bo "Marseille" jest nie tylko o polityce. Pokazuje też różne niuanse kulturowe, miłość, nienawiść, zazdrość. A nawet jest miłość jednego z bohaterów do bliźniaków.

Jak wyglądała wasza współpraca z Gerardem Depardieu? On i reżyser nie walczyli ze sobą o władzę?

Geraldine Pailhas: - Gerard jest świetnym aktorem, ale to reżyser jest liderem na planie. On uwielbia to, co robi i potrafi utrzymać dyscyplinę w pracy.

Florent Siri: - Nie zapominajmy, że Gerard jest fantastyczny. Uwielbiam go jako aktora! Dał najlepsze show z możliwych.

Geraldine Pailhas: - A przy tym widziałam, Florent, że Gerard darzy cię ogromnym szacunkiem.

Geraldine, powiedz mi na koniec, jak ty to robisz, że mimo intensywnej pracy na planie tak świetnie, szczupło wyglądasz?

Geraldine Pailhas: - Ja szczupła? Mówisz serio? Kocham cię! Hm, lubię wiele rzeczy, chociażby kuchnię japońską. Ale wiesz, byłam tancerką, więc moje ciało jest elastyczne, łatwo przychodzi mi zrzucenie paru kilo. No i wciąż regularnie ćwiczę taniec oraz jogę.