Viggo Mortensen miał zrobić sobie przerwę od aktorstwa. Kiedy przeczytał ten scenariusz, zmienił zdanie...

Viggo Mortensen zapowiadał, że ma zamiar przez pewien czas odpocząć od aktorstwa. Jednak po przeczytaniu scenariusza ?Drogi? na podstawie powieści Cormacka McCarthy'ego, zmienił zdanie. O przygotowaniach do tego filmu krążą już legendy. Począwszy od zrzucenia 15 kilogramów, przez doprowadzenie się do stanu, w którym wzięto go za bezdomnego i nie wpuszczono do jednego ze sklepów w Pittsburghu po jedzenie świerszczy.


Mitologia drogi i związanej z nią podróży to jeden z kluczowych elementów dla zrozumienia amerykańskiej kultury. Mnożyć można by przykłady literackie czy filmowe, w których bohaterowie, bez względu na wiek, życiowe doświadczenie oraz okoliczności porzucają nagle wszystko i wyruszają przed siebie. Bez większego planu, konkretnego celu, nie wiedząc, co ich czeka. Ciekawe jest, że ten swoisty fenomen ochoczo zrozumieć próbują także twórcy z innych kręgów kulturowych. Wystarczy wspomnieć Brazylijczyka Waltera Sallesa, który przed kilkoma laty podjął się ekranizacji kultowej powieści Jacka Kerouacka "W drodze" czy Australijczyka Johna Hillcoata, który w 2009 roku odważnie rzucił wyzwanie prozie Cormacka McCarthy'ego.



Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że owa mitologiczna droga jeszcze nigdy nie była tak przygnębiająca jak właśnie w filmie Hillcoata. W dużej mierze dlatego, że u reżysera "Propozycji" cywilizacja, jaką znamy, dobiła kresu, a Amerykę ogarnęła apokalipsa. W filmie nie poznamy jej przyczyny, podobnie zresztą jak imion głównych bohaterów - ojca i syna, którzy przemierzają kraj, nawet nie tyle w poszukiwaniu lepszego jutra, co po prostu chcąc przeżyć.

Wykreowany przez Hillcoata i znakomitego hiszpańskiego operatora Javiera Aguirresarobe świat osacza każdą kolejną sceną. Brakiem słońca, nie mogącego przebić się przez ciasną warstwę chmur, pokrywającym wszystko pyłem, wreszcie spotykanymi po drodze ludźmi, których poziom zezwierzęcenia sięgnął zenitu. "Droga" daje tym samym zupełnie inną wizję postapokaliptycznego świata niż tę znaną chociażby z "Mad Maxa" George'a Millera, "Ludzkich dzieci" Alfonso Cuaróna czy robiącego ostatnimi czasy furorę na kolejnych festiwalach "Turbo Kida" Francoisa Simarda, Anouk Whissell i Yoanna-Karla Whissella. Nie wspominając, pół żartem, o naszym rodzynku w tej materii, czyli kultowej "Seksmisji" Juliusza Machulskiego.

John Hillcoat, znany ze współpracy z Nickiem Cavem (obok teledysków zrealizowali razem film "Propozycja" z 2005 roku, do której muzyk napisał scenariusz), rzucił się na głęboką wodę. Bo to nie tylko trudny temat, ale i osoba autora powieści Cormacka McCarthy'ego, uznanego przez krytyka literackiego Harolda Blooma za jednego z czterech najważniejszych współczesnych powieściopisarzy amerykańskich (obok Thomasa Pynchona, Dona DeLillo i Philipa Rotha). Utwory ponad 80-letniego autora ze zmiennym szczęściem ekranizował nie byle kto, bo Billy Bob Thornton, bracia Coen, Tommy Lee Jones oraz James Franco. Najlepiej bez wątpienia wyszło to Coenom, których "To nie jest kraj dla starych ludzi" zgarnął przed siedmioma laty cztery Oscary (w tym za najlepszy film i scenariusz) i jest jedną z ciekawszych pozycji w ich bogatej filmografii.

"Tym co najbardziej zafascynowało mnie w książce McCarthy'ego, był fakt, jak łatwo umiejscowić akcję tu i teraz. Następuje apokalipsa, której wcale nie trzeba tłumaczyć jakimś wielkim wydarzeniem, i nagle chodzi tylko o to, żeby dotrwać do kolejnego dnia" - wspominał w jednym z wywiadów Hillcoat. Tę powszechność i brak spektakularności w pokazywaniu tragicznych dla ludzkości wydarzeń - a schodzą tu one na dalszy plan - warunkuje punkt widzenia ograniczony w dużej mierze do dwóch głównych bohaterów.

W postaci ojca i syna wcielają się: Viggo Mortensen oraz młody Kodi Smit-Mcphee. I role te są znakomite. Co ciekawe, Mortensen zapowiadał, że ma zamiar przez pewien czas odpocząć od aktorstwa. Jednak po przeczytaniu scenariusza "Drogi", zmienił zdanie i plany te na jakiś czas odłożył. O przygotowaniach do tego filmu, zwłaszcza doświadczonego aktora, krążą już legendy. Począwszy od zrzucenia 15 kilogramów, przez doprowadzenie się do stanu, w którym wzięto go za bezdomnego i nie wpuszczono do jednego ze sklepów w Pittsburghu po jedzenie świerszczy. Zresztą ciekawy (i nie ma co ukrywać - gwiazdorski) jest tu drugi plan, na którym u Hillcoata zobaczyć można: Charlize Theron, Roberta Duvalla oraz Guy'a Pearce'a.

Swoją światową premierę "Droga" miała na festiwalu filmowym w Wenecji, gdzie walczyła o Złotego Lwa w konkursie głównym. I choć ostatecznie obraz Johna Hillcoata uznać musiał wyższość "Libanu" w reżyserii Samuela Maoza, potwierdził artystyczne aspiracje, których dowodem były kolejne festiwalowe nagrody. Najwięcej zyskał na tym sam Australijczyk, który na dobre zadomowił się w Stanach Zjednoczonych, realizując trzy lata później świetnego "Gangstera" z Tomem Hardym i Shią LaBeoufem w rolach głównych, a zupełnie niedawno nieźle oceniane "Psy mafii". Jak widać apokalipsa wcale nie musi oznaczać końca.



Skomentuj:
Viggo Mortensen miał zrobić sobie przerwę od aktorstwa. Kiedy przeczytał ten scenariusz, zmienił zdanie...
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX