Wierzysz w segregowanie śmieci? Ten biznes naprawdę śmierdzi. Przerażające śledztwo znanego dziennikarza

Skorumpowani politycy, zastraszani zwykli ludzie, oficerowie służb specjalnych, którzy przeszli na ciemną stronę mocy i w końcu gangsterzy, którzy znaleźli sobie nowe źródło dochodów. A w tym wszystkim... śmieci. Biznes, który rujnuje piękne tereny i na którym bogaci się mafia. "System. Jak mafia zarabia na śmieciach" to nie jest niestety wciągający kryminał, ale przerażający reportaż o rzeczywistości, w której świat przestępczości zorganizowanej dotyczy każdego.
Segregujesz śmieci? Tylko po co

"Czy wiesz, że być może każdego dnia, kiedy idziesz wyrzucić do kubła starannie posegregowane odpady, dajesz zarobić mafii?"- pyta Bertold Kittel, znany dziennikarz śledczy, w swojej drugiej książce. Z jednej strony mamy kampanie społeczne, które pokazują słuszność takich akcji, jak właśnie segregacja śmieci, a z drugiej państwo nie może zapewnić, że wysiłek jednostki będzie miał jakikolwiek sens. Bo, jak przekonuje autor, i tak ktoś pewnie wyrzuci szkło, papier, plastik, a nawet toksyczne odpady na jedno nielegalne wysypisko, do lasu czy nawet komuś prawie pod okno. I jeszcze na tym zarobi. Jak to jest w ogóle możliwe?

"Cynk"

Śledztwo Kittla zaczęło się od informacji o zatuszowanej aferze w katowickiej delegaturze CBA. Dwaj agenci przeszli na stronę przestępców. Kierownictwo, które dowiedziało się o sprawie, wysłało ich... na emeryturę.

"Kiedy czytam o największych aferach, do jakich doszło w przeszłości, na przykład o Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, o mafii paliwowej, o gangu pruszkowskim - zawsze, prędzej czy później, pojawia się w tle ktoś ze służb specjalnych. Ale rzadko kogoś udaje się złapać za rękę - pisze autor. To właśnie odróżniało cynk sprzed kilku miesięcy od innych - oto miałem na talerzu sprzedajnych agentów. Mogłem spróbować pochodzić za nimi, poobserwować. Może nawet wciągnąć w jakąś podwójną grę?"

Kittel swoją historię zaczyna od opisu imprezy pożegnalnej tych agentów, która miała miejsce w Katowicach. Mimo że ta odbywała się za zamkniętymi drzwiami, dziennikarzowi i jego ekipie z ukrytej kamery udało się sfilmować najważniejsze momenty, m.in. to, jak na pamiątkę agentom wręczono szable, symbolizujące oficerski honor. Kittel na tym nagraniu nie poprzestał. Chciał się dowiedzieć, co świeżo upieczeni emeryci będą robić dalej.

"Zaintrygowany, podjąłem trop i przez wiele tygodni szukałem najdrobniejszych śladów afery. Grzebałem w dokumentach starych spraw sądowych, w aktach personalnych z zakładów karnych, w dokumentach spółek i urzędów. Odkryłem wielu ludzi zaangażowanych wyłącznie w jeden biznes: w śmieci. Członkowie najgroźniejszej w ostatnich latach grupy przestępczej, byli agenci komunistycznych służb specjalnych, agencji nowych służb, politycy i ich najbliżsi krewni - wszyscy tworzą wielką strukturę, która opanowała dużą część rynku odpadów."

Książki Bertolda Kittla w promocji w Publio.pl >>


Jak ta struktura funkcjonuje?

Kittel w reportażu, który jest poruszającą relacją z trwającego ponad pół roku dziennikarskiego śledztwa, próbuje udowodnić, że z powodu całkowitej bierności państwa, złego prawa i korupcji, która ma się w Polsce całkiem nieźle, biznes "śmieciowy" trafił do szarej strefy.

"Wskutek źle skonstruowanych przepisów, prawie cały system utylizacji i recyklingu odpadów działa wirtualnie: tworzone są fikcyjne dokumenty potwierdzające recykling fikcyjnych odpadów. Firmy płacą za nie całkiem realną gotówkę, dzięki czemu unikają płacenia dużo wyższych realnych kar. A władza jest zadowolona, bo na podstawie lewych faktur tworzy statystyki, w których Polska jawi się jako wzór zarządzania śmieciowym problemem."

Kittel pokazał to na przykładzie szkła i DPR-ów, czyli dokumentów potwierdzających recykling. W Polsce istnieje obowiązek recyklingowania opakowań szklanych, ale nikt nie kontroluje, jak ten recykling wygląda. Firma, która produkuje np. szklane butelki, musi zebrać odpowiednią ilość szklanych opakowań rocznie. Nie musi jednak robić tego sama. Są na rynku firmy, które zrobią to za nią. I to one wystawiają te certyfikaty. W czym więc problem? Na wystawianiu certyfikatów zarabiają, a z zebranego szkła nikt ich nie rozlicza i nic im nie grozi, jeśli go nie zbiorą. Taka sytuacja - twierdzi Kittel - to pożywka dla świata przestępczego, który wprowadził tu swoje bezwzględne reguły oparte na zastraszaniu, korupcji i łamaniu prawa.

Książki Bertolda Kittla do kupienia w promocji na Publio.pl

To nie jest zgrabny thriller

Skala nadużyć, które opisuje autor, jest zatrważająca. Światek, który pokazuje, jest od podszewki bezwzględny, poszkodowani bezsilni, a ludzie odpowiedzialni za skażanie środowiska bezkarni. "System" czyta się prawie jak dobry kryminał. Ale mając cały czas świadomość tego, że to relacja z prawdziwego śledztwa, a nie fikcja literacka, tracimy zwykłą przyjemność z obcowania z lekturą. Za to wzrasta w nas złość i przede wszystkim niedowierzanie.

Bertold Kittel - dziennikarz śledczy przez wiele lat piszący dla "Rzeczpospolitej". Obecnie pracuje w telewizji TVN. Wielokrotnie nagradzany, otrzymał prestiżowe wyróżnienia, takie jak: Grand Press, Główna Nagroda Wolności Słowa, nagroda w Konkursie im. Stefana Batorego "Tylko ryba nie bierze?", nagroda Watergate. Autor bestsellerowej "Mafii po polsku" (PWN, 2013) - reportażu śledczego o polskiej przestępczości.

Fragment książki "System. Jak mafia zarabia na śmieciach"

Zbierając materiały do reportażu, korzystałem z merytorycznej pomocy ludzi, którzy od lat walczą ze śmieciową szarą strefą, bezskutecznie namawiając do zaostrzenia przepisów, ścigając firmy krzaki i alarmując prokuraturę.

Dlaczego walczą? Bo zakładali swoje firmy, licząc na legalny zarobek na legalnym odzysku surowców wtórnych i uczciwym gospodarowaniu odpadami.

Polska przyjęła przepisy, które miały je zrewolucjonizować. W praktyce okazało się, że żadnej rewolucji nie ma, a nowe przepisy to żyła złota dla samorządowców i przestępców. Na przykład Warszawa przyjęła zasadę, że śmieci będą zagospodarowywać firmy, które oferują najniższe stawki za usługę (argumenty: oszczędność i załatanie dziury w stołecznym budżecie). Ale najtańsze firmy mają zwykle prawo za nic i wyrzucają nawet najbardziej niebezpieczne odpady na nielegalne wysypiska. A to oznacza, że niedługo nasze lasy i góry utoną w śmieciach, gdy tymczasem firmy działające lege artis zbankrutują.

Jedna z nich niedawno otworzyła w Warszawie nowoczesny zakład segregacji odpadów, tyle że nie ma w nim czego segregować. Widmo bankructwa zagląda jej w oczy.

W ciągu kilku lat szara strefa na rynku odpadów stała się potęgą: fikcyjne huty szkła, milionowe zyski i niemal całkowita bezkarność spowodowały, że przestępczy biznes wypiera legalny. Wskutek źle skonstruowanych przepisów, prawie cały system utylizacji i recyklingu odpadów działa wirtualnie: tworzone są fikcyjne dokumenty potwierdzające recykling fikcyjnych odpadów. Firmy płacą za nie całkiem realną gotówkę, dzięki czemu unikają płacenia dużo wyższych realnych kar. A władza jest zadowolona, bo na podstawie lewych faktur tworzy statystyki, w których Polska jawi się jako wzór zarządzania śmieciowym problemem.

Trochę to przypomina Matrixa z jego kolorowym wirtualnym światem i brudem zrujnowanego reala.