To były czasy! Naiwnie, beztrosko, z urokiem... Wspominamy lata 80. w nowym, świetnym(!) cyklu w Ale kino+

Młodzież zawsze miała swoich idoli, starała się mieć swój styl i swoją najprawdziwszą prawdę o życiu. W latach 80. była ona kolorowa i beztroska. Chociaż problemy zawsze były podobne. Poza tym to właśnie wtedy karierę zaczynali Matthew McConaughey, John Cusack, Emilio Estevez, Sean Penn, Demi Moore, Robert Downey Jr., Andie MacDowell i ich kolorowe marynarki i fryzury. Czasami trudno uwierzyć, co z nich dzisiaj wyrosło.
Każda epoka ma swój styl. Po latach może się wydawać nawet zabawny, ale kiedy obowiązywał, wszyscy byli przekonani, że to jest ten najwyższy stopień rozwoju, i że nigdy już nie będzie inaczej. A już na pewno ładniej.

Epoka nadziei i beztroski

Lata 80. były czasem rozbudzonych nadziei. Skokowo zaczęła się rozwijać technologia, pojawiały się jasne perspektywy na przyszłość, zaczął się czas wielkiego żarcia. Znaczy konsumpcji. Muzyka pop stała się radosna, filmy dla młodzieży i o młodzieży stawały się odważniejsze obyczajowo, a kolory odzieży raczej krzykliwe niż nie stonowane. No i te gąbki w ramionach, i podwinięte rękawy marynarek i niezliczone ilości lakieru do włosów, i tapir. Ech, to był sznyt.

Lata 80. styl miały bardzo konkretny. Niezmienne - i to po dziś - pozostają tylko skłonność do palenia zioła, które nadawało chłopakowi odpowiedniego charakteru i czyniło go co prawda głupawym, ale za to bezgranicznie szczęśliwym i kochanym, oraz alkohol jako najwyższa forma rozrywki. W tych amerykańskich, za alkohol wystarczało piwo. Zresztą light, najczęściej. Wspomagane brokatem fryzury bywają zabawne, a dialogi wydają się cokolwiek naiwne, ale nie tylko ja - co z racji tego, że przy nich dojrzewałem - mam do nich sentyment. Bo umówmy się, niezależnie od tego w jakich czasach dojrzewamy, zawsze mamy wtedy tak samo nakotłowane w głowach. Tak samo każda miłość wydaje nam się tą jedyną, największą i ostatnią, a każdy problem wydaje się tym, który nas ostatecznie pogrąży i nigdy już nie będzie lepiej.

Teraz w filmach jest wszystko dosłowniejsze, ostrzejsze, a nawet wulgarne. A te z naiwnych i beztroskich lat 80. mimo tego, że kiedyś uznawane były za bardzo śmiałe, dzisiaj mieściłyby się w dość wąskiej pod względem obyczajowym ścieżce młodzieżowego kina spod znaku Disneya. No, może tylko bez tych śpiewanek. A mimo to, mają wciąż jakiś magnetyzm i urok. Dla jednych - jak ja na przykład - są wspaniałym wspomnieniem, dla innych po prostu świetną zabawą, czasami z lekką łezką wzruszenia.

Narodziny gwiazd

Bo schemat jest stary jak świat. Otóż zwykle miła, porządna i sympatyczna, choć lekko wycofana i nieśmiała ona zakochuje się w dzikusie, szkolnym łobuzie, którego jednak uwielbiają wszyscy. Za jego fryzurę, za jego umiłowanie życia i beztroskę. Oraz za ogólną przystojność obleczoną w bardziej niezwykłe odzienie. Niezwykłe, to to odzienie jest zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy. Błyskotki, przewieszki, łańcuszki, i ogólna wesołość w kolorach. Z wyłączeniem - czasami - osoby charakteryzującej się na posępną indywidualistkę/tę czernią i mocnym makijażem wyrażającą swój niechętny stosunek do reszty ludzkości. Bo przecież świat jest zły.

Ale najważniejsze, że poza całą tą socjologiczną otoczką to była po prostu dobra zabawa. I gwiazdy. To znaczy aktorzy i aktorki, które dzisiaj są gwiazdami, a wtedy zaczynali swoją drogę na szczyt. Niekwestionowaną królową romantycznych komedii młodzieżowych była Molly Ringwald, ale równie mocno w serca młodzieży wdarli się Matthew McConaughey, John Cusack, Emilio Estevez, Sean Penn, Demi Moore, Andie MacDowell i Rob Lowe. A gdyby do listy filmów Ale Kino+ dopisało film - przyznam, że bardzo mi go w zestawie brakuje - "Mniej niż zero", również Robert Downey Jr., jako dyżurny uroczy chłopak z problemami.

Jednego filmu mi brakuje, ale cztery są. I cztery poniedziałki mam już telewizyjnie zajęte. Z przyjemnością.

Co w cyklu Ale Kino+?

Już dzisiaj "Beztroskie lata w Ridgemont High" z 1982 roku. Szalone czasy liceum, pierwsze przyjaźnie i miłości, a przede wszystkim dużo dobrej muzyki i zabawy. I pierwsze kroki w show-biznesie Seana Penna, Foresta Whitakera i Nicholasa Cage'a. W roku 2000 film znalazł się na liście 100 najśmieszniejszych amerykańskich filmów wszechczasów. Świetna zabawa, ale z pomysłem na odrobinę refleksji. (Ale kino+ godz. 20:10)

Następne lipcowe poniedziałki to kolejno: "Szesnaście świeczek" z 1984 roku, i nieszczęśliwie zakochanej w najprzystojniejszym chłopaku ze szkoły dziewczynie kończącej właśnie szesnaście lat, i planującej pożegnanie z dziewictwem. Molly Ringwald w roli głównej, ale w tle m.in. John Cusack. Od głośnego śmiechu, do szczerego wzruszenia. (Ale kino+ 13 lipca, 20:10)

"Klub winowajców" z 1985 roku, czyli pięcioro nastolatków z różnych środowisk, którzy za szkolne przewinienia muszą za karę spędzić sobotę w bibliotece, pod okiem surowego nauczyciela. Wychodzi z tego coś w rodzaju obserwacji grupy terapeutycznej, z tym jednak, że tu bywa naprawdę wesoło. Oczywiście był to kolejny sukces kochanej wtedy Molly Ringwald, ale w roli romantycznego łobuza w serca nastolatek wdarł się z przytupem Emilio Estevez. (Ale kino+ 20 lipca, 20:10)

"Ognie św. Elma" z 1985, mój ulubiony (poza wspomnianym "Mniej niż zero") film z tego okresu. I chyba najmniej komediowy. Spod ręki późniejszego mistrza kina akcji Joela Schumachera. Jest to wzruszająca opowieść o grupie przyjaciół wkraczających w dorosłe życie, u progu i tuż po pierwszych poważnych życiowych decyzjach. Ale przede wszystkim o sile przyjaźni i o jej sensie. W rolach głównych Demi Moore i ówczesne bożyszcze nastolatek Rob Lowe. A w tle m.in. Andie MacDowell w swojej drugiej zaledwie filmowej roli. Plus nominowana do Grammy muzyka. (Ale kino+ 27 lipca, 20:10).

O wszystkich będę oczywiście przypominał w codziennych telewizyjnych Polecajach.