Mały Quinquin, czy warto go zobaczyć i dlaczego aż tak bardzo

Niedawno namawiałem Was bardzo i polecałem serial "Broadchurch", wyjmując go z codziennego telewizyjnego Polecaja i poświęcając mu osobny tekst, z nadzieją, że się nim bardziej zainteresujecie. Jestem przekonany, że nikt, kto dzięki tym moim namowom zdecydował się na oglądanie serialu, nie jest rozczarowany, nie zawiódł się na mojej entuzjastycznej o nim opinii. Jeśli więc tamtym poleceniem zasłużyłem sobie na choćby odrobinę Waszego zaufania, teraz podobnie mocno rekomenduję Wam czteroodcinkowy feancuski miniserial "Mały Quinquin", którego część pierwszą już w najbliższy czwartek o wyemituje o godz. 20:10 Ale kino+. Rzadko piszę aż tak, ale tym razem nie mogę inaczej, musicie to zobaczyć. To są dzieła z innych trochę światów, ale łączy je przynajmniej jedno, oba są genialne.
Część z Was być może zna już tę historię dzięki wersji filmowej zaprezentowanej na festiwalu Nowe Horyzonty, ale jeśli tak, to dopiero telewizyjny zasięg da szansę poznać ją szerokiej, naprawdę szerokiej widowni. I dobrze. Drugie dobrze, to to, że premiera odbędzie się w telewizji, która filmów i seriali nie tnie reklamami. Bo akurat ten serial chyba nie zniósłby takiego eksperymentu.



"Mały Quinquin" to pierwsza praca znakomitego i kontrowersyjnego francuskiego scenarzysty i reżysera Bruno Dumonta dla telewizji. Może chyba powiedzieć, że jeden z najpiękniejszych i najważniejszych owoców rysującej się od jakiegoś czasu powrotu artystów do tego medium i poszukiwania w nim nowych form wyrazu i korzystaniu z jego możliwości. Dumont to artysta doceniony, wielokrotnie nagradzany za swoje filmy, i co ważne, mający znakomity kontakt z widownią. Artyzm jego filmów, nie polega na tworzeniu rzeczy zrozumiałych wyłącznie dla twórcy i grupy krytyków, którzy w obawie przed śmiesznością udają, że zrozumieli, i że mają jakąś swoją interpretację przesłania. U niego wirtuozeria ujęć i istny majstersztyk scenariuszowych zakrętów, łączą się z wielkim dystansem do sztuki, ze zrozumieniem ludzkiej potrzeby oddechu i refleksji, która niekoniecznie musi być związana z traumą, albo udziwnianiem. Krótko mówiąc, u Dumonta określenie "kino autorskie", nie oznacza, że jest to kino tworzone przez autora dla autora i być może kilku jego apologetów. Ale żeby zaprosić go do telewizji, i pozwolić realizować kryminał, trzeba było - że tak pozwolę sobie na trochę językowej swobody - mieć jaja. Telewizja Arte zdecydowała się, i bardzo jej za to dziękuję.

"Mały Quinquin" jest utrzymany nieco w klimatach - moim zdaniem - najlepszych filmów reżysera, czyli "Flandrii" i "Ludzkości", głównie w formie. Mimo całej powagi i ciężaru problemów, które porusza, jest to kryminał przesycony humorem, a może nawet groteską czasami przekraczającą granice absurdu, i szarga wszystkie świętości. Czy jest taki gatunek jak kryminalna komedia absurdu? Jeśli nie było, to Dumont ją stworzył. Powiem więcej, to jest również o tyle dziwny kryminał, że jego sensem nie wydaje się być kryminalna zagadka, a obraz świata, w którym historia się dzieje. Właściwie mikroświata, specyficznej społeczności. "Mały Quinquin" to śledztwo w nadmorskiej francuskiej miejscowości, w której w - oczywiście - tajemniczych okolicznościach giną ludzie. Śledztwo prowadzą mało rozgarnięci detektywi, którzy momentami przypominać mogą postaci z "Gangu Olsena", a my obserwujemy je z perspektywy nastoletniego brzydala i rozrabiaki, herszta lokalnej łobuzerki. I ten zabieg to kolejny przebłysk geniuszu, bo pozwala na rozwinięcie kilku bocznych, głównie komediowych wątków.

Najkrócej mówiąc, świetna zabawa, i to z sensem.

Ale kino+, czwartek, godz. 20:10

Mały Quinquin (P'tit Quinquin) - miniserial kryminalny, Francja 2014, reż. Bruno Dumont, wyk. Alane Delhaye, Lucy Caron, Bernard Pruvost, Philippe Jore (65 min)

Komentarze (5)
Mały Quinquin, czy warto go zobaczyć i dlaczego aż tak bardzo
Zaloguj się
  • Piotr Grygo

    Oceniono 12 razy 8

    TLDR ... może na początek, zamiast gadać o okolicznościach, warto powiedzieć co to w ogóle jest ?

  • kajetan907

    Oceniono 10 razy 4

    Jak dla mnie bomba! Scena w kościele mistrzostwo świata,ale wydaje mi się że nie dla wszystkich.

  • sineguanon

    0

    Widziałem "Poza szatanem". Niezwykły. Niepokojący, wielopłaszczyznowy, wieloznaczny z elementami gnozy. Zamierzam przyjrzeć się pozostałej twórczości twórcy.

  • mtat

    Oceniono 8 razy -2

    "Broadchurch" zgodzę się, absolutna rewelacja, ale "Mały Quinquin" - może nie powinienem oceniac po pierwszym odcinku, ale mało co na tym nie zasnąłem, nudne, mało smieszne i nie wciągające totalnie. To jeden z przykładów jak dla mnie filmów (seriali), który podoba się wyłącznie krytykom

  • fishinthesea

    Oceniono 20 razy -4

    Niestety mialam okazje obejrzec "P'tit Quinquin" w kinie. Byl to pierwszy i jak dotad jedyny seans podczas ktorego wyszlam z kina... Tego sie po prostu nie da ogladac.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX