"Safe House" nie zawsze jest bezpieczny... ale jest świetny! Premiera w polskiej TV

Po raz pierwszy w telewizji w Polsce rewelacyjny psychologiczny kryminał w odcinkach. "Safe House" to miejsce, które ma dać poczucie bezpieczeństwa ludziom, którym na zewnątrz grozi poważne niebezpieczeństwo. Ale zawsze oznacza to swoistą psychodramę, w której muszą zmierzyć się z lękami, ze sobą, a czasami, jak w przypadków bohaterów tego miniserialu, również z realnym zagrożeniem. Nowy kryminał z Christopherem Ecclestonem wart jest zobaczenia. To będą świetne dwa środowe wieczory z Ale kino+
Nie jest żadną tajemnicą, że jestem absolutnym fanem brytyjskich seriali, miniseriali, ze szczególnym uwzględnieniem kryminału i komedii. Nie jestem więc obiektywny, bo każda taka produkcja ma u mnie już na starcie kilka punktów przewagi nad innymi. Ale jeśli zachęcam Was do miniserialu "Safe House", to wiedzcie, że te bonusowe punkty nie mają najmniejszego znaczenia w ogólnej ocenie. Bo to jest znakomite samo w sobie, i nie potrzebuje żadnych bonusów. Bo wszystko tu jest takie, jak lubię. Jest główny bohater z istotną dla opowieści przyszłością, jest świetny - chociaż jak na brytyjską produkcję oszczędny - dialog i rewelacyjnie budowany klimat niebezpieczeństwa i niezwykłości.

Niewygodny układ

Postacią najważniejszą jest były policjant, który po nieudanej akcji, w której miał ochraniać pewną aktorkę chcącą zeznawać przeciwko swojemu mężowi gangsterowi, uciekł wraz z rodziną od miejskiego zgiełku i swoich przykrych wspomnień w głuszę. Prowadzi z żoną niewielki pensjonat w przepięknej, scenerii hrabstwa Kumbria w północno-zachodniej Anglii. Są w swoim małym przyjemnym niebie, i tak ma wyglądać ich całe życie. Ale wraz z prośbą przyjaciela wraca do niego przeszłość. Oto bowiem dawny kolega z Policji prosi go o udostępnienie pensjonatu, żeby ukryć w nim rodzinę nękaną przez niebezpiecznego psychopatę. Żona naszego bohatera nie jest zachwycona tym pomysłem, bo słusznie spodziewa się, że na zgodzie może skończyć się ich idylla, ale on ma nadzieję, że pomoc tej rodzinie zdejmie z niego poczucie winy za poprzednią, nieudaną akcję, o której wspomniałem.

Idzie więc na układ, przygarnia obcą rodzinę i oczywiście niebawem zaczyna tego żałować. A nawet nie tyle żałować, bo to byłoby zbyt proste, on zaczyna za to płacić swoją cenę. Bo okazuje się, że coś, co wydawało się sprawą oczywistą, ma swoje drugie dno, trzecie dno, i wcale nie wiadomo czy kolejne będzie ostatnim. Ale o szczegółach, z oczywistych powodów nie mogę pisać przed emisją. W każdym razie obiecuję, że będzie dobrze. I tu wspiera mnie scenarzysta Michael Crompton, który o serialu mówił: "Każdy z nas skrywa co najmniej jeden sekret - i to taki, o którym nikt nie może się dowiedzieć. A przecież właśnie to, co ludzie ukrywają jest najbardziej fascynujące. Tak powstaje atrakcyjna fabuła, zabudowana na intrygującej tajemnicy i próbie poznania prawdy". No właśnie.



Duszny, trochę klaustrofobiczny i rozedrgany

Wielkim atutem jest klimat miniserialu. Trochę duszny, trochę klaustrofobiczny i rozedrgany. Ale w każdej, nawet najmniej istotnej dla fabuły chwili, budujący napięcie. Bo Safe House to w żargonie policyjnym oznacza kryjówkę dla świadków koronnych i osób, które w związku ze śledztwem lub procesem jest zagrożone bardziej niż przeciętnie. I staje się ów bezpieczny dom zawsze miejscem specyficznej psychodramy, ponieważ przebywający w takim miejscu ludzie żyjąc pod ciągłą presją lęku, obawy przed zdemaskowaniem muszą uczyć się od nowa żyć. A w tym miniserialu poczucie osaczenia zostało spotęgowane przez klimat miejsca, do którego tym razem trafiła prześladowana rodzina. Marc Evans, reżyser serialu o wyborze scenerii mówi: "Chciałem, aby dom wydawał się zarówno bezpieczny jak i niepokojący, przyjazny, ale i przytłaczający", i to był świetny wybór.

Dawno nie napisałem tak entuzjastycznego zaproszenia do miniserialu, więc na wszelki wypadek przypomnę, że piszę je z pozycji skończonego fana brytyjskiej myśli filmowo telewizyjnej, co mój entuzjazm może trochę usprawiedliwić.

A przecież to nie koniec plusów. W roli głównej znajdziecie Christophera Ecclestona, którego znać możecie m.in. z niedawno nadawanego w Ale kino+ lodowatego serialu "Fortitude", z "Lucana" i z "Na granicy cienia". I który samym swoim pojawieniem się na ekranie daje nadzieję na dobre spędzenie czasu. A partnerują mu m.in. Marsha Thomason, czyli Noemi z "Lost-Zagubieni" oraz Paterson Joseph ("Babylon", "Pozostawieni"). POLECAM BARDZO.

Emisje czterech odcinków w Ale kino+ w środy 4 i 11 listopada, od 20:10, po raz pierwszy w polskiej telewizji.

Więcej o: