Odliczanie do oscarowej gali rozpoczęte, czyli cztery mocne powody, żeby czekać z Ale kino+

Oczywiście zdania co do Oscarów i ich wartości są podzielone. Dla jednych zawsze będzie to zwykła komercyjna hucpa, dla innych jedna z wielu nagród, a jeszcze inni traktują je jak niezawodny wskaźnik jakości. Prawda leży pewnie gdzieś pomiędzy, ale jednego Amerykanom i ich przydzielającej Oscary Akademii odmówić nie można. Tego mianowicie, że potrafili zrobić z tego eventu największą i najpopularniejszą imprezę świata.


O Oscarach rozmawiają prawie wszyscy, niezależnie od tego jaki mają do nich stosunek. Informacje ich dotyczące, nominacje i różne ciekawostki "klikają się" jak szalone, a pod nimi pojawiają się rekordowe ilości zaangażowanych komentarzy. Przy okazji już dzisiaj zapraszam na oscarową noc i poranek do Gazeta.pl. Jak zwykle będzie gorąco, ale w przeciwieństwie do wielu innych miejsc, również rzeczowo.

Przyznam się do jeszcze jednej mojej słabości związanej z Oscarami. Tuż przed galą i tuż po ogłoszeniu wyników, z ciekawością porównuję teksty i relacje w innych mediach z tymi z lat minionych i zastanawiam się ile jeszcze można znaleźć "ciekawostek" z historii nagrody i ile jeszcze można razy spróbować ująć ten temat w jakiś kreatywny sposób? Raczej już nie można, ale co roku ktoś próbuje.

Cztery oscarowe wieczory

Najważniejsze jednak - po ogłoszeniu wyników, jak już internet i telewizje przeanalizują na wszystkie możliwe sposoby toalety gwiazd i gwiazdorów - są jednak ciągle filmy. Statuetka przyznana w dowolnej kategorii zwraca na nagrodzony film i osobę, która statuetkę otrzymała, oczy całego filmowego świata. Przed nagrodzonymi otwierają się wszystkie drzwi i możliwości. Inna sprawa, że nie każdy umie z tego skorzystać.

Ale oscarowe szaleństwo ma kilka wielkich zalet. Takie mianowicie, że telewizje próbują jakoś zdyskontować tę popularność nagrody, dzięki czemu możemy zobaczyć kilka naprawdę niezłych filmów. Ot, choćby jak Ale kino+, która swój - jeden z moich ulubionych cykli "Kino Mówi" poświęciła właśnie Oscarowi. I tak oto otrzymamy bardzo atrakcyjną formę odliczania do gali.

Cztery kolejne czwartki o godz. 20:10 to cztery wybitne filmy i wybitne role. Dzisiaj zaczynamy filmem "Witaj w klubie". I już jest dobrze, prawda? Rzecz to znakomita, z rewelacyjnymi rolami Matthew McConaugheya i Jareda Leto. Obaj zresztą słusznie nagrodzeni zostali za nie odpowiednimi statuetkami. Jared Leto, poza innymi walorami zadziwił widownię tego filmu tym, jak dalece potrafi się dla roli poświęcić i zmienić swoje ciało. A McConaughey po prostu potwierdził, że jest aktorem kompletnym. Oto teksański elektryk, jeździec rodeo i kobieciarz dowiaduje się, że jest nosicielem wirusa HIV, a potem zakłada "Dallas Buyers Club" i rozpoczyna sprzedaż przemycanych z Meksyku wydłużających życie preparatów. To tak w skrócie największym. A przed seansem Błażej Hrapkowicz rozmawiał będzie z Jackiem Poniedziałkiem o granicach poświęcenia aktora. WSPANIAŁE KINO.



Za tydzień kolejny oscarowy film i kolejna rozmowa. Tym razem przed seansem o aktorstwie Marka Ruffalo Błażej Hrapkowicz rozmawiał będzie z dziennikarkami Olą Salwą i Magdaleną Juszczyk. A przyczynkiem do tej rozmowy będzie film "Wszystko w porządku" Lisy Cholodenko. Oto dwie, żyjące w szczęśliwym lesbijskim związku panie, lata temu skorzystały z usług banku spermy, aby rodzina była pełną. Ale po latach, już dorosłe dzieci uznały, że czas wreszcie poznać tatusia. I poznają, co będzie miało dla wszystkich różne, ale poważne konsekwencje. Oprócz nominacji do Oscara dla Marka Ruffalo, nominacje w kategoriach: najlepszy film, scenariusz oraz za rolę Annette Bening. WSPANIAŁA ZABAWA.

W kolejny czwartek, 18 lutego oscarowy seans poprzedzi rozmowa Błażeja Hrapkowicza z Karoliną Korwin-Piotrowską i Anną Gacek o dwukrotnym laureacie Oscara, Seanie Pennie. Jednym z moich ulubionych aktorów. A powodem spotkania będzie film - też jeden z moich ulubionych - "Wszystkie odloty Cheyenne'a" Paolo Sorrentino. Obok Penna występuje w nim m.in. Frances McDormand, na którą również warto zwrócić uwagę baczniejszą. Ale film zasadza się na geniuszu aktorstwa Penna. To dzięki niemu na przemian śmiejemy się, wzruszamy i znowu śmiejemy. Ale nie jest to emocjonalny rollercoaster, tylko wspaniale snuta opowieść o pięćdziesięciolatku, który mieszka z żoną w luksusowej posiadłości w Dublinie. Kiedyś był znanym rockendrollowcem, ale dwie dekady temu porzucił show-biznes. Z powodu fanów, którzy popełnili samobójstwo. Ale wizerunek ma wciąż ten sam. Wciąż nosi skórzane stroje i sceniczny makijaż i zachowuje się jak gwiazda rocka. Gdy dostaje wiadomość o chorobie ojca, byłego więźnia Auschwitz, rusza do Nowego Jorku by się z nim spotkać. Niestety przyjeżdża za późno. Ale dowiaduje się, że ojciec całe życie nieskutecznie próbował dopaść swojego kata z obozu, więc postanawia dokończyć dzieło ojca, i dokonać zemsty. SEAN PENN FENOMENALNY, FILM ŚWIETNY.

Lutową, oscarową odsłonę i odliczanie do wielkiej gali zakończy pokaz filmu "Jane Eyre" Cary'ego Fukunagi. Bardzo angielska i utrzymana w duchu powieści Charlotte Brontë ("Dziwne losy Jane Eyre" 1847 rok), i przy zachowaniu wszystkich zalet dziewiętnastowiecznej literatury udało się film zrealizować tak, że typowa dla niej egzaltacja i bardzo już "niedzisiejsze" dylematy bohaterów nie sprawiają wrażenia naiwności. Przeciwnie, nawet taki cynik jak ja czuł czasem coś w rodzaju wzruszenia. A to znaczy, że normalni ludzie dadzą się ponieść emocjom. No i świetnie dobrana para aktorska Mia Wasikowska i Michael Fassbender, tak uroczo próbujący zachować dystans. Świetne kino. A przyczynkiem do poprzedzającej seans rozmowy Błażeja Hrapkowskiego z Barbarą Braid z Uniwersytetu Szczecińskiego i naszą redakcyjną koleżanką Katarzyną Nowakowską z Foch.pl będzie pytanie: czy Michael Fassbender ma w tym roku szansę na Oscara za rolę Steve'a Jobsa.

Myślicie, że ma?