Krzysztof Zalewski: W kraju, który deklaruje się jako katolicki, gniótł mnie temat nastawienia do uchodźców

Po wydaniu debiutanckiej płyty Pistolet w 2004 roku zniknął na dziewięć lat z pierwszego planu na scenie. W tym czasie szlifował swój warsztat i zdobywał doświadczenie. Teraz wrócił z płytą "Złoto".

Łukasz Łubian: Jak mijają wakacje?

Krzysztof Zalewski: Pracowicie póki co. Aczkolwiek jest jakaś perspektywa wyjazdu w przyszłym tygodniu - na tydzień będę się "wakacjował", a potem z powrotem na koncerty.

No właśnie, wakacje to jest taki czas, kiedy muzycy grają mnóstwo koncertów. Grałeś ostatnio w Katowicach na Męskim Graniu. Jak było?

- Super! Ośmielę się stwierdzić, że pozamiataliśmy na Męskim Graniu. Rzeczywiście, odbiór publiczności był fenomenalny. Mieliśmy też dużo szczęścia, bo wielka burza, która szła nad Katowicami, akurat ominęła nas dosłownie o milimetry. Także niezwykle udany był to koncert. Ja grałem co prawda trzy koncerty tego dnia, jeden po drugim na Męskim Graniu, ale oczywiście najsympatyczniej mi się grało własne piosenki.

Męskie Granie 2017, Krzysztof Zalewski
Fot. Damian Kramski / LIVE

Twoja trzecia płyta, która wyszła w zeszłym roku, trochę zaskoczyła wszystkich. Ma taki trochę polityczny wydźwięk w niektórych piosenkach, w "Uchodźcy" na przykład. Nie bałeś się tego trochę?

- Nie, dlaczego? Muzyka jest moim medium, moim środkiem przekazu, dzięki któremu mogę komunikować się z ludźmi. To, co mi leży na sercu, mogę przekazać właśnie w ten sposób. Dla mnie najważniejsza jest zasada, żeby nie kłamać, nie oszukiwać, nie ściemniać w muzyce, bo to jest zawsze łatwo wyczuwalne. Zazwyczaj więc piszę o sobie, jakichś rozterkach sercowych, walkach z własnymi demonami. Natomiast w obecnej sytuacji gdzieś tam mocno gniótł mnie ten temat - chociażby nastawienia do uchodźców w kraju, który deklaruje się jako katolicki w 90 proc.

Ale wiesz jak to jest, bo zgadzam się z tobą, że ściemniać absolutnie nie wolno, ale artyści niechętnie jednak eksponują się i wyrażają siebie w taki sposób. Wolą pozostać tacy uładzeni, żeby i tych zadowolić, i tamtych, i żeby się z własnymi przemyśleniami nie do końca wylewać.

- Nigdy nie była to moja droga. Nawet jak byłem w teleturnieju, który był apogeum i kwintesencją popu, czy nazwijmy to - mainstreamu, to dzielnie starałem się trzymać swojej drogi, więc nawet nie przyszedł mi taki pomysł do głowy. Oczywiście też nie przesadzajmy w drugą stronę i nie popadajmy w jakąś fałszywą hipokryzję. Zależy mi, żeby dosięgnąć jak największej liczby słuchaczy, wiadomo, natomiast myślę, że też inspirujący jest tekst Natalii Przybysz z piosenki "Miód", żeby mówić prawdę lub nic. Więc tak staram się robić.

Gdzie będzie cię można jeszcze spotkać? Bo Męskie Granie już było, a kiedy będą kolejne koncerty? Jest już jakiś plan?

- Gram jeszcze dwa "miejskie grania", czyli taką mniejszą wersję tej samej imprezy, w Krakowie i we Wrocławiu, wszystkie informacje dostępne są na moim fanpage'u na moim Facebooku. Do końca sierpnia gram jeszcze chyba siedem swoim koncertów, a od września ruszam na regularną trasę koncertową, z powrotem do klubów. To jest moje ulubione pole walki, takie najbliższe mojemu rock'n'rollowemu duchowi.

03.07.2015 Wroclaw . Krzysztof Zalewski  - koncert otwierajacy klub Plac Spoleczny Przestrzen Kreatywna . Fot . Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Gazeta
Fot . Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Gazeta

Po "Idolu" niektórzy mówili, że Cię nie ma, że przepadłeś. Ale wcale tak nie było, bo bardzo dużo robiłeś. Przygotowując się do tej rozmowy oglądałem Twój wywiad i powiedziałeś, że czujesz się takim muzykiem z krwi i kości. Tak to jest, że jesteś już tak w 100 proc. pewny tego, co potrafisz, i tego, co chcesz przekazać swoim słuchaczom?

- Nigdy nie będę w 100 proc. zadowolony ze swoich umiejętności czy możliwości, bo jako zodiakalna Panna jestem naznaczony tą cechą, że zawsze będę dążył do perfekcji, przynajmniej jeżeli chodzi o moją pracę. Podobno Panny też mają strasznie wysprzątane domy - w moim przypadku to nie do końca prawda, raczej jestem bałaganiarzem. Natomiast jeżeli chodzi o moje działania zawodowe to zawsze dążę do perfekcji. Zawsze, nawet po najlepszym koncercie, coś mnie gniecie, że tutaj jedna struna była niedociśnięta w jednej piosence, albo zjadłem końcówkę jakiegoś wyrazu, albo mogłem jakiś inny ruch wykonać.

Ale po koncercie analizujesz to i myślisz, co mogłem zrobić, żeby tego nie było?

- Staram się już tego wystrzegać, nie zawieszać na tym, staram się dojść do jakiegoś takiego racjonalnego stanowiska, że przecież to już było, więc nie mam na to wpływu. Ale czasem analizuję moje występy, żeby zobaczyć, co mogę poprawić w przyszłości. Natomiast jeżeli chodzi o moje przygotowanie do zawodu, to jestem już po 30-ce, więc to jest teraz albo nigdy. Gdybym spędził następną dekadę przygotowując się dzielnie w piwnicy studia nagrań, gdzie spędziłem prawie dekadę, żeby być coraz lepszym, no to później już by było za późno.

Masz teraz takie wewnętrzne przekonanie, że to właśnie jest twój czas, te najbliższe miesiące, lata?

- "Golden year", ha ha ha, oczywiście! To są moje złote lata i właśnie przyszedłem ("to claim them!") po nie. Jestem w tej chwili na wznoszącej fali, więc trzeba to wykorzystać. Jestem niezmiernie zadowolony z faktu, że coraz więcej ludzi przychodzi na koncerty, i to takich nieprzypadkowych, bo śpiewają tłumnie teksty piosenek.

Czyli znaczy, że znają.

- Czyli wiedzą, na co przyszli - i trzeba to wykorzystać. Po 10 latach bicia się i grania swoich koncertów gdzieś w malutkich klubach dla kilkudziesięciu osób, to jest dla mnie wielka nagroda. Ale trzeba pamiętać też, że nic nie trwa wiecznie. Żeby więc utrzymać ten stan albo go mocniej podbić, trzeba pracować tym bardziej wytrwale.

27.06.2015 Krakow , Stadion Korony . Meskie Granie Orkiestra podczas koncertu ' Meskie Granie ' . Fot. Lukasz Krajewski / Agencja Gazeta
Fot. Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta

Ale ty chyba masz w sobie dużo pokory.

- Staram się - jakbym powiedział, że mam w sobie dużo pokory, to by znaczyło, że bym jej nie miał.

Przez te lata, kiedy grałeś z Kasią Nosowską, z Hey, z Muchami, to nauczyło Cię takiego przekonania, że jednak masz tę pokorę, to zaplecze w sobie - że byłeś z tyłu, ale teraz jest twój czas?

- Na pewno. Znowu dwojako można na to spojrzeć. Z jednej strony kiedy stoisz z tyłu, z takim charakterem jaki ja mam (a jednak jestem egocentryczny nieco - gdybym nie był, to bym się nie pchał na front), więc kłuje cię nieco w dołku, że chciałbyś być nieco na froncie a nie jesteś. Z drugiej strony jest to bezpieczne miejsce z tyłu - dużo mniejsza doza odpowiedzialności, dużo mniejszy stres tak naprawdę, na dużo więcej rzeczy możesz sobie pozwolić, bo i tak uwaga widzów jest skupiona gdzie indziej. Natomiast te wszystkie lata na pewno bardzo dużo mi dały w kontekście ogrania scenicznego, umiejętności radzenia sobie w jakichś kryzysowych sytuacjach, nie wiem, kabel się psuje, czy pali się wzmacniacz.

Czyli sobie poradzisz z tym i będziesz wiedział co zrobić.

- Tak, tak, radziłem sobie w takich sytuacjach już niejednokrotnie. Najważniejszy jest spokój i trzeźwość umysłu - to są absolutnie najważniejsze rzeczy. Natomiast teraz, już z płytą "Złoto", zagrałem kilkadziesiąt - kilkadziesiąt koncertów to zagrałem w styczniu i w lutym - od stycznia zagraliśmy może z 50 koncertów z tym materiałem, może więcej, i na pewno coś przeskoczyło mi w głowie. Na pewno nadal jeszcze mam lekką tremę przed wyjściem na scenę. Natomiast w momencie, kiedy już wchodzę na nią, z moim zespołem, to ta trema kompletnie znika. I czuję, że jestem w domu - to jest mój dom, ta scena. To jest moje miejsce, tam się czuję jak ryba w wodzie, no i najchętniej bym stamtąd nie schodził już nigdy.

Oby tak było! Twoja płyta wyszła w listopadzie zeszłego roku. Czasami tak bywa, że muzycy myślą po takim czasie: "Coś bym zrobił inaczej, coś inaczej bym zagrał, coś inaczej bym napisał". Ty jesteś przekonany i pewny tego, co zrobiłeś, czy po tym czasie coś byś zmienił?

- Ja bym zmienił wszystko oczywiście, tylko pierwszy raz doszedłem do wniosku, że to wcale nie musiałoby oznaczać, że płyta byłaby lepsza. Ja bym oczywiście poprawił tam wiele rzeczy, natomiast jeżeli ona trafia do ludzi w takiej postaci, jeżeli jestem w stanie dzięki niej nawiązać z nimi kontakt, to może jest dokładnie taka, jaka powinna być. Może gdyby była trochę lepiej zagrana, momentami lepiej brzmiała, była lepiej wyprodukowana, to straciłaby coś z tego surowego przekazu, gdzieś emocja by się zagubiła po drodze. Skoro działa, to znaczy, że jest taka, jaka powinna być.

Co ci gra w duszy tak naprawdę? Mówiłeś, że ta płyta jest taka trochę "uładzona", że ty byś wolał trochę mocniej, trochę inaczej to zagrać. Ona taka jest według Ciebie? Uładzona, żeby trafiła do szerszego odbiorcy?

- Powiedziałbym raczej, że jest bardziej szorstka właśnie przez to, że było mało czasu, żeby ją skończyć. "Zelig" robiłem 8 lat, bo nigdzie się nie spieszyłem. A tą płytę robiłem, nie wiem, w samym studio to pewnie były bardziej dni czy tygodnie, natomiast materiał robiłem między koncertami, podczas przerwy między "Zeligiem" a "Złotem", czyli 2.5 roku powiedzmy. Wszystko działo się dużo szybciej, więc nie było czasu, żeby to "przeprodukować". Te piosenki zostały w dokładnie takiej formie, w jakiej graliśmy na koncertach - czasem jest jedno ujęcie, jeden "take" całego zespołu, po prostu tylko dograny wokal i tyle, tak jak na przykład w piosence "Jak dobrze". Tam nie ma w ogóle produkcji, jakiejś nadbudowy.

Na pewno singiel "Miłość, miłość" nie tyle jest uładzony, co myśmy nagrali ten numer trzy albo cztery razy, zanim dostał ostateczną formę. I to zasługa Andrzeja Smolika, że on wygląda tak, jak wygląda. Ja napisałem ten numer i wiedziałem, że on ma jakiś potencjał, żeby wzruszyć ludzi. Natomiast nie potrafiłem go zaaranżować - każda moja próba, czy próba z kolegami, producentami, kończyła się tym, że gdzieś "zabrudzaliśmy" tę główną melodię, ten tekst. Każdy grał jakieś tematy i gdzieś to wzruszenie się gubiło pod warstwą popisów instrumentalnych. A Andrzej Smolik pomógł wydobyć to, co w tej piosence jest najważniejsze i wyrzucić wszystkie niepotrzebne rzeczy, więc chwała mu za to. Może ten numer jest rzeczywiście taki... nie użył bym słowa "uładzony", natomiast "uproszczony" na pewno, na rzecz tego, żeby łatwiej go było odebrać, żeby ta emocja, która jest zawarta w melodii, słowach, dotarła prosto do słuchacza bez niepotrzebnych zakłóceń.

Męskie Granie 2017, Katowice
Fot. Damian Kramski / LIVE

Myślisz już o kolejnej płycie?

- Tak, myślę intensywnie.

Jaka i kiedy będzie nowa płyta?

- Z tym jest problem, bo troszkę nie mam czasu ostatnimi tygodniami i miesiącami na to, żeby skupić się na nowym materiale. Mam dwie piosenki już schowane w szufladzie. Teraz, oprócz tego, że gram swoje koncerty i gram jeszcze jako muzyk, nazwijmy to "sesyjny", z Brodką, w międzyczasie biorę udział w różnych pobocznych projektach. Teraz jest premiera singla Miłosza z moim udziałem, gdzie napisałem do refren i kawałek zwrotki. Oprócz tego robiliśmy projekt "Niemen" - z super grupą, gdzie siostry Przybysz śpiewają w chórkach, z piosenkami Czesława Niemena. Mieliśmy premierę tego projektu na festiwalu jarocińskim 16 lipca. W międzyczasie projekt "Obywatel GC 2.0"... Gram dużo różnych rzeczy.

Z drugiej strony z tyłu głowy mam, że skoro jestem na fali wznoszącej, to trzeba teraz złapać to życie za grzywę i wycisnąć co się da (bardziej z cytryny się wyciska, niż z konia, ale niech będzie). Będę pisał piosenki pewnie z pokojach hotelowych po prostu na trasie, między koncertami. Do końca roku mamy czas zajęty trasą, ale zaraz na początku przyszłego roku (chociaż wtedy mogę pojechać z projektem "Niemen"), może chwilę po początku roku, spróbuję znaleźć czas, żeby pojechać na miesiąc z kolegami gdzieś i te wszystkie pomysły wrzucić do jednego gara i podsumować.

Właśnie tak to wygląda, że zamykacie się gdzieś, burza mózgów i to, co przygotowaliście, to potem mówicie "to jest ok, to gracie, to nie, to się uda"?

- Różnie. Przy płycie "Złoto" było tak, że mniej więcej połowę materiału napisałem sam i sam też nagrałem na wszystkim - na bębnach, na klawiszach, gitarach. A połowę materiału zrobiłem z moim zespołem, który jest we Wrocławiu - więc logistycznie mamy czasami problem. Stąd też czasem decyduję się, żeby piosenki robić sam. Mieliśmy pod Opolem takie miejsce, gdzie zamykaliśmy się. To mała miejscowość, więc nikt nam nie przeszkadzał, nie było dystrakcji niepotrzebnych. Mieliśmy tam dla nas piękne miejsce w domu kultury, więc mogliśmy sobie grać nocami. No i wiele, wiele, wiele wieczorów spędziliśmy, próbując robić piosenki. Potem oczywiście trzeba było zrobić sito. Z 20 pomysłów zostawiliśmy 10.