Kinowe starcie superbohaterów. Wygra "stary, dobry" Kapitan Ameryka?

Are you DC or Marvel? To niegdyś popularne zapytanie wśród amerykańskich nastolatków. Choć siła komiksowych superbohaterów na papierze w ostatnich latach osłabła, do niedawna kibicowanie jednemu lub drugiemu wydawnictwu komiksowemu było po drugiej stronie Atlantyku synonimem emocji, które porównać można do dyskusji Europejczyków na temat wyższości Realu nad Barceloną lub odwrotnie.

Stajnie herosów

Dzisiaj te emocje przeniosły się do kina. W ostatnich czasach wielkie ekrany przeżywają prawdziwą inwazję, nie sposób wręcz wymienić wszystkich komiksowych herosów któzy przypuścili atak na widzów. Z jednej strony Superman, Batman, Strażnicy, Green Lantern i Catwoman (wszyscy ze stajni DC), z drugiej Hulk, X-Men, Spider-Man, Iron Man, Thor i najnowszy Kapitan Ameryka (Marvel). Właścicielami komiksowych wydawnictw są dziś  hollywoodzkie giganty: Marvel należy od 2009 roku do Disneya, a DC Comics od lat podlega Warner Bros.

 

Powody filmowej lawiny herosów tłumaczone są na dwa sposoby: z jednej strony sprzedaż obrazkowych historii już nie imponuje tak, jak kiedyś, z drugiej współczesne efekty specjalne pozwalają bez ograniczeń przenosić perypetie mścicieli w trykotach na ekrany kin. Z jakim skutkiem? Spory na ten temat trwają do dziś. Ostatni najazd supebohaterów ze stajni Marvel Studios czy sukces chociażby Batmana w reżyserii Christophera Nolana pozwalają wierzyć, że herosi na dobre zadomowili się w kinach.

"Batman", reż. William A. Graham, Leslie H. Martinson (1966)

 

 

 

Ale szaleństwo na punkcie komiksów to nie tylko domena kina XXI w. Komiks i film mają niemal tyle samo lat ("Oblany ogrodnik" z 1895 r., jeden z pierwszych filmów braci Lumiere, był ekranizacją właśnie historyjki rysunkowej), sami zaś amerykańscy supebohaterowie goszczą na ekranach kin od dziesięcioleci. Choć, wiadomo, początki nie były łatwe, co świetnie widać na przykładzie zwiastuna "Batmana" z 1966 roku.

"Superman", reż. Richard Donner (1978)

 

 

 

Znacznie więcej szczęścia miał Superman z pamiętną rolą Christophera Reeve. Pochodzący z planety Krypton, ale wychowany w ziemskim miasteczku Smallville chłopak odkrywa w sobie niezwykłe zdolności. Te pomagają mu w pilnowaniu porządku na Ziemi, oczywiście po godzinach pracy w "Daily Planet".

 

Wcześniej był jeszcze czarno-biały "Superman and the Mole Man" z 1951 r. i wyglądał tak:

 

"Supergirl", reż. Jeannot Szwarc (1984)

 

 

 

Komiksy z superherosami tworzone są zazwyczaj z myślą o płci męskiej. Dlatego zarówno w zeszytach, jak i na ekranach kin dominują panowie (przeważnie przystojniacy - to z kolei ukłon w stronę pań). Ale zdarzają się wyjątki. Jednym z nich jest zjawiskowa Supergirl - w tej roli blondwłosa piękność Helen Slater.

"Batman", reż Tim Burton (1989)

 

 

 

Klasyka. I pierwsza udana próba zrehabilitowania człowieka-nietoperza w kinach. Pozbawiony nadludzkich mocy, ale wyposażony w pomocne gadżety Batman (Michael Keaton) musi pokonać Jokera (Jack Nicholson), groźnego szaleńca, który chce zawładnąć Gotham City, komiksowym odpowiednikiem Nowego Jorku. Po drugiej stronie kamery sprawdzony duet: Tim Burton i Danny Elfman. Plus Oscar za najlepszą scenografię.

"Iron Man", reż. Jon Favreau (2008)

 

 

 

W obiegowej opinii jedna z najlepszych komiksowych ekranizacji ze stajni Marvel. Robert Downey Jr. jako miliarder i genialny wynalazca Tony Stark, który zostaje porwany przez rebeliantów. Żeby przeżyć, konstruuje zbroję, który utrzyma go przy życiu i pomoże w ucieczce. W tle słychać AC/DC i Black Sabbath (oczywiście kawałek "Iron Man").

 

Filmem równie często wymienianym wśród "The best of Marvel Comics" jest tegoroczna ekranizacja komiksu o grupie obdarzonych ponadnaturalnymi zdolnościami mutantów,"X-men: Pierwsza klasa". To swoisty prequel do późniejszej wielkości Profesora X i Magneto, którzy zanim oskryli swoje moce byli zwykłymi młodzieńcami. Świetne role Jamesa McAvoy'a i Michaela Fassbendera i równie świetne wyniki kasowe.

 

 

"The Dark Knight", reż. Christopher Nolan (2008)

 

 

 

Drugi po Burtonie wielki powrót Batmana. "Mroczny rycerz" w reżyserii Nolana jest rzeczywiście mroczny, Gotham City ponure jak nigdy, a jego odwieczny wróg Joker - fenomenalnie zagrany przez Heatha Ledgera - nadal przyprawia o dreszcze. Majstersztyk.

"Watchmen", reż. Jack Snyder (2009)

 

 

 

Filmowa adaptacja słynnego komiksu z lat 80. Alana Moore?a i Dave?a Gibbonsa, uważanego za próbę podsumowania i rozliczenia się z erą komiksowych superbohaterów. Fabuła przedstawia alternatywną wizję świata, w którym herosi są powszechnie znaną, choć później zdelegalizowaną, grupą oryginałów działających w służbie ludzkości (zwłaszcza Stanów Zjednoczonych - m.in. przyczynili się zwycięstwa w wojnie w Wietnamie). Hipisowska kontrkultura, reelekcja prezydenta Nixona na trzecią kadencję czy lądowanie człowieka na księżycu z herosami i muzyką Boba Dylana w tle? Ta czołówka zdążyła już przejść do historii komiksowych ekranizacji.

"Thor", reż. Kenneth Branagh (2011) i "Green Lantern", reż. Martin Campbell (2011)

"Thor" to symbol najnowszej ofensywy ze strony herosów Marvela. Nordycki bóg burzy i piorunów od swojej kwietniowej premiery zarobił blisko 450 mln dolarów i choć do wyniku drugiej, zeszłorocznej części "Iron Mana" - 622 mln wpływów z biletów na świecie - mu daleko, to i tak stał się kinową gwiazdą tego roku. A to tylko wstęp do kolejnej. W 2012 roku na ekrany wejdzie najnowsza ekranizacja przygód Spidermana i sądząc po wynikach kasowych trylogii z lat 2002 - 2007 (2,5 mld dol.) może zdecydowanie przeważyć szalę na korzyść Marvela.

 

Ale DC się nie poddał. Równo trzy miesiące po premierze "Thora" na ekrany kin wskoczyła "Zielona Latarnia" ("Green Lantern"). Wprawdzie pilota z zielonym pierścieniem zarabia słabo jak na standardy herosów i nie cieszy się entuzjastycznymi recenzjami, to DC ma już w zanadrzu kolejne asy -  Batmana i Supermana, którzy na kinowy ring wejdą w przyszłym roku.

Captain America: Pierwsze starcie Captain America: Pierwsze starcie Fot. mat. promocyjne

"Kapitan Ameryka", reż. Joe Johnston (2011)

Ale póki co do walki ruszył jeden z najstarszych bohaterów Marvela. W Polsce zdecydowanie mniej znany niż Batman, Superman, czy Spiderman. W Stanach długo nieobecny na ekranach, po raz pierwszy pojawił się w kiepskiej ekranizacj Alberta Puyna w 1990 roku. Moce też ma nie najbardziej spektakularne, ale zdecydowanie porwał amerykańską wyobraźnię patriotyzmem i walką o wolność i demokrację. Co oczywiście potwierdzają liczby - wystarczy wspomnieć, że w pierwszy weekend wyświetlania zarobił w Stanach 65 mln dolarów i zepchnął ze szczytów box office króla Harry'ego Pottera. W piątek wyruszył na podbój polskich kin. I chce pomóc polskim fanom kina i komiksu w odpowiedzi na pytanie: Are you DC or Marvel?