Nie wolno śmiać się z nazistów? Oni się śmiali. TOP 5 "komedii" o nazistach

Ani to komedia, ani science fiction - dziś polska premiera "Iron Sky". Niskobudżetowa fińska produkcja niespodziewanie okazała się jedną z większych filmowych sensacji tego roku. Ale wcale nie była pierwsza - przypominamy pięć filmów, które śmiały się z nazistów i też wzbudzały dyskusje.

"Śmiejemy się z nazistów, nie Holocaustu"

Takie filmy wciąż drażnią, ale twórcy już od jakiegoś czasu przyzwyczajają publiczność do niepoprawnych komedii o nazistach i II wojnie światowej.

Tym razem akcja rozpoczyna się w 2018 r. na Księżycu, gdzie niespodziewanie dochodzi do konfrontacji pomiędzy nazistowskim żołnierzem a amerykańskim czarnoskórym astronautą. Ten zostaje schwytany, wybielony (!), a następnie odesłany na Ziemię, gdzie jego rewelacje są uznawane za majaczenie wariata. Do momentu, gdy naziści nie rozpoczną planowanej od lat inwazji...

"Naziści z internetu". Niby śmiesznie i głośno, ale... to nie to? [RECENZJE] >>

"Iron Sky" jednych bawił do łez, innych oburzał. Udo Kier, który zagrał w nim nazistowskiego generała, ponoć wielokrotnie odrzucał role w filmach o II wojnie światowej. Tutaj zrobił wyjątek:

- Zgodziłem się zagrać u Timo Vuorensoli dlatego, że on przedrzeźnia estetykę nazistowską. To było oczyszczające. Na co bym się nie zgodził? Na żarty z Holocaustu. Ale nasz film omija ten temat. To rozrywka, ale służy dobrej sprawie.

Tarantino nie kręci dla tatuśków

Krytycy i twórcy od lat się spierają z czego można się śmiać, a z czego nie. Tak samo było przy okazji premiery "Bękartów wojny" Quentina Tarantino, inspirowanych włoską podróbką "Parszywej dwunastki". Niby wiadomo, że to żart, w którym twórcy zachowują zdrowy dystans, a jednak opowiedziany w duchu krwawego spaghetti westernu i odważnie przepisujący historię na nowo.

Tu również podnosiły się głosy sceptyków. Po jego pokazie w Cannes prasa pisała o "radykalnej reinterpretacja II wojny światowej" i "akcie śmiałego rewizjonizmu historycznego", w sieci trwała dyskusja, czy tym razem Tarantino nie posunął za daleko, a ten spokojnie odpowiadał: - To nie jest film wojenny waszych tatuśków.

Ostatecznie "Bękarty wojny" zebrały niezłe recenzje, a reżyser zapowiedział nawet kolejne części, których bohaterami mieliby być czarnoskórzy żołnierze, którzy uciekają z hitlerowskich Niemiec do Stanów, a tam rozprawiają się z Ku-Klux-Klanem.

Benigni zamyka się w obozie

Odważny pomysł Roberta Benigniego: "Życie jest piękne" to komedia, której głównym tematem jest Holocaust. O czym była? O wieśniaku, który przybywa do dużego miasta w Toskanii i zakłada rodzinę. Gdy wybucha wojna i wkraczają Niemcy, jako pół-Żyd trafia do obozu koncentracyjnego wraz z rodziną. Próbuje jednak przekonać syna, że pobyt w obozie jest jedynie pewną formą zabawy dla dorosłych.

Pomysł ryzykowny, ale świetnie przyjęty przez krytykę. Benigni nie ukrywał okrucieństwa Holocaustu, nie wyśmiewał go, nie bagatelizował, bardziej starał się opowiedzieć wzruszającą historię o poświęceniu i miłości.

"Życie jest piękne" otrzymało Grand Prix w Cannes i trzy Oscary, które otworzyły Włochowi furtkę do międzynarodowej kariery, z której ten nie do końca skorzystał.

"Humor to zawór bezpieczeństwa"

Kolejna tragikomedia o zagładzie Żydów. W obiegowej opinii bardziej realistyczna, ale nie mniej kontrowersyjna pod względem ujęcia tragicznej historii.

Akcja "Pociągu życia" dzieje się w 1941 roku gdzieś w Europie Wschodniej. Mieszkańcy żydowskiej wioski przebierają się w mundury hitlerowców, sami organizują własną deportację i pozorują przejazd do Treblinki. Ich prawdziwym celem jest jednak Palestyna...

Podobno scenariusz do filmu powstał kilka lat przed "Życie jest piękne", ale konsekwentnie był odrzucany przez producentów. Jednym z nich miał być... Roberto Benigni. Krytycy podkreślali, że oba filmy łączyło komediowe podejście do grozy Holocaustu i próba pokazania wojennych losów Żydów bez patosu.

- Humor to zawór bezpieczeństwa - tłumaczył Radu Mihaileanu, reżyser i autor scenariusza.

"Dyktator" leci na Księżyc

Gdy Benigni odbierał nagrodę w Cannes, prasa pisała o jego filmie jako o hołdzie złożonym Chaplinowi. Jego mistrz też drwił sobie z nazizmu, wcielając się pół wieku wcześniej w postać dyktatora Hynkla (i jego żydowskiego sobowtóra), rządzącego Tomanią.

Film był bardzo odważny w tamtych czasach (1940 rok), mimo że później Chaplinowi zarzucano naiwność. Rok po premierze "Dyktator" otrzymał pięć nominacji do Oscara, a Amerykańska Akademia Filmowa po latach umieściła go na liście stu najśmieszniejszych amerykańskich filmów wszech czasów.

Historia kina właśnie zatoczyła koło. "Dyktator" pojawia się w "Iron Sky", gdzie jego ocalałe fragmenty służą za... film propagandowy dla młodych mieszkańców księżycowej kolonii Nazistów.