Matt Damon powraca jako "Jason Bourne". Tylko czy były agent jeszcze daje radę?

Nasze rządy nigdy nie dadzą nam spokoju, a portale społecznościowe nie przestaną nas podsłuchiwać. No chyba że zaradzi temu Jason Bourne. Tylko czy były agent jeszcze daje radę?
Jason Bourne Jason Bourne reż. Paul Greengrass, prod. Universal Pictures

Matt Damon powraca jako "Jason Bourne". Tylko czy były agent jeszcze daje radę?

Marny jest żywot bohatera hollywoodzkiej superprodukcji. Nigdy nie może być pewien, że przeszedł na zasłużoną emeryturę a swoją historię uznać za cokolwiek domkniętą. Nigdy nie zazna całkowitego spokoju.

Taki los spotkał właśnie Jasona Bourne'a, po raz kolejny zmuszonego stanąć w szranki z szemranym szefostwem CIA i jego sługusami. Agencja szykuje kolejny, jeszcze bardziej przerażający tajny program, by wyszkolić nowych superagentów. Tymczasem, Bourne poznaje nowe fakty na temat swojej przeszłości.

 

 

W ostatnich latach o tytuł ukochanego agenta widzów na całym świecie biło się dwóch panów: James Bond i Ethan Hunt. Jeśli wziąć pod uwagę po dwie ostatnie części ich przygód - "Skyfall" i "Spectre" oraz "Mission: Impossible - Ghost Protocol" i "Mission: Impossible - Rogue Nation" - to nie mam wątpliwości, że zdecydowanie lepsze kino dostarczał Amerykanin.

Obaj szpiedzy mają odrobinę odmienny styl, więc odbiorcy mogli dywersyfikować uczucia, ale teraz do gry wraca trzeci agent i na rynku robi się tłoczno. Może nie należy się dziwić, że Damon nie atakuje rodaka (chociaż, w przeciwieństwie do ww. dwójki, Bourne nie współpracuje z rządem, tylko raczej od zawsze z nim walczy). Za to już o reprezentancie Jej Królewskiej Mości ma do powiedzenia parę cierpkich słów.

- Bourne przedstawia dzisiejsze wartości. Bond ma wartości z lat 60. Bond Daniela Cragia uaktualnił go i nieco uwspółcześnił, ale, zgodnie z tradycją, ta postać to mizoginista sączący martini, zabijający ludzi i mający wszystko w dupie ? mówił w jednym z wywiadów Damon.

- Jason Bourne to seryjny monogamista. Do tego dręczony przez rzeczy, które zrobił, odczuwający empatię i współczucie. No i, bez wątpienia, Bourne wygrałby w walce między tymi dwoma - dodaje Damon. Kto wygra walkę w kinach, zadecydują widzowie.

Kogo zobaczymy w filmie, który dziś wchodzi do kin? Sprawdzamy (i oceniamy).

Jason Bourne Jason Bourne reż. Paul Greengrass, prod. Universal Pictures

Matt Damon powraca jako "Jason Bourne". Tylko czy były agent jeszcze daje radę?

Matt Damon jako Jason Bourne

Po ekranizacji książkowej trylogii Roberta Ludluma, główna gwiazda serii nie chciała wracać do jednej ze swoich najpopularniejszych ról. Producenci nie chcieli jednak przestać zarabiać, więc bohaterem kolejnej części uczynili szpiega podobnego Bourne'owi, w którego wcielił się Jeremy Renner. "Dziedzictwo Bourne'a" nie spotkało się z najcieplejszym przyjęciem, a zatem uznano, że powrót do tematu możliwy jest już tylko, jeśli uda się ponownie urobić Damona. Aktor okazał się bardziej miękki od swego filmowego alter ego i po latach przerwy niespodziewanie wrócił do starej roli.

Czy podjął dobrą decyzję? Trudno powiedzieć. Najnowszej części daleko do wyśmienitego "Ultimatum Bourne'a", a dziur logicznych i scenariuszowych głupot wystarczyłoby, żeby wyprać mózg niejednego kadeta (weźmy np. fakt, że sprzęt, którego akurat potrzebuje Bourne, szczęśliwym trafem zawsze wydaje się rosnąć na drzewach), ale to wciąż porządny film akcji w sam raz na lato z co najmniej dwiema niezwykle udanymi sekwencjami walk i pościgów.

Nie da się ukryć, że Damon nie jest już chłopaczkiem i zaczyna wyglądać na faceta w połowie piątej dekady żywota. Pewnie odcisnęło się to na jego zdolnościach ruchowych, bo choć gwiazda jest wzorowo napakowana, to nie gna już tam i z powrotem niczym wzorowy młodzian. Tu z pomocą przychodzi Paul Greengrass, któremu ręka trzęsie się jak nigdy przedtem. Nie ulega wątpliwości, że styl reżysera nie przypadnie do gustu każdemu - ja również nie jestem fanem montażu co ułamek sekundy i podejrzanie trzęsącej się kamery, co w jakimś fałszywym rozumieniu ma dodawać wszystkiemu realizmu - ale pomaga ukryć braki Damona.

Tytułowy bohater wypowiada w całym filmie niewiele więcej słów od Groota ze "Strażników Galaktyki", ale świadomy utrudnionego zadania Damon samą mimiką i oczami doskonale oddaje dramatyzm sytuacji i wewnętrzne rozedrganie postaci. Nie ulega wątpliwości, że jest jednym z najlepszych elementów tej - za długiej o jedną, zupełnie niepotrzebną scenę - produkcji.

Jason Bourne Jason Bourne reż. Paul Greengrass, prod. Universal Pictures

Matt Damon powraca jako "Jason Bourne". Tylko czy były agent jeszcze daje radę?

Tommy Lee Jones jako ścigający

W nowego szefa CIA wcielił się Tommy Lee Jones. Aktor znany ze "Ściganego" jeszcze raz stał się myśliwym i próbuje dopaść naszego ulubieńca. W przeciwieństwie do wielu kolegów "z rocznika", 69-letni Jones raczej nie rozmienia się na drobne w marnych superprodukcjach. Nawet jeśli opinie o "Jasonie Bourne'ie" mogą być różne, to co do Jonesa wszyscy powinni się więc zgodzić: jest tutaj znakomitym zimnym draniem, który powołał do życia świetną - choć bardzo nieoryginalną - postać.

Oczywiście, wątpliwe, aby widzowie kibicowali złemu panu w garniturze, pragnącemu zlikwidować naszego człowieka, z którym zdążyliśmy zżyć się w ciągu kilku części. Tym większy szacunek dla Jonesa, że jego szwarccharakter budzi pewne zrozumienie i może wzbudzać zalążek niezrozumiałej sympatii.

Jason Bourne Jason Bourne reż. Paul Greengrass, prod. Universal Pictures

Matt Damon powraca jako "Jason Bourne". Tylko czy były agent jeszcze daje radę?

Alicia Vikander jako ofiara castingu

Poprzedni rok był dla pięknej Szwedki przełomowy - wystąpiła m.in. w genialnej "Ex machinie" i "Dziewczynie z portretu". Za rolę w tej drugiej odebrała Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Vikander nie przestaje grać w rzeczach ambitniejszych, wciąż mając czas na kino rozrywkowe - za dwa lata zobaczymy ją jako nową Larę Croft w "Tomb Raiderze".

"Jason Bourne" to chyba pierwszy film, w którym, oglądając Vikander, czułem, że coś jest nie tak. Aktorka ponosi za to akurat najmniejszą odpowiedzialność - ze swoją rolą robi, co może i z pewnością nie zalicza wpadki. Odczucia budzi jednak ambiwalentne, bo - w zestawieniu z wyglądem Vikander - kłopoty sprawia jej postać.

 

Jason Bournereż. Paul Greengrass, prod. Universal Pictures

 

O jej działaniach w filmie nie wypada mówić zbyt wiele, ale Heather Lee to szefowa hakerów/działu IT/sekcji bezpieczeństwa* (*niepotrzebne skreślić) calutkiego CIA, która ma do odegrania w tej historii bardzo ważną rolę. Tymczasem, 27-letnia Vikander to śliczna, drobna dziewczyna o wielkich oczach, bez większej charakteryzacji mogąca wcielić się w Bambi.

Co prawda Jones (Tommy Lee Jones) nie traktuje jej do końca poważnie, ale reszta świata - włącznie z widzami - powinna. Są z tym problemy i wcale nie chodzi o urodę Szwedki, ale o to, że osoba wcielająca się w postać o takiej charakterystyce powinna mieć co najmniej dekadę więcej na karku - albo chociaż na tyle wyglądać. A przecież podobno takich aktorek bez pracy w Hollywood nie brakuje.

Jason Bourne Jason Bourne reż. Paul Greengrass, prod. Universal Pictures

Matt Damon powraca jako "Jason Bourne". Tylko czy były agent jeszcze daje radę?

Aaron Kalloor jako Mark Zuckerberg

Ważny (i zmierzający trochę donikąd) nowy wątek związany jest z właścicielem najpopularniejszej platformy społecznościowej, Aaronem Kalloorem (Riz Ahmed). Nietrudno domyślić się, że widzowie pod nazwę Deep Blue powinni podstawić sobie Facebooka, a Kalloora skojarzyć z Markiem Zuckerbergiem. Kalloor (za) blisko współpracuje z CIA, domagającą się coraz większego dostępu do wszystkich danych o użytkownikach.

Filmy szpiegowskie od zawsze próbują być na czasie i reagować na bieżące obawy, nic więc dziwnego, że "Jason Bourne" odnosi się do kwestii ograniczania wolności i prywatności (wspomina się tu nawet aferę Snowdena). Szkoda, że "Jason Bourne" tylko napomyka, iż o sprawie słyszał, ale nie robi z nią nic nowego ani szczególnie ciekawego.

Ocena filmu: 4/6