Ladytron: Znamy jeden zespół z Polski. Czerwone Gitary!

- Pojęcie lokalnej sceny muzycznej już dawno straciło na swoim znaczeniu. Dziś dostęp do muzyki jest praktycznie nieograniczony na całym świecie - mówi Mira Aroyo z zespołu Ladytron, który zagra na Burn Selector Festivalu.
Ladytron Ladytron Ladytron

O Liverpoolu...

- To niewielkie miasto, ale z bogatą tradycją muzyczną. Z jednej strony działa tam sporo gitarowych kapel, jak The Zutons czy The Wombats, z drugiej zespoły, grające muzykę zbliżoną do naszej - np. Clinic, którego jesteśmy wielkimi fanami. Ale dziś już nie jesteśmy częścią tej sceny, bo większość z nas mieszka w Londynie. W Liverpoolu został już właściwie tylko Daniel [Hunt, założyciel Ladytron - red.].

O tanim podróżowaniu...

- Czasy się zmieniły i nie ma już znaczenia to, w jakim mieście grasz muzykę. W dobie globalizacji, powszechnego dostępu do internetu i taniego podróżowania dostęp do muzyki jest już praktycznie nieograniczony na całym świecie. Nasze pierwsze koncerty graliśmy w Berlinie, Barcelonie i Paryżu, bo tam mieliśmy przyjaciół. Myślę, że pojęcie lokalnej sceny muzycznej dawno już straciło na swoim znaczeniu. Społeczności coraz częściej tworzą się w świecie wirtualnym niż w świecie realnym. Nie wiem czy to dobrze, ale tak jest.

O Londynie...

- W każdej chwili możesz wybrać się tutaj na jakiś koncert albo wystawę. To miasto cały czas żyje. Duże metropolie mają jednak to do siebie, że są porozbijane na małe części i każdy ma obraz takiego Londynu, jaki sobie sam stworzy. Oczywiście, życie tutaj jest drogie, choć pewnie nie droższe niż w Nowym Jorku, Moskwie, Paryżu lub w krajach skandynawskich. Jeśli wybierasz stolicę, musisz liczyć się z konsekwencjami, jakie to za sobą niesie - czyli płacisz więcej, ale i masz więcej możliwości.

O nowej płycie...

- "Gravity the Secuder" ukaże się we wrześniu. Nigdy nie czuliśmy presji ze strony wytwórni, więc pod tym względem uważamy się za szczęściarzy. W trakcie nagrywania coraz bardziej uzmysławialiśmy sobie, że to będzie bardziej atmosferyczny, filmowy, mniej popowy album od poprzednich. Pozwoliliśmy sobie na odrobinę eksperymentów.

O wpływie lat 80. na muzykę...

- To bardzo popularny nurt we współczesnej muzyce. Znowu sprawdza się zasada 20-letnich cykli. Wydaje mi się, że bierze się to stąd, iż pokolenie ludzi, które wychowywało się na grach komputerowych, filmach z tamtego okresu, dorosło i obecnie kreuje rynek. My osobiście nigdy nie chcieliśmy ograniczać się do jednego stylu. Jesteśmy fanami muzyki, słuchamy wszystkiego. Nasze aktualne nagrania sięgają jeszcze głębiej - słychać w nich wpływy lat 60. i 70., sporo francuskiej piosenki w stylu Serge'a Gainsbourga, ale też zespołów, przy których dorastaliśmy, jak Sonic Youth czy My Bloody Valentine.

Ladytron, mat. prasowe Ladytron, mat. prasowe Ladytron, mat. prasowe

O kopiowaniu zespołów z przeszłości...

- Wydaje mi się, że zamykanie się jeden styl muzyczny nie jest dobre. Ważniejsze jest szukanie własnego brzmienia. To o wiele większa frajda niż kopiowanie czegoś z przeszłości.

O polskiej muzyce...

- Urodziłam się w Bułgarii, przez jakiś czas mieszkałam w Izraelu, później przeprowadziłam się z rodzicami do Londynu. I każde z tych miejsc zostawiło we mnie jakąś cząstkę. Lubię odkrywać muzykę z całej Europy. Ostatnio słucham niemieckiego krautrocka, kilku węgierskich zespołów. Coś z Polski? Pewnie, pamiętam nazwę jednej grupy. Nazywała się... Czerwone Gitary?