Strażnicy Galaktyki *****

Strażnicy Galaktyki. W końcu jest godny następca Hana Solo

Gdyby mityczni Strażnicy Polskich Tytułów dostali w tym przypadku wolną rękę, film mógłby nazywać się "Patrz i ucz się George'u Lucasie, tak powinny wyglądać trzy pierwsze epizody Gwiezdnych Wojen". I byłby to wyśmienity tytuł.

Żeby Avengers mogli powstać, musieli się najpierw zgromadzić. I właśnie na tym polega pierwsza - fabularnie najciekawsza - część nowych, Galaktycznych Avengers. Później jest już bardziej standardowo, czyli na horyzoncie czają się mroczniejsze siły (Thanos), ale bohaterom przyjdzie walczyć z - na pierwszy rzut oka - przeciętniakami, bo głównych bossów Marvel zostawia na później.

Akcję napędza fakt, jak miało to miejsce np. w "Thorze: mrocznym świecie", że istnieje sobie jakiś przedmiot o potężnych właściwościach, który nie powinien dostać się w niepowołane ręce. Czyli wszystko po staremu? Ani trochę. Reżyser i współscenarzysta James Gunn (pełnił obie te role przy "Super", był współscenarzystą "Świtu żywych trupów" i "Scooby'ego-Doo", nad którym spuścimy litościwie zasłonę milczenia) wie, że nie historia jest ważna, bo wszyscy znamy już tę opowieść, lecz najważniejszy jest sposób, w jaki pokonamy drogę od startu do mety.

Dlatego już podczas czołówki oglądamy świetny taniec głównego bohatera, łowcy Petera Quilla vel Star-Lorda (cudowny Chris Pratt, którego Gunn początkowo za żadne skarby nie chciał zaangażować - "jak to? ten grubasek miałby być Star-Lordem?"). Wcielający się w niego Pratt ostro wziął się do roboty, tłuszcz zamienił na mięśnie i wreszcie spełnił moje długoletnie marzenie o tym, by w kinie jeszcze raz mógł pojawić się bohater taki, jak Han Solo. Może Pratt niekoniecznie pasowałby do roli "Indiany Jonesa", ale Harrison Ford i tak znalazł wreszcie swojego następcę!

Drugą komediową armatą filmu jest gadający szop, Rocket Racoon, któremu głosu użycza Bradley Cooper, a jego szopi ogon chroni Groot - gadające drzewo (patrz i ucz się, Jarze Jarze Binksie!), za które wszystkie trzy słowa wymawia Vin Diesel. Ekipę dopełniają przybrana córka Thanosa, Gamora (Zoe Saldana, przemalowana z niebieskiego na zielony) i mocarny Drax, czyli siłacz, kulturysta, zawodnik MMA, zapaśnik i nie najgorszy aktor (no przecież w końcu zapaśnik) Dave Bautista. Na dalekim planie pojawiają się jeszcze, póki co kompletnie niewykorzystani, Glenn Close i John C. Reilly.

"Strażnicy Galaktyki" uważnie wpisują się w pieczołowicie budowaną przez Marvela ekranową mitologię, otwierając jednocześnie szereg nowych drzwi. Dzięki Bogu, bo najlepsze jest to, co odróżnia ich od poprzednich, coraz bardziej do siebie podobnych filmów. Jasne, zdarzają się scenariuszowe bzdury czy kilka infantylnych żartów, ale przez większość czasu będziecie skręcać się ze śmiechu jak na najlepszej komedii! Galaktyka jest przepiękna, obficie zaludniona - czasami nawet do przesady, zdarzają się sceny akcji, w których dzieje się za dużo i nie sposób się w nich połapać, ale jest też sporo imponujących walk - a niezwykle istotną częścią filmu i samej opowieści są prowadzące Quilla przez życie przeboje z lat 70.

Jakiś czas temu Marvel odkrył Złoty Podział i zaczął wycinać swoje filmy za pomocą tej samej foremki, aplikując im m.in. odpowiedni współczynnik "ajronmenowatości", co powoli zaczynało robić się nudne. Czy po niewątpliwym sukcesie "Strażników Galaktyki" kolejne filmy nie będą przypominały właśnie ich? Nieco się tego obawiam.

Tym bardziej szkoda, że niedawno odsunięto Edgara Wrighta (świetna komedia "Hot Fuzz - ostre psy" czy perfekcyjny wizualnie "Scott Pilgrim kontra świat") od realizacji "Ant-Mana", który, w jego wydaniu, miał być filmem śmiałym i przedziwnym. Cóż takiego miało się w nim dziać, że jednak postanowiono wymienić ekipę? Szkoda, że tego nie zobaczymy. Są więc jakieś granice ryzyka, których Marvel nie jest w stanie przekroczyć.

"Strażnicy" okazali się ryzykiem dość bezpiecznym. Czy to najlepszy - jak dotąd - film z tego uniwersum? Nie ośmielę się odpowiedzieć, za bardzo uwielbiam Tony'ego Starka/Roberta Downeya Jr. Ale w tym momencie każdy następny film o Avengers bez namysłu zamieniłbym na każdych kolejnych "Strażników Galaktyki". Tęskniłem, Hanie Solo!

Ocena Film.Gazeta.pl: 5/6

Zobacz wideo

Strażnicy Galaktyki (Guardians of the Galaxy); Przygodowy, Akcja, Sci-Fi, USA 2014, 122 minuty; Reżyser: James Gunn; Występują: Chris Pratt, Vin Diesel, Bradley Cooper; Dystrybutor: Disney

Więcej o: