Gender po polsku. Najbardziej spektakularne damsko-męskie filmowe przebieranki rodzimej popkultury

Kobiety z wąsami i faceci w sukienkach, szaleniec w peruce i socrealistyczna pionierka w męskim kombinezonie. To nie czarny sen katolickich konserwatystów, ale klasyka polskiego kina, telewizji i teatru - mówi Bartosz Staszczyszyn*, recenzent filmowy Culture.pl.

Zanim świat usłyszał o Conchicie Wurst, zanim Dustin Hoffman wcielił się rudowłosą okularnicę z "Tootsie" Sydneya Pollacka, a Robin Williams bawił publiczność jako "Pani Doubtfire", w kobiecych sukienkach paradowali wielcy gwiazdorzy polskiego kina: od Adolfa Dymszy i Eugeniusza Bodo, po Wojciecha Pokorę i Romana Polańskiego. A genderowe przebieranki nie były tylko męską zabawą. Dla Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej, Ewy Błaszczyk czy Krystyny Feldman teatralne i filmowe role męskich bohaterów były jednymi z ich najważniejszych życiowych kreacji.

Oto najciekawsze przebierane role polskiego kina i teatru:

Ona/on - przedwojenne przebieranki

"Piętro wyżej" (1937 r.) Eugeniusz Bodo jako polska Mae West

Był rok 1937, gdy w filmie "Piętro wyżej" Leona Trystana dokonał się najbardziej spektakularny cross-dressing polskiego kina przedwojennego. Oto na balu przebierańców spotyka się dwóch sąsiadów : Hipolit Pączek (Józef Orwid) i Henryk Pączek (Eugeniusz Bodo). Pierwszy, sporo starszy od swego sąsiada pała do niego nieskrywaną niechęcią. Tymczasem podczas imprezy na scenie pojawia się "polska Mae West", śpiewając piosenkę o wymownym tytule: "Sex appeal to nasza broń kobieca". To Henryk przebrany za hollywoodzką gwiazdę - w obcisłej sukience opinającej ogromny sztuczny biust rozkochuje w sobie gderliwego sąsiada odzianego w rycerską zbroję.

Do podobnych przebieranek dochodziło częściej w przedwojennym polskim kinie. Za kobietę przebierał się choćby Adolf Dymsza w "Niedorajdzie" Mieczysława Krawicza z 1937 roku. Ale to właśnie śpiewana scena z "Piętro wyżej" przeszła do historii rodzimego kina jako najbardziej kampowa - mówi Bartosz Staszczyszyn*, recenzent filmowy Culture.pl.

"Czy Lucyna to dziewczyna?" (1934 r.) Przedwojenna "Tootsie"

Nie tyko mężczyźni nakładali wówczas damskie ciuszki. Także płeć piękna chętnie przebierała się w ubrania zarezerwowane dotąd dla panów, czego dowodem tytułowa bohaterka filmu Juliusza Gardana "Czy Lucyna to dziewczyna?". Lucyna (Jadwiga Smosarska) to córka bogatego przemysłowca, która po uzyskaniu stopnia inżyniera na paryskiej politechnice powraca do kraju. Jej ojciec nie zgadza się, by pracowała w należących do niego zakładach samochodowych, a żeby dostać wymarzoną pracę, Lucyna przebierała się za mężczyznę. Jako Julian Kwiatkowski dostaje etat. Problem w tym, że wkrótce zakochuje się w koledze z pracy - inżynierze Żarnowskim (Eugeniusz Bodo).

Filmowa Lucyna była jedną z pierwszych genderowych rewolucjonistek polskiego kina. Zamiast godzić się na rolę żony i matki, marzyła o karierze. Nawet gdy nie przebierała się w męski strój, ubrana w czapkę-lotniczkę jeździła kabrioletem po ulicach Warszawy. Swych upodobań nie zmieniała nawet wtedy, gdy od niani słyszała, że "panienkom nie pasuje w spodniach paradować". Doprawdy? Filmowe bohaterki z pierwszych lat po wojnie były z pewnością innego zdania.

PRL - kobiety na traktory

Socrealizm zacierał genderowe granice na zawodowym rynku. Kobiety wykonujące ciężkie fizyczne prace stały się bohaterkami socrealistycznej popkultury. Traktorzystki, murarki i górniczki gościły na plakatach, w propagandowych artykułach i filmach. Niestety - zrównywanie zawodowych szans niewiele miało wspólnego ze społeczną sprawiedliwością - kobiety wciąż otrzymywały za swą pracę niższe wynagrodzenie aniżeli mężczyźni. Między innymi to stało się przyczyną wybuchu największego strajku w dobie stalinizmu. Miał on miejsce w sierpniu 1951 roku w żyrardowskiej fabryce bawełny, w której większość załogi stanowiły kobiety, a obrady komitetu strajkowego przebiegały w damskiej toalecie - jedynym miejscu niedostępnym dla partyjnych funkcjonariuszy.

"Przygoda na Mariensztacie" (1953 r.) - Dziewczyna z kielnią

 

"Prędzej będę się nazywał Pumpernikiel, niż jakaś baba będzie dobrym murarzem. Nie Ciepieliewski będę się nazywał a Pumpernikiel!" Takimi słowami komentował zawodowe ambicje kobiet jeden z doświadczonych murarzy odbudowujących Warszawę w "Przygodzie na Mariensztacie" Leonarda Buczkowskiego, pierwszego kolorowego filmu fabularnego w historii polskiego kina.

Jego bohaterką była Hanka Ruczajówna (Lidia Korsakówna), gwiazda ludowego zespołu pieśni i tańca, która przybywa do zniszczonej wojną stolicy, by odbudowywać ją z gruzów. Zamiast śpiewać robotnicze pieśni, młoda dziewczyna woli murować, dlatego szybko wkłada roboczy uniform i chwyta za kielnię. Mimo że na placu budowy przechadzała się w męskim stroju, nie przeszkodziło jej to w zdobyciu serca Jana Szarlińskiego (Tadeusz Schmidt), przystojnego przodownika pracy.

"Przygoda..." była jednym z wielu filmów, które w latach 50. wpisywały się w socrealistyczną narrację o ludu pracy i kobietach, które ramię w ramię z mężczyznami powinny budować Polskę Ludową. Innym ważnym filmem tego nurtu była komedia "Irena do domu" z 1955 roku w reżyserii Jana Fethke z Lidią Wysocką i Adolfem Dymszą w rolach głównych.

Gender za żelazną kurtyną

O ile w czasach socrealizmu kobiety w męskich strojach bywały bohaterkami propagandy i ambasadorami socjalistycznej ideologii, wkrótce na powrót stały się na powrót elementem komediowego uniwersum i miały przede wszystkim wywoływać u widzów śmiech.

"Poszukiwany, poszukiwana" (1972 r.) - Marysia czyli Stanisław

Najpopularniejsza polska komedia cross-dressingowa wyszła spod ręki Stanisława Barei, reżysera kultowych komedii wyśmiewających absurdy PRL-u. W 1972 roku nakręcił on film o ciamajdowatym historyku sztuki (Wojciech Pokora), Stanisławie Marii Rochowiczu (którego podwójne, damsko-męskie imię nie było przypadkowe) niesłusznie podejrzewanym o kradzież cennego obrazu. Żeby uniknąć więzienia, nieszczęsny mężczyzna postanawia ukryć się w damskim wcieleniu, dopóki nie namaluje kopii zrabowanego płótna. Żeby zarobić na życie, zatrudnia się jako pomoc domowa - tak oto Stanisław staje się Marysią i szuka zatrudnienia w różnych domach.

Bo dla Stanisława Barei i Jacka Fedorowicza (współscenarzysty filmu) opowieść o muzealniku zmieniającym się w gosposię była pretekstem do skarykaturyzowania różnych ludzkich typów: od socjalistycznych "technokratów" po domorosłych bimbrowników.

"Zmiennicy" (1986 r.) - Taksówkarka z wąsem

Po podobny schemat sięgnął Bareja także piętnaście lat później w serialowych "Zmiennikach". Opowiadał o młodej dziewczynie, która w przebraniu mężczyzny zatrudnia się jako kierowca w Miejskim Przedsiębiorstwie Taksówkowym. Żeby zachować posadę, bohaterka grana przez Ewę Błaszczyk musiała przyklejać wąsy i w charakterystycznej czapeczce ruszać do pracy. Z okien taksówki obserwowała śmieszny świat schyłkowego PRL-u, stając się jedną z ulubionych bohaterek polskiej telewizji końca lat 80.

"Seksmisja" (1983 r.) - Świat bez mężczyzn - czyli Juliusz Machulski żartuje z feminizmu

Choć przebieranki w filmach Barei nieźle sprawdzały się jako źródło komizmu, prawdziwym hitem "genderowej" komedii znad Wisły była "Seksmisja" Juliusza Machulskiego. Opowiadał w niej o Albercie (Olgierd Łukaszewicz) i Maksie (Jerzy Stuhr), mężczyznach, którzy u progu lat 90. minionego wieku poddają się hibernacji, by zostać obudzonym po pięćdziesięciu latach. Gdy zostają wybudzeni, okazuje się, że w wyniku wojny atomowej wszyscy mężczyźni zginęli, a światem rządzą kobiety.

Sięgając do sztafażu kina science-fiction Machulski szydził z feminizmu i totalitaryzmu. Groteskowa historia Maksa i Alberta okazywała się bowiem opowieścią o wielkiej mistyfikacji stworzonej przez impotenta przebranego w kobiece ciuszki, w którego wcielał się bezbłędny Wiesław Michnikowski - mówi Bartosz Staszczyszyn*, recenzent filmowy Culture.pl.

Roman Polański i cross-dressing

"Lokator" (1976 r.) - Roman Polański w sukience

Cross-dressing nie zawsze bywał jednak równie zabawny. Dowodem tego, że także bohaterowie psychologicznych thrillerów lubią przebieranki, jest "Lokator", jeden z najbardziej przerażających obrazów w dorobku Romana Polańskiego.

Film zrealizowany na podstawie powieści Rolanda Topora opowiada o Trelkovsky'm, imigrancie, który pewnego dnia wprowadza się do mieszkania w jednej z paryskich kamienic. Jego poprzednia lokatorka kilka dni wcześniej popełniła samobójstwo, skacząc z okna. Pogrążający się w schizofrenii Trelkovsky zaczyna wierzyć, że jego sąsiedzi próbują przemienić go w tragicznie zmarłą lokatorkę. Wkrótce sam zakupi perukę, sukienki i buty na obcasach...

"Wenus w futrze" (2013 r.) - Polański o erotycznej dominacji

Zobacz wideo

Motyw cross-dressingu wielokrotnie pojawiał się w kinie Polańskiego. Nie zawsze w tak tragicznych kontekstach. Mężczyzna ubranego w kobiecy strój widzieliśmy także w ostatnim filmie polskiego twórcy - "Wenus w futrze". Spotkanie reżysera-intelektualisty oraz aktorki z paryskich przedmieść rozpoczynało półtoragodzinną walkę o dominację między kobiecością i męskością. Strój pełni tu rolę wabika i zbroi - kobiece szpilki i efektowny szal okazują się fetyszem i symbolem władzy.

Kobiety w rolach męskich

"Hamlet IV" (1989 r.)- Hamlet była kobietą

Jedna z najgłośniejszych kreacji teatralnych w nowej historii polskiego teatru to zasługa Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej i Andrzeja Wajdy. Znakomity reżyser w 1989 roku po raz czwarty w swej reżyserskiej karierze wystawił w krakowskim Starym Teatrze "Hamleta", a obsadzając główną rolę męską powierzył ją kobiecie.

"Jego pomysł ... nie polegał na tym, by rolkę Hamleta powierzyć kobiecie, ale by powierzyć ją właśnie Budzisz Krzyżanowskiej. Jej kobiecość czyni wyraźniejszymi jej działania - może tylko zmagać się z rolą - nie może utożsamiać się z postacią.() aktorka ani na moment nie udaje, ze jest mężczyzną" - notowała Joanna Walaszek w "Dialogu" (nr 6 11-06.1990).

Przedstawienie toczyło się na dwóch scenicznych planach - na scenie i w teatralnej garderobie, a Budzisz-Krzyżanowska grała jednocześnie Hamleta i aktorkę wcielającą się w jego postać. "(...) nie była kobietą przebraną za mężczyznę, lecz wcieleniem dramatu i rozterek Hamleta, które przecież nie są od płci uzależnione" - pisała Joanna Godlewska w książce "Najnowsza historia teatru polskiego".

Co ciekawe - Budzisz-Krzyżanowska występowała także we wcześniejszej inscenizacji "Hamleta" zrealizowanej przez Wajdę. W 1981 roku wcielała się w postać Gertrudy. Gdy po dziesięciu latach podjęła się zagrania roli duńskiego księcia, poszła w ślady tak znakomitych aktorek jak Sarah Bernardt, Helena Modrzejewska oraz Stanisława Wysocka, które również wcielały się w postać Hamleta.

... "Nikifor" też była kobietą

Zobacz wideo

Teatralna kreacja Budzisz-Krzyżanowskiej to nie jedyna znakomita rola męska stworzona przez polską aktorkę. Na podobne miano zasługuje także rola Krystyny Feldman, która w "Moim Nikiforze" Krzysztofa Krauzego wcieliła się w krynickiego malarza-prymitywistę. Feldman, znana raczej jako aktorka charakterystyczna, wzniosła się tu na wyżyny swoich umiejętności, a za swoją kreację otrzymała nagrody festiwali w Karlowych Warach i Gdyni.

"Jak wam się podoba" - Małgorzata Hajewska-Krzysztofik gra Szekspira w stroju męskim

Pisząc o kobietach występujących w męskich strojach, nie da się zapomnieć o Małgorzacie Hajewskiej-Krzysztofik. Najmniej znana z najlepszych polskich aktorek, w 1993 roku na deskach Narodowego Starego Teatru w Krakowie w "Jak wam się podoba" Tadeusza Bradeckiego wcieliła się w Rosalindę, córkę księcia, która wygnana z dworu ucieka w męskim przebraniu.

"Brawurowo poprowadzoną rolę Rosalindy, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik może dopisać do swoich poprzednich osiągnięć aktorskich, skądinąd postaci "mrocznych" (). Dobrze czuła się w męskim przebraniu, zarówno uwodząc zakochanego w niej Orlanda, jak i tresując nieczułą, a - na przekór Szekspirowi - całkiem powabną pasterkę Febe (Beata Fudalej)" - pisał w "Rzeczpospolitej" Janusz R. Kowalczyk.

"Wieczór Trzech Króli" w kobiecym wydaniu

Jednym z najsłynniejszych przedstawień w historii teatru polskiego, w którym role męskie powierzone zostały aktorkom, był zaś "Wieczór Trzech Króli" reżyserowany przez Jana Kulczyńskiego w Teatrze Stara Prochownia w 1976 roku. Zgodnie ze staroangielską legendą o tym, że w czasie Wieczoru Trzech Króli porządek rzeczy ulega odwróceniu, wystawiając sztukę Szekspira Kulczyński obsadził ją kobietami, które wcielały się zarówno w męskie jak i żeńskie role. A obsada, jaką udało mu się zebrać, był imponująca - znalazły się w niej: Ryszarda Hanin, Jadwiga Jankowska-Cieślak, Zofia Rysiówna, Teresa Lipowska, Gabriela Kownacka i Hanna Skarżanka.

Źródła: Feminoteka, Stary Teatr, Małgorzata Radkiewicz, "Oblicza kina queer", Ha!Art, Kraków 2014, Sebastian Jagielski, "Maskarady męskości. Pragnienie homospołeczne w polskim kinie fabularnym", Universitas, Kraków 2013, FilmPolski.pl.

* Bartosz Staszczyszyn - krytyk filmowy i literacki. Absolwent filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Współpracownik "Tygodnika Powszechnego" i portalu Filmweb.pl. Publikował m.in. w "Polityce", "Gazecie Wyborczej" i "Dwutygodniku".

Więcej o: