W objęciach węża ***

Jądro apokalipsy.

Rzecz luźno oparta na dziennikach niemieckiego odkrywcy Theodora Kocha-Gruenberga i amerykańskiego biologa Richarda Evansa Schultesa. Alter ego tego pierwszego (w tej roli znany z "Borgmana" Jan Bijvoet) przemierza amazońską dżunglę na początku XX w. Filmowy odpowiednik drugiego (Brionne Davis) podąża śladem poprzednika kilkadziesiąt lat później. Obaj poszukują legendarnej leczniczej rośliny, yakruny. Obu towarzyszy Karamakate, ostatni przedstawiciel wymarłego plemienia.

Trzeci film Cira Guerry ("Wietrzne podróże", "Cień przechodnia") to techniczny majstersztyk: od przepięknych, plenerowych zdjęć, przywodzących na myśl jakiś utracony, niebezpieczny raj po znakomitą realizację dźwięku, pozwalającego zatracić się w dżungli i na chwilę uwierzyć, że jesteśmy częścią niebezpiecznej wyprawy. Postaci mówią tu w sumie w dziewięciu językach i dialektach, a seans można równie dobrze potraktować jak wycieczkę etnograficzną.

W canneńskiej sekcji Directors' Fortnight "W objęciach węża" zdobyło Art Cinema Award, a teraz będzie reprezentowało Kolumbię w wyścigu o Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Mam jednak do filmu spore pretensje o to, że nie jest lepszy. Przede wszystkim, z ponad dwugodzinnego dramatu przygodowego dałoby się wyciąć sporo materiału. Całość trwa zdecydowanie zbyt długo i męczy tak, jakby rzeczywiście brało się udział w tej wyprawie (czyżby nowy wymiar kina?). Ponadto, "W objęciach węża" nie może nie budzić skojarzeń z "Jądrem ciemności" i ostatnim aktem "Czasu apokalipsy". Może to bluźnierstwo, ale część, w której trafiamy na włości pułkownika Kurtza, nigdy nie należała do moich ulubionych.

Ocena: 3/6

Zobacz wideo

"W objęciach węża", dramat, Kolumbia, Wenezuela, Argentyna 2015, 125 min., reż. Ciro Guerra, występują: Nilbio Torres, Antonio Bolivar, Yauenkü Miguee, Jan Bijvoet, Brionne Davis

Więcej o: