Szefowa ** [RECENZJA]

Hajs movie

Michelle Darnell (Melissa McCarthy) to skrzyżowanie Marthy Stewart z Oprą Winfrey i Beyonce (najwięcej ma jednak ze Stewart). Gdy urażony kochanek z przeszłości (Peter Dinklage) przyczyni się do jej upadku i pośle jedną z najbogatszych kobiet Ameryki za kratki, Darnell postanowi odbudować imperium. Po rychłym wyjściu z więzienia, nie mając gdzie się podziać, drapieżna egocentryczka wprowadza się do mieszkanka byłej asystentki (Kristen Bell). Pomysł na nowy biznes przychodzi znienacka...

„Szefowa” zaczyna się zaskakująco dobrze, ale szybko daje do zrozumienia, że nie należy się po niej spodziewać sensownej fabuły. Opowieść można uznać za miks historii z kilku klasycznych komedii sprzed parunastu lat. Chociaż działająca mi ostatnio na nerwy McCarthy specjalnie się nie wysila, trzeba jej przyznać, że ma kilka niezłych momentów i chwalebnie rezygnuje z żartów na temat swojej wagi (patrzę na ciebie, Rebel Wilson!). Mimo wszystko, najnowszy film jej męża, Bena Falcone’a, jest uosobieniem wszystkiego co złe we współczesnych amerykańskich komediach.

Po pierwsze, za dużo tu aktualnych popowych hitów. Jasne, nóżka chodzi i robi się jakoś tak weselej, ale to tani sposób na wypełnienie paru minut seansu i wykpienie się przed wymyśleniem czegoś sensownego. Po drugie, za dużo tu sprośnych i obleśnych (i – co najważniejsze – niezbyt zabawnych!) żartów, zwłaszcza w obecności i z udziałem dzieci. Po trzecie, gagi są powtarzalne, nieoryginalne i lecą po linii najmniejszego oporu. Najgorszy jest jednak finałowy akt, w którym „Szefowa” zmienia się znienacka w marny heist movie. A przecież widzowie wiedzą, że twórcy od początku mieli w zamyśle hajs movie.

Ocena: 2/6

"Szefowa", komedia, USA 2016, 98 min, reż. Ben Falcone, występują: Melissa McCarthy, Kristen Bell, Peter Dinklage, Ella Anderson, Tyler Labine, Kathy Bates, Cecily Strong