Opiekun *** [RECENZJA]

Nosił wilk razy kilka...

David (fenomenalny Tim Roth) świadczy usługi z zakresu opieki (raczej) paliatywnej. Może się nawet wydawać, że mężczyzna zbytnio zbliża się do pacjentów – jest z nimi zżyty bardziej niż członkowie rodziny. A może to właśnie jemu chorzy potrzebni są do życia, i David wysysa z nich energię, pozwalającą mu na co dzień podnosić się z łóżka?

„Opiekun” nominowany był do Złotej Palmy na ostatnim festiwalu w Cannes, gdzie reżyser Michel Franco („Daniel & Ana”, „Pragnienie miłości”) otrzymał nagrodę za najlepszy scenariusz. Nie ulega wątpliwości, że wyróżnienie dostało mu się za wymyślenie postaci Davida. Protagonista w skórze Rotha to bohater fascynujący. Trudno powiedzieć czy jest chodzącą dobrocią, czy może raczej niepokojącym socjopatą. Zachowuje się przedziwnie, ale jego postępowanie da się w jakiś sposób wytłumaczyć. Oszukuje innych ludzi, ale nie wiadomo czy dlatego, że czerpie z tego chorą przyjemność, czy dlatego, że próbuje oszukać siebie.

Pierwsze i ostatnie minuty dramatu wloką się niemiłosiernie. Tempo wydaje się bezpośrednio odzwierciedlać kondycję podopiecznych głównego bohatera. W takich momentach i tak da się bez trudu doceniać „Opiekuna”, choć nie sposób na niego nie psioczyć. Canneńska nagroda za scenariusz też może wydawać się kontrowersyjna, bo choć z jednej strony mamy genialnego Davida, to na niekorzyść wyróżnienia przemawia fatalny finał. Ostatnia scena sprawia, że bez żalu obniżam filmowi ocenę.

Ocena: 3/6

"Opiekun", dramat, USA 2015, 93 min., reż. Michel Franco, występują: Tim Roth, Sarah Sutherland, Robin Bartlett, Rachel Pickup, Michael Cristofer, Nailea Norvind, David Dastmalchian.