Bone Tomahawk *** [RECENZJA]

Wzgórza mają zęby

Gdy żona (Lili Simmons) czasowo przykutego do łóżka Arthura (Patrick Wilson) zostaje porwana przez nieznane plemię Indian-kanibali, mężczyzna, mimo kłopotów z piszczelem, dołącza do misji ratunkowej, w której uczestniczą również szeryf (Kurt Russell), jego zastępca (Richard Jenkins) oraz miejscowy cwaniak-erudyta (Matthew Fox). Czy niedobrana grupa zdoła stawić czoła mrożącym krew w żyłach dzikusom?

Trudno się dziwić, że heavymetalowy muzyk i scenarzysta S. Craig Zahler, który 20 lat temu odpowiadał za zdjęcia na planie krótkometrażowej etiudy wojennej „Warsaw Story”, wreszcie zdobył się na reżyserski debiut. Zahler ma już przecież na koncie niemal pół setki scenariuszy, nad którymi swego czasu dumały takie sławy jak Steven Spielberg, Park Chan-wook czy Tobey Maguire. I co? I jakoś nigdy nic z tego nie wyszło. Dopiero pięć lat temu pierwszy tekst Zahlera doczekał się przerobienia na (niskobudżetowy) film grozy. Ale Amerykanin lubi taką stylistykę.

„Bone Tomahawk” zaczyna się jak klasyczny western, który w pewnym momencie skręca w kierunku obrzydliwego, popapranego horroru w stylu „Wzgórza mają oczy”, bez przerwy niosąc za sobą ducha prozy Williama Faulknera i czując duchowe przewodnictwo „Jądra ciemności”. Postaci są nieźle nakreślone, dobrze zagrane i mają parę świetnych dialogów, ale film jest ciut zbyt rozwlekły, skokowo brutalny i bywa nielogiczny.

Ocena: 3/6

"Bone Tomahawk", horror, western, USA 2015, 132 min., reż. S. Craig Zahler, występują: Kurt Russell, Patrick Wilson, Matthew Fox, Richard Jenkins, Lili Simmons, Evan Jonigkeit, David Arquette, Fred Melamed.