Krystyna Janda przypomina zabawną historię. I to z jakim dystansem!

Jedna z najbardziej cenionych polskich aktorek, prowadzi dwa teatry. Ale nie przeszkadza jej to przypominać historii o problemach z francuskim. I związanych z nimi śmiesznych skutkach.

Krystyna Janda została poproszona o napisanie zabawnej historii w 1991 roku. Tak powstał felieton opublikowany w „Szpilkach”, który przypomina wydana właśnie książka „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu”.

Aktorka w 1982 roku przebywała z mężem i dzieckiem w Paryżu. Miała zagrać w serialu Telewizji Francuskiej i uczyła się języka, przygotowując się do roli. Jada w artykule podkreślała, że wszystko wydawało jej się proste i łatwe - a co dopiero nauka francuskiego. Po dwóch miesiącach codziennych lekcji, uważała, że mówi świetnie.

Mieszkała w bardzo dobrej dzielnicy, w mieszkaniu użyczonych przez francuskiego arystokratę. Lokum było urządzone ze smakiem, „wysłane dywanami i bezcennymi materiami”. Wraz z rodziną w apartamencie rezydowały ich koty i pies. I to z nimi związane były kłopoty.

Koty zaczęły niespodziewanie wyć

„Pewnej nocy koty zaczynają niespodziewanie wyć, a raczej przeraźliwie wrzeszczeć, jak dzieci, a rano okazuje się, że strzykają potwornie śmierdzącym moczem po najpiękniejszych storach, obrusach spadających do ziemi, kanapach zasłanych tureckimi chustami i dywanach. Zaczął się okres rui” - pisała Janda w „Szpilkach”.

Zaczęły się porządki, pranie i czyszczenie. A męki kotów doprowadzały rodzinę do rozstroju nerwowego. Janda postanowiła coś z tym zrobić i wybrała się do najbliższej apteki, przekonana, że mówiąc nieźle po francusku, nie będzie miała problemu z wyjaśnieniem, w czym leży kłopot.

I zaczęła tłumaczyć, że jej „la chatte” (nie wiedząc, że „la chatte” oznacza seks kobiety) męczy się, nie daje jej spać i potrzebuje „pilule” (co po francusku oznacza pastylki związane z antykoncepcją). Jej opowieść wzbudziła zażenowanie najpierw aptekarza, potem jego żony, a następnie córki.

"Co miauknę, to gram"

„Zaczynam, z psem pod pachą, jeszcze raz tłumaczyć, chodząc tym razem na czworakach po aptece, wyć jak kotka, turlać się i ocierać o wszystko, pokazując, że nie mogę spać, tzn. co miauknę, to „gram” gwałtowne przebudzenie” - pisała aktorka. I tak wreszcie rodzina aptekarzy odetchnęła z ulgą. Wskazali na półkę z lekami dla zwierząt. A Janda wyszła z apteki z uspokajającym lekarstwem dla kotów.

"Śmieszne? - napisane mnie nie śmieszy, wolałabym to Państwu pokazać - i już osobiście opowiedzieć, jak chciałam kupić kurę, >>la poule<<, i zaprowadzono mnie na róg, pokazując prostytutkę (bo tak one się tam nazywają), a już tylko mój pech polegał na tym, że szukałam tej kury przy ulicy Pigalle, ale to drobiazg" - kończy felieton Janda.

„Pani zyskuje przy bliższym poznaniu”, w którym został przypomniany tekst ze „Szpilek” (nr 9 z 28 lutego 1991 roku), jest wywiadem rzeką z Krystyną Jandą przeprowadzonym przez Katarzynę Montgomery. Książka w księgarniach od 17 maja.