"Zanim się obudzę" *** [RECENZJA]

Marek Kuprowski
Zamach na Babadooka

Cody (Jacob Tremblay, „Pokój”) zostaje adoptowany przez Jessie (Kate Bosworth, „Superman: powrót”) i Marka (Thomas Jane, „Punisher”). Małżeństwo nie wie, że gdy chłopczyk zasypia, zaczynają dziać się rzeczy nadprzyrodzone. Pół biedy, gdy w mieszkaniu obozowisko urządzają sobie świecące, kolorowe motyle. Gorzej, gdy do domu wkrada się morderczy stwór...
„Zanim się obudzę” to najnowsze dzieło Mike’a Flanagana („Oculus”), słynącego z realizacji filmów, nie będących stuprocentowymi horrorami, mających większe ambicje, obfitujących w oryginalne pomysły... a na koniec i tak okazujących się zazwyczaj dość przeciętnymi przedstawicielami gatunku, pozbawionymi jakiegoś kluczowego składnika. Nie inaczej jest w tym przypadku. To, co działa – wizerunek głównego złego, całkiem udane "skokostrachy", wątek niezbyt uczciwego postępowania matki zastępczej czy próba nadania opowieści głębi i większego sensu poprzez opowiadanie o traumach, emocjach i cierpieniu – sprawdza się naprawdę nieźle, ale elementy szwankujące (przede wszystkim te motyle!) solidnie działają na nerwy.
Obecność materialnych demonów jako metafory naszych wewnętrznych lęków i nieuświadomionych traum sprawiają, że nie sposób nie porównać „Zanim się obudzę” do „Babadooka”. Amerykańska produkcja nie jest tak dopieszczona ani wysublimowana i przegrywa to starcie wyraźnie, ale i tak miło stanąć czasem oko w oko z potworami, które próbują zaatakować nie tylko ciała kinomanów, ale również ich mózgi. PS Na nocną wizytę monstrum zasługuje autor tłumaczenia - abstrahując od paru głupich błędów, należy mu się już za sam polski przekład imienia potwora.

Ocena: 3/6

"Zanim się obudzę", horror, USA 2016, 97 min., reż. Mike Flanagan, występują: Kate Bosworth, Thomas Jane, Jacob Tremblay, Annabeth Gish, Dash Mihok, Rigby Flanagan-Bell