"Szermierz" *** [RECENZJA]

Marek Kuprowski
Pojedynek z systemem

Endel Nellis ucieka przed sowieckimi służbami na estońską prowincję. Były szermierz podejmuje tam pracę nauczyciela. W ramach sekcji sportowej, mimo kiepskiej sytuacji sprzętowej, postanawia uczyć dzieci pięknej i szlachetnej sztuki fechtunku. To nie podoba się miejscowym władzom, dopatrującym się w szermierce znamion bluźnierczego feudalizmu...
Być może „Szermierza” oglądałoby się odrobinę gorzej, gdyby nie świadomość, że Nellis to postać autentyczna i reżyser Klaus Haro w miarę wiernie odtworzył jego losy. To bardzo klasyczna, ale równie dobrze zrealizowana produkcja o trudach życia w komunistycznej rzeczywistości. Na jej korzyść z pewnością działają niezwykle filmowa dyscyplina sportu oraz świetne zdjęcia – szarość i chłód biednej prowincji, rozświetlane jedynie błyskiem floretu, aż czuć z ekranu. Razić może sztucznie pociągnięty, obowiązkowy wątek miłosny.
Fińsko-estońsko-niemiecka koprodukcja zdobyła w Finlandii nagrodę za zdjęcia oraz dla najlepszego filmu ubiegłego roku i reprezentowała kraj w walce o Oscara dla filmu nieanglojęzycznego. „Szermierz” zakwalifikował się nawet do półfinału, ale zabrakło go wśród ostatecznie nominowanych. Przegrał słusznie, ale walczył dzielnie.

Ocena: 3/6

"Szermierz", dramat, Finlandia, Niemcy, Estonia 2015, 93 min., reż. Klaus Härö, występują: Märt Avandi, Ursula Ratasepp, Hendrik Toompere, Liisa Koppel, Joonas Koff, Egert Kadastu

Więcej o: