Oby Alicja już nigdy nie musiała przenosić się do Krainy Czarów...

Marek Kuprowski
Podobnie jak pierwsza część "Alicji w Krainie Czarów", sequel nie ma właściwie żadnej historii do opowiedzenia. Alicja, która podejmuje się misji ratowania Kapelusznika, działa głupio, samolubnie i bywa, że trudno jej kibicować. Nie pomaga też fakt, że Depp powoli staje się karykaturą aktora. Co jeszcze w ten weekend w kinach?

"Alicja po drugiej stronie lustra"

Gdy sześć lat temu Tim Burton zrobił „Alicję w Krainie Czarów”, myślałem, że kontynuację uratować może tylko odsunięcie go od reżyserskiego stołka. Trop nie był całkowicie fałszywy, jednak dający z siebie wszystko i zapraszający do równie fantazyjnie wykreowanego świata (ukłony dla speców od kostiumów i efektów specjalnych, nawet jeśli CGI czasami za mocno bije po oczach) James Bobin („Muppety”) daje definitywną odpowiedź na pytanie, kto ponosi odpowiedzialność za (artystyczną) porażkę dylogii. To scenarzystka obu "Alicji", Linda Woolverton.

Ponieważ motywy silnych kobiet i walki o równouprawnienie w ostatnich filmach Disneya świetnie działają i studio jest za nie głośno chwalone, nie zabrakło podobnych wątków również tutaj. Niestety, wszczepiono je „Alicji” tak karykaturalnie, że wzbudzić mogą tylko chichot. Słuszne, ale zmęczone już przez setki dzieł kultury przesłanie, parę grepsów i kolorowy świat nie wystarczą, żeby uzasadnić istnienie tak nieudanej wariacji na temat świata stworzonego przez Lewisa Carrolla. Oby Alicja nie musiała więcej przenosić się do Krainy Czarów... MOŻNA, ALE... 

Ocena: 2/6

"Alicja po drugiej stronie lustra" - recenzja

"Zanim się obudzę"

„Zanim się obudzę” to najnowsze dzieło Mike’a Flanagana („Oculus”), słynącego z realizacji filmów, nie będących stuprocentowymi horrorami, mających większe ambicje, obfitujących w oryginalne pomysły... a na koniec i tak okazujących się zazwyczaj dość przeciętnymi przedstawicielami gatunku, pozbawionymi jakiegoś kluczowego składnika. Nie inaczej jest w tym przypadku. To, co działa – wizerunek głównego złego, całkiem udane "skokostrachy", wątek niezbyt uczciwego postępowania matki zastępczej czy próba nadania opowieści głębi i większego sensu poprzez opowiadanie o traumach, emocjach i cierpieniu – sprawdza się naprawdę nieźle, ale elementy szwankujące (przede wszystkim te motyle!) solidnie działają na nerwy. MOŻNA.

Ocena: 3/6

"Zanim się obudzę" - recenzja

"Angry Birds Film"

Niektórzy sądzili, że pomysł zrobienia filmu narodził się za późno, że Wściekłe Ptaszki odeszły już w niepamięć. Czy rzeczywiście? To mniejszy problem. Gorzej, że nie było pomysłu na fabułę, a za produkcją wydaje się stać jedyna słuszna myśl: aby spróbować przywrócić grę do łask i na ekrany użytkowników smartfonów.

Kłopot w tym, że tę historię autorzy gry opowiedzieli na komiksowym pasku, na przestrzeni jednego ekranu ładowania, a twórcy filmu próbują robić to przez 90 minut. Sytuacji nie mogą uratować całkiem fajnie rozwiązana sekwencja walki, kilka faktycznie zabawnych żartów, świetny wybór piosenek (Scorpions, Rick Astley, Limp Bizkit) i naprawdę klawi bohaterowie! Mam nadzieję, że dostaną kolejny, znacznie lepiej przemyślany i bardziej oryginalny film. MOŻNA, ALE...

Ocena: 2/6

"Angry Birds Film" - recenzja

"Szermierz"

Endel Nellis ucieka przed sowieckimi służbami na estońską prowincję. Były szermierz podejmuje tam pracę nauczyciela. W ramach sekcji sportowej, mimo kiepskiej sytuacji sprzętowej, postanawia uczyć dzieci pięknej i szlachetnej sztuki fechtunku. To nie podoba się miejscowym władzom, dopatrującym się w szermierce znamion bluźnierczego feudalizmu...

Być może „Szermierza” oglądałoby się odrobinę gorzej, gdyby nie świadomość, że Nellis to postać autentyczna i reżyser Klaus Haro w miarę wiernie odtworzył jego losy. To bardzo klasyczna, ale równie dobrze zrealizowana produkcja o trudach życia w komunistycznej rzeczywistości. Na jej korzyść z pewnością działają niezwykle filmowa dyscyplina sportu oraz świetne zdjęcia – szarość i chłód biednej prowincji, rozświetlane jedynie błyskiem floretu, aż czuć z ekranu. MOŻNA.

Ocena: 3/6

"Szermierz" - recenzja

"Lato Sangaile"

Nastoletnia Sangaile obserwuje zawody szybowców. Dzięki "sierotce", której najwyraźniej wpadła w oko, dziewczyna wygrywa loterię i może odbyć testowy lot. Chociaż Sangaile jest zafascynowana samolotami, strach okazuje się silniejszy od namiętności. Znacznie bardziej pewna siebie Auste już zastawiła jednak sidła na nową znajomą. Dzięki niej, Sangaile przeżyje wakacyjną miłość, odkryje siebie i nauczy się pokonywać przeciwności losu.

Drugi film młodej Litwinki Alante Kavaite to typowa opowieść o dojrzewaniu, z akcją toczącą się na przestrzeni jednych wakacji. Zahukana protagonistka spotyka kogoś, kto bardzo chce w przyspieszonym trybie - w końcu, to najwyższy czas - przemienić ją z gąsienicy w motyla. Problem w tym, że wszystko odbywa się bardziej w klimacie harlequina dla nastolatek niż "Życia Adeli". MOŻNA, ALE...

Ocena: 2/6

"Lato Sangaile" - recenzja

"Summer Camp"

Czworo młodych bohaterów będzie uczyć hiszpańskie dzieci języka angielskiego na obozie letnim. [...] Właśnie dokonują ostatnich oględzin przed przyjazdem podopiecznych. Właśnie wtedy, w wigilię rozpoczęcia zajęć, wszystkie żywe stworzenia w okolicy zaczynają przemieniać się w łaknące mięsa i krwi potwory...

Alberto Marini, scenarzysta „Słodkich snów”, zjadł zęby razem z wargami na planach słynnych hiszpańskich horrorów ostatnich lat. Przyszedł czas, by wreszcie zasiąść na stołku reżyserskim. Niestety, podobnie jak rzecz ma się z działaniami podejmowanymi przez bohaterów filmów grozy, nie wynikło z tego nic dobrego. „Summer Camp” to szalenie przewidywalne slashero-gore, w którym Marini wielokrotnie ucieka się do tak oszukanych, tanich „skokostrachów”, że aż wydaje się robić to z lekkim zażenowaniem i przymrużeniem oka. MOŻNA, ALE...

Ocena: 2/6

"Summer Camp" - recenzja