Marta Nieradkiewicz o "Kamperze". Dziś mamy odwagę zadać sobie pytanie: czy chcę być z kimś do końca życia?

- Świat, który się przed nami otworzył po transformacji ustrojowej, bardzo nas zmienił. Pozwolił nam dostrzec, że nic nie jest na zawsze. Dziś podążamy za własnym głosem, marzeniami i [...] mamy odwagę zadać sobie pytanie: czy chcę być z kimś do końca życia? - mówi Marta Nieradkiewicz.

Ostatnie miesiące były dla Marty Nieradkiewicz wyjątkowo pracowite. Jesienią wystąpiła w „Murze” Dariusza Glazera i serialu „Pakt”, w lutym światową premierę miały nagrodzone Srebrnym Niedźwiedziem „Zjednoczone Stany Miłości” Tomka Wasilewskiego, które pod koniec lipca zadebiutują w polskich kinach. 15 lipca do kin wchodzi „Kamper” Łukasza Grzegorzka, w którym Marta gra jedną z głównych ról.

Małgorzata Steciak: Patrząc na twoją filmografię widać, że uważnie dobierasz role. Na co zwracasz uwagę, kiedy czytasz scenariusz?

Marta Nieradkiewicz: To prawda, to był dość intensywny okres. Umówmy się – nie jestem w takiej sytuacji zawodowej, żebym mogła przebierać w scenariuszach. W ostatnim czasie miałam po prostu dużo szczęścia. Zdaję sobie jednak sprawę, że to się może w każdej chwili zmienić.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Zjednoczone stany miłości" Mat. prasowe

W scenariuszach szukam różnorodności, emocjonalnego potencjału. Tajemnicy, postaci, która nie jest wyłożona kawa na ławę. Czegoś nowego, czego jeszcze nie robiłam. Mój zawód daje tę możliwość, że możemy pożyć przez chwilę innym życiem. To bardzo wzbogacające, kiedy trzeba przyjąć, zrozumieć, zaakceptować inną perspektywę – w maju mogę być agentką CBŚ, by chwilę później stać się 30-latką z problemami małżeńskimi albo instruktorką aerobiku przeraźliwie pragnącą bliskości. Eksploruję w ten sposób obszary, do których normalnie nigdy bym nie dotarła. Mogę się z trudnymi tematami zmierzyć w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach.

Masz sentyment do jakiejś konkretnej roli? Czy po każdym projekcie zostawiasz swoje postaci za sobą?

Zostawiam te rzeczy, w których nie czułam się dobrze. Nie chcę pielęgnować w sobie negatywnych emocji. Zresztą jeszcze nie zdarzyło mi się wracać do roli ot, tak, dla przyjemności, rozsiąść się w fotelu i włączyć płytę z moim filmem. Nie sądzę, bym kiedykolwiek, potrafiła spojrzeć na moją pracę obiektywnie i powiedzieć: "o, to było spoko". Oglądanie siebie na ekranie oznacza dla mnie ekscytację, ale przede wszystkim potężny stres. Każdy seans to nowe doświadczenia, spojrzenie na siebie z innej perspektywy. Czasami potrzebne nawet tylko po to, by dostrzec, że pewne rzeczy są już za mną. Dla własnego dobra.

Ekipa filmu Ekipa filmu "Zjednoczone Stany Miłości" na Berlinale 2016: reżyser i scenarzysta Tomasz Wasilewski oraz aktorki: Dorota Kolak, Julia Kijowska, Marta Nieradkiewicz i Magdalena Cielecka STEFANIE LOOS / REUTERS / REUTERS

Łatwo ci to przychodzi?

Szczerze mówiąc, nie. Jestem strasznym nerwusem, przeżywam wszystko dużo bardziej, niż powinnam. Kiedy wchodzę w nowy projekt i zaczynam próby, niemal zawsze myślę: tym razem to się nie uda. A potem oswajam się z kolejnym wyzwaniem i okazuje się, że jest dobrze, że te nerwy nie były potrzebne. Może z wiekiem osiągnę jakiś wewnętrzny spokój? Z drugiej strony, czy jak przestanę się denerwować, to czy coś się nie skończy? Czy nie zacznę odcinać kuponów? Tego bym nie chciała, wolałabym już wtedy zmienić zawód.

"Zjednoczone stany miłości": zobacz zwiastun:

Denerwowałaś się, kiedy oglądałaś „Zjednoczone stany miłości” Tomka Wasilewskiego na Berlinale? Dostaliście za ten film Srebrnego Niedźwiedzia.

Mało pamiętam z tego seansu w Berlinie. Oglądałam wtedy „Zjednoczone...” po raz pierwszy i całe to szaleństwo, które rozegrało się później, spowodowało, że długo zastanawiałam się, czy to wszystko się naprawdę wydarzyło.  Pamiętam atmosferę, emocje. Siedziałyśmy jak kury na sali kinowej wspólnie z Dorotą Kolak, w tych pięknych sukienkach, a ręce nam dygotały. Niby nic, premiera jak premiera, przecież jestesmy dorosłe, a jednak dla nas było to wielkie święto. Ten film jest mi zresztą szczególnie bliski, lubię go. Jestem bardzo dumna z Tomka, który udowodnił raz jeszcze jak niesamowicie się rozwija jako filmowiec.

Tomasz Wasilewski i aktorki: Julia Kijowska, Magdalena Cielecka i Marta Nieradkiewicz podczas BerlinaleTomasz Wasilewski i aktorki: Julia Kijowska, Magdalena Cielecka i Marta Nieradkiewicz podczas Berlinale Markus Schreiber (AP Photo/Markus Schreiber)

Twoja współpraca z Tomkiem zaczęła się na planie jego debiutanckiego, pół-profesjonalnego „W sypialni”, gdzie pełniłaś funkcję drugiego reżysera. To nie jedyny początkujący filmowiec, z którym pracowałaś. Zagrałaś też w pierwszych filmach Dariusza Glazera i Łukasza Grzegorzka. Jak wyglądała praca na planie „Kampera”?

„Kamper” powstawał jako skromny film niezależny realizowany w gronie znajomych. Nie wiedzieliśmy, dokąd ta podróż nas zaprowadzi, ale to dało nam niesamowity luz. Mieliśmy spartańskie warunki – na planie nie było ciężarówek z cateringiem, make up busów, ale świetnie się bawiliśmy.

Bardzo długo przygotowywaliśmy się do tego filmu. Nigdy w życiu nie miałam tylu zdjęć próbnych. Zanim padł pierwszy klaps, spędziliśmy ze sobą prawie pół roku. Zaprzyjaźniliśmy się. To kompletnie zmieniło dynamikę relacji na planie. Było to dla mnie wyjątkowe spotkanie. Fajnie było też zagrać rolę w nieco lżejszej konwencji.

 

Kadr z filmu Kadr z filmu "Kamper" Mat. prasowe

„Kamper” to film o pokoleniu 30-latków zawieszonych między niedojrzałością a odpowiedzialnością. I w kinie, i w życiu granica „bycia dorosłym” jest od lat sukcesywnie przesuwana. Czujesz, że współcześni młodzi ludzie są bardziej niedojrzali niż ich rówieśnicy kilka dekad temu?

Nie chciałabym generalizować, ale z pewnością obecne pokolenie 30-latków jest zupełnie inne niż pokolenie naszych rodziców. Świat, który się przed nami otworzył po transformacji ustrojowej, bardzo nas zmienił. Pozwolił nam dostrzec, że nic nie jest na zawsze. Może to banalne, ale wydaje mi się, że dominująca obecnie tendencja do podążania za własnym głosem, marzeniami i potrzebami sprawiła, że staliśmy się bardziej otwarci na dyskusję o trudnych tematach, na przykład o zdradzie. Mamy odwagę zadać sobie pytanie: czy chcę być z kimś do końca życia? Myślę, że w tym lekkim, niepozornym filmie jakim jest „Kamper” jest zawarta pewna prawda o nas samych. Jesteśmy, jacy jesteśmy, ale za resztę trzeba wziąć odpowiedzialność.

Jaka jest najlepsza zawodowa rada, jakiej ktoś ci udzielił?

Kadr z filmu Kadr z filmu "Kamper" Mat. prasowe

Pamiętam, jak Maja Kleczewska powiedziała mi kiedyś: graj tylko tyle, ile masz w danej chwili. Nie rozumialam tego. Bardzo szlachetnie to brzmiało, ale było dla mnie absurdalne. Zastanawiałam się: jak to, przecież mamy przygotowany spektakl, jest ustalona jakaś amplituda, w którą ja jako aktorka muszę wejść. Jak mam grać „tyle, ile mam” skoro, na przykład, dzisiaj czuję, że nie mam nic? Czesto przypominają mi się te słowa i próbuję iść za nimi, choć ich znaczenie się dla mnie zmienia. Dzisiaj rozumiem to jako wolność. Wolność kreacji, czyli dziś tworzę z tego, co mam zamiast być zakładniczką wyobrażeń o sobie. Może za trzy lata powiem coś innego w tej sprawie, ale dziś tak to widzę.

Jak to jest, kiedy czujesz na planie albo przed spektaklem, że „nie masz nic"? Zdarzyło ci się kiedyś stworzyć z takiego kryzysu coś niezwykłego?

Na planie „Zjednoczonych stanów miłości” ciało pierwszy raz odmówiło mi posłuszeństwa. W pewnym momencie byłam już tak fizycznie zmęczona, że chciałam... może nie poddać się, ale czułam, że nie mam siły wstać. Adrenalina trzyma cię w pionie tylko do pewnego momentu, trzeba o tym pamiętać. W „Pakcie”, gdzie mieliśmy 70 dni zdjęciowych, to napięcie było równomiernie rozłożone. To zresztą nie była tak fizyczna rola jak w „Zjednoczonych stanach miłości”, gdzie musiałam grać sceny tańca, aerobiku. Praca na planie jest grą zespołową, nie można sobie pozwolić na histerię, ale ten jeden jedyny raz mój organizm się zbuntował. I wtedy Tomek mnie podniósł, a ja odkryłam, że z bezsilności też można zbudować coś ciekawego, nowego. Nie jestem na baterie, takie sytuacje się zdarzają. Nie ma w tym nic złego. Najważniejsze to wstać i iść dalej.

"Kamper": zobacz zwiastun:

"Kamper" to opowieść o małżeństwie trzydziestolatków. Kiedyś zakochani w sobie do szaleństwa, dziś muszą zdecydować, czy kolejny krok w życiu zrobią razem czy osobno. Ona jest ambitna, pracowita i zdolna. Kocha gotowanie i chce poświęcić się swojej pasji na dobre. On jest wiecznym chłopcem, który pracuje jako tester gier komputerowych i bardzo ceni sobie swoje życie bez większych zobowiązań. Kiedy w jej życiu pojawia się dojrzały mężczyzna, uznany szef kuchni i uosobienie sukcesu, Mania zacznie zastanawiać się, czy pociąga ją jeszcze beztroski urok jej męża. Czy na pewno chce spędzić z nim resztę życia? Kamper musi się ogarnąć. Zacznie jednak od romansu z ognistą nauczycielką hiszpańskiego.