"Legion samobójców". My też nie możemy uwierzyć, że ten film jest TAK fatalny...

W najczarniejszych koszmarach nie spodziewałem się, że „Legion samobójców” okaże się filmem tak złym. Godni uwagi są tu jedynie Margot Robbie, Will Smith i ścieżka dźwiękowa.

Po odejściu Supermana świat stanął przed wielką niewiadomą. Czy kolejny nadczłowiek, który pojawi się na Ziemi, będzie walczył po stronie dobra? Amanda Waller (Viola Davis) woli być gotowa na każdą ewentualność. Twarda babka przekonuje rząd, iż warto złożyć ekipę z najgorszych zbrodniarzy, którzy – przy użyciu kija (śmierć) i marchewki (skrócenie wyroków) – będą wykonywać najtrudniejsze misje i mierzyć się z pozaziemskim zagrożeniem. Tak powstał „Legion samobójców” – film, na który naprawdę można było czekać. Aż trudno uwierzyć, że okazał się aż tak fatalny. Ale po kolei.

Margot Robbie: "Nie chcę być wyłącznie ładną buzią". Zobacz zdjęcia!

Piosenka jest dobra na wszystko

Nie sądzę, że twórcy nie wiedzieli, jak złe kino zrobili. Pewnie właśnie dlatego zastosowali złoty środek, który zawsze zdecydowanie poprawia odbiór filmu – napakowali do środka mnóstwo muzycznych hitów. Mniejsza o to, że metoda ich doboru była dość prymitywna – np. gdy bohaterowie wreszcie wkraczają do akcji, słyszymy „Guess who’s back / Back again” z „Without Me” Eminema – ważne, że humor od razu się poprawia, a nóżka sama chodzi.

Zobacz też: Krytycy masakrują "Legion samobójców". "To jest po prostu ZŁE"

„Legion samobójców” jest więc przepakowany świetnymi numerami. Schemat wygląda prosto – kiepska scena, kiepska scena, „Bohemian Rhapsody”, kiepska scena, kiepska scena, „House of the Rising Sun”, kiepska scena, kiepska scena, „Fortunate Son”. I tak dalej. Do tego trzeba dodać bardzo dobre kawałki napisane specjalnie do filmu – „Sucker for Pain” czy „Heathens” duetu twenty one pilots. Na moment można się nabrać, że miło spędzamy w kinie czas. Tyle że słuchając muzyki.

Margot Robbie jest dobra. Will Smith też

Legion? Dobre sobie. To już określenie „squad” [ang. - oddział, drużyna - przyp. red] z oryginalnego tytułu jest znacznie bliższe prawdy. Twórców obchodzą tylko dwie postaci: Harley Quinn grana przez Margott Robie i Deadshot Willa Smitha. Reszta jedynie od czasu do czasu przemyka po ekranie, żeby sprawiać wrażenie, że faktycznie mamy do czynienia z większą ekipą. Dobrze się jednak składa, bo Robbie i Smith to dwa największe atuty filmu.

Smith, jak to Smith, po prostu nie potrafi nie być fajny. Robbie dostaje za to niezwykle wdzięczną rolę i – choć bywa irytująca (ale przecież takie jest jej zadanie) – błyszczy, bawi i skupia na sobie uwagę widza. Quinn w jej wykonaniu to idealna słodka psychopatka. Koniec końców, najbardziej diaboliczne wrażenie sprawia jednak trzymająca nad „legionem” pieczę Waller, w której ciele znakomicie odnajduje się Viola Davis.

Przemoc jest dobra dla dzieci

Gdy w scenie rodem z „Resident Evil” bohaterowie odpierają atak ludzi-roślin (tu naprawdę dzieją się podobne rzeczy. I znacznie gorsze), jedno z nich pyta: „Dlaczego oni tak wyglądają?”. Odpowiedź jest prosta: „dla kasy”. Rozczłonkowywanie "prawdziwych" ludzi i strzelanie im w głowy nie uszłoby twórcom na sucho, film dostałby znacznie surowszą kategorię wiekową niż „od 13 lat”. Skoro jednak rzezi dokonuje się na dziwnych stworach, to wszystko jest w porządku i młodzież może podobną jatkę chłonąć.

Z całym szacunkiem dla najmłodszych – sam lata temu burzyłem się, gdy ktoś pisał, że coś „jest dobre dla dzieci” – „Legion samobójców” to film skrojony najwyżej dla dwunastolatków. One mogą jeszcze nieźle bawić się podczas seansu, tyle że, w teorii, nie powinny zostać na film wpuszczone. Gimnazjaliści powinni mieć już znacznie wyższe wymagania.

Joker jest zakochany

Wielu zastanawiało się, jak wypadnie nowy Joker. Jared Leto musiał przecież wejść w buty genialnego Heatha Ledgera czy równie cenionego Jacka Nicholsona. Leto garściami czerpie z różnych źródeł, w jego roli widać m.in. solidną inspirację Ledgerem. W efekcie wypada naprawdę solidnie. Problem nie leży jednak w aktorze, ale w jego postaci.

W swoim najnowszym wcieleniu Joker jest typowym współczesnym gangsterem. Królem podziemia, którego można spotkać za złotą kotarą w jego ulubionym lokalu. Ale nie to jest najgorsze. Joker jest przede wszystkim szaleńczo i niezaprzeczalnie zakochany w Harley Quinn. Można nawet dojść do wniosku, że to on jest wykorzystywany przez swą byłą lekarkę i w tym duecie stanowi słabszy element. Zakochany Joker nie jest Jokerem, którego chcemy oglądać.

„Legion samobójców” nie jest dobry

Im bliżej premiery, tym więcej niepokojących wieści można było usłyszeć na temat filmu. Nie wierzyłem do samego końca, bo ufałem reżyserowi i scenarzyście, który zrealizował przecież m.in. znakomitych „Bogów ulicy”. Tym razem David Ayer poległ na całej linii, ale chcę myśleć, że największą winę za artystyczną klapę ponoszą sterujący nim producenci, dbający o biznesowy całokształt tzw. uniwersum DC.

Prawda jest taka, że w „Legionie” nie ma udanych scen akcji. Sensownych dialogów jak na lekarstwo. Szwarccharakter jest tak fatalny i sztucznie wykreowany, że nawet najmocniej narzekający na wrogów z filmów Marvela przeproszą się z krytykowanymi złoczyńcami. Scenariusz jest tak dziurawy i niemożebnie głupi, że nie da się tego opisać słowami. „Batman v Superman” – film zaledwie przyzwoity – przy „Legionie” sprawia wrażenie kamienia milowego w historii kina.

 

Ocena: 2/6